Wszyscy kochamy Miley Cyrus. Niegdyś mocno-ugrzeczniona Hannah Montana, troszkę później serwująca dźwięki jako nieposłuszna dziewczyna z ery ‚Bangerz’, finalnie odważnie eksperymentująca z psychodelicznymi melodiami ‚Dead Petz’. Tym razem na tapetę wzięta została bezpieczna mieszanka country i popu: składnik przebojowości został gdzieś w tej monotonnej plątaninie wyparty przez dużą dawkę serca.  


W wybranym na lead-singiel ‚Malibu’ z pewnością dość łatwo i szybko można się rozmarzyć. Minimalistyczna, pełna wycieczek do niezrealizowanych kroków z lat uprzednich, kompozycja to jeden z najbardziej urodziwych momentów na albumie ‚Younger Now’. Produkcja Orena Yoela jasno nakreśla kierunek, który tym razem obrała główna zainteresowana: wśród gitarowych brzdęków i stylistycznie okrojonych melodii Miley lirycznie krążyć będzie wokół spraw uczuciowo-sercowych, w szczególności w kontekście swojego burzliwego związku z Liamem Hemsworthem.

Nieuchronną przemianę Cyrus można odczuć zarówno w kawałku otwierającym, jak i w kompozycji zamykającej wydawnictwo: antemicznemu ‚Younger Now’ oraz marzycielskiemu ‚Inspired’ nie sposób odmówić pewnej dozy dojrzałości, kompozycje te jednakże nie przekraczają granic muzycznego Rubikonu ograniczając się wyłącznie do powielenia krążących od dłuższego czasu w eterze schematów. Dużo lepiej wypada za to odprężające ‚Week Without You’, które z pewnością sprawdzi się jako jeden z przyszłych singli promujących krążek. To jedna z najszybciej wpadających w ucho kompozycji, jakie znalazły się na ‚Younger Now’: charakterystyczna produkcja Yoela i mocno-bujający refren mogą kryć w sobie spory potencjał, który w przyszłości z łatwością można przekuć w kolejny komercyjny sukces młodej wokalistki.

miley-cyrus-bb11-a-fea-bax8w-cj5-2017-a-billboard-1240

Nie zachwyca natomiast utrzymany w stylistyce country duet Miley z jej matką chrzestną: nagrane przy gościnnym udziale Dolly Parton ‚Rainbowland’ nawet przez chwilę nie wykorzystuje pełnych zasobów możliwości drzemiących w połączeniu tej dwójki. Wszakże mając chociażby na uwadze cover pamiętnego ‚Jolene’ w wykonaniu Cyrus można było się spodziewać, że zjednoczenie legendarnej Dolly z idolką współczesnych młodych-dorosłych przyprawi o ciarki niejednego słuchacza. Tymczasem duet Pań muzycznie wypada dość płasko stając się swoistym non-eventem tego albumu. Do górnych granic przeciętności docierają za to ballady ‚Miss You So Much’ oraz ‚She’s Not Him’, które – choć książkowo poprawne – pozbawione są większej dystynktywności oraz momentów niezbicie potwierdzających nowo-odkrytą dojrzałość Cyrus.

miley-malibu-thatgrapejuice-hot-100

Prawdziwym sercem ‚Younger Now’ są za to kompozycje zamieszczone tuż po zakończeniu pierwszej części wydawnictwa: energetyczne ‚Thinkin’, zaraźliwe ‚Bad Mood’ oraz chwytające ‚Love Someone’, obdarowane dawką emocji większą niż którykolwiek z pozostałych utworów na albumie. To właśnie w trakcie tych kilkunastu minut szóstego studyjnego krążka Cyrus można poczuć niemalże 100-procentowe ukontentowanie z premierowego materiału wokalistki. Miley bowiem z sukcesem przemyca swoją niepowtarzalnie kolorową osobowość, dobrze zaprezentowaną podczas ‚Bangerz’ i ‚Dead Petz’, odsłaniając jednocześnie pewność siebie i świadomość przekazywanych treści (‚I ain’t got time to worry about a mess / And I’m kinda getting tired of dealing with all of your stress‚).

Nowy etap w karierze Miley z pewnością nie jest ślepą gonitwą za kolejnym zdobywcą szczytów komercyjnych zestawień przebojów. Już w trakcie tytułowego utworu ‚Younger Now’ jasne staje się, że wszelkie uciechy, gadżety i inne odważne poczynania towarzyszące erze ‚Bangerz’ zostały zakopane pięć metrów pod ziemią. W pewien sposób antemiczny otwieracz szóstego studyjnego krążka Cyrus dość wyraźnie zdradza to, czego można oczekiwać po zawartości albumu (‚No one stays the same / Change is a thing you can count on’). Nowa Miley to dziewczyna, która znalazła klucze do swojego serca bijącego w rytm dźwięków country, okraszonych delikatnym i nienachalnym popem. Kierunek autentyczny, obdarty z jakichkolwiek szokujących elementów, pozbawiony muzycznych wstrząsów. Niestety, gdzieś po drodze 24-letniej artystce całkowicie przypadkowo zabrano także koloryt i podniecającą muzyczną nieprzewidywalność. Koncepcja albumu była słuszna i spójna, jego wykonanie oraz siła przekazu pozostawia sporo do życzenia.

5.2/10

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here