Równo trzy lata temu po serii kapitalnych singli zespół Years & Years wydał swój debiutancki album „Communion” z hukiem wkraczając na muzyczne salony. Chłopcy niemal natychmiast zawładnęli listami przebojów, poruszyli również serca wielomilionowej rzeszy swoich słuchaczy. Czy za sprawą właśnie-wydanego krążka „Palo Santo” grupa jest w stanie po raz kolejny  porządnie zawirować rynkiem? Tak, i wszystko wskazuje na to, że i tym razem Yearsi obrali kurs na sam szczyt muzycznego piedestału.


Świat popu od lat rządzi się swoimi własnymi, niepodważalnymi prawami. Do wejścia na wyżyny komercyjnych zestawień nie wystarczy tylko imponująca skala głosu, równie istotne jest wysokie stężenie przebojowości w wydawanym materiale i jego uniwersalność, nie przeszkodzi również barwna i interesująca osobowość samej gwiazdy. Lider Years & Years, Olly Alexander, bez dwóch zdań spełnia wszystkie te przesłanki. To chodzący wulkan energii wywołujący uśmiech na twarzy, urzekający swoją naturalnością oraz rozbrajającą szczerością, którą z łatwością można odnaleźć chociażby w tekstach tworzonych przez niego utworów.

Już z pierwszym dźwiękiem antemicznego i szorstkiego „Sanctify” można odczuć pewną przemianę, w której kluczową rolę odgrywać będą spojrzenia w ciemniejszą i głębszą sferę popu. Zauważalne jest to też w tytułowym „Palo Santo” oraz „Here” którym daleko do sztandarowych popowych kompozycji wyciętych z gotowego wzorca, a bliżej do nurtu odrobinę alternatywnego popu. Aura krążąca w pierwszej z nich oraz przejrzyste jak szło wokale Olly’ego hipnotyzują i wprowadzają w błogostan, „Here” czaruje zaś swoim leniwym i sensualnym klimatem. Alexander zdaje się balansować na krawędzi tzw. białego soulu, charakterystycznego chociażby dla Sama Smitha. W wir „If You’re Over Me” wciąga natomiast melodia połączona z odważnym tekstem („Are you real or are you lying?/So stop with your crying/I can’t handle it now”) oraz doskonała produkcja brytyjskiego muzyka Steva Mac’a (odpowiedzialny m.in. za „Shape of You”). Sporą dawką komercyjnego potencjału może poszczycić się również energiczne „Preacher” – króluje tu prostota, wzmocniona przez charakterystyczny beat i zapętlający refren („Woo-hoo/He’s a preacher/But he’s preaching a lie/Woo-hoo/I’m a creature/With a fever so high”). 

W „Howl” odpowiadający za produkcję utworu Mark Ralph sprawnie wydobył bardziej dojrzałe oraz pociągające oblicze zespołu, nie gubiąc przy tym autentyczności Brytyjczyków. Do ambitnego zestawu udanych eksperymentalnych muzycznych wycieczek grupy można spokojnie zaliczyć zabarwione elektroniką „Hallelujah” powstałe w wyniku współpracy z gwiazdorskim sztabem producentów (nie każdy może zaprosić Grega Kurstina, Justina Trantera, Julię Michaels czy wspomnianego Marka Ralpha do współpracy przy jednym numerze!). W tle energetycznych bangerów pozostaje spokojniejsze i jednostajne „Hypnotised”, które wypada odrobinę bezbarwnie w zestawieniu z pozostałym materiałem. Szkoda też niewykorzystanego w pełni potencjału jaki skrywa w sobie „Karma”, przy której wypadałaby trochę mocniej pogrzebać w warstwie produkcyjnej. Doskonale brzmi za to „All For You”. Propozycja wyprodukowana przez Grega Kurstina skutecznie podnosi ciśnienie już od swojego pierwszego taktu, zmuszając następnie do wciśnięcia przycisku replay dobrych kilkanaście razy. Olly brzmi świeżo i pociągająco, zuchwale i nowocześnie, ekscytująco i grzesznie. Do brylantów nowego albumu brytyjskiego zespołu należy dorzucić zabarwiane gatunkiem EDM i elektroniką „Up In Flames”, które finalnie znalazło się na wersji deluxe krążka. A szkoda, bo to kolejny udany numer grupy, który świetnie sprawdziłby się jako singiel.

„Palo Santo” jest warte długiego czekania. Kolejny rozdział w karierze Yearsów to nic innego, jak zręczne przejęcie pałeczki z miejsca, w którym chłopcy pozostawili ją po poprzedniej erze. Zespół nie stoi jednak w miejscu, a wychodzi poza sfery komfortu czerpiąc garściami ze współpracy z uznanymi twarzami przemysłu muzycznego i rozważnie eksplorując popowe terytorium. Na krążku „Palo Santo” otrzymaliśmy materiał świeży, intymny, z potężną dawką energii i przebojowości, doszlifowany pod każdym względem. Kompozycje mają w przeważającej części mocno-popowe zabarwienie, wpadające w ucho refreny i hooki, a sam przekaz liryczny materiału pozostaje – jak zawsze w przypadku Yearsów – autentyczny. 

8.0/10

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here