W ciągu ostatnich lat nastroje w obozie Dody i spółki do najlepszych z całą pewnością nie należały. Nerwowe oczekiwanie na trzeci solowy krążek piosenkarki trwało wieczność i jeden dzień, a kolejne popowe podrygi Riotki nie do końca znajdowały poklask szerszej publiczności. Wydawnictwo w pojedynkę poszło zatem w tzw. odstawkę, a światu obwieszczone zostały rychłe plany powrotu macierzystej grupy wokalistki – Virgin. ‘Choni’ – w wielkim skrócie – ma być receptą na całe zło: lekarstwem dla nieco schorowanego polskiego rocka, uzdrowieniem muzycznej kariery liderki grupy i ukojeniem serc wiernych fanów formacji. Tylko czy w ten cudowny lek warto zainwestować?


Pierwsze od niemalże dziesięciu lat wydawnictwo Virgin to swoistego rodzaju hybryda: sześć kawałków na ‘Choni’ to kompozycje całkowicie premierowe, a ich uzupełnieniem są największe dotychczasowe hity formacji (w tym ‘Dżaga’, ‘Mam Tylko Ciebie’ i ‘Szansa’). Połączenie dość niecodziennie – z jednej strony jest tu element EP-ki, z drugiej coś na kształt mocno-okrojonego wydawnictwa typu ‘greatest hits’. Abstrahując od nie-do-końca zrozumiałej formy wydawnictwa premierowe kompozycje z ‘Choni’ to pokłon ku wcześniejszej pop-rockowej dyskografii Dody i Tomka Luberta. Rozpoczynająca album ‘Niebezpieczna Kobieta’ jest pierwszym flirtem grupy z delikatną elektroniką jaki można znaleźć na tym krążku: stosując starożytne wzory muzycznej matematyki oczywiste jest, że choć takie równanie komercyjnego hitu nie daje to z całą pewnością przyjemność z jego rozwiązywania będzie niemała. Singiel zwiastujący ‚Choni‚ po swej pierwszej nieco ugrzecznionej części przeradza się w prawdziwy wybuch dźwiękowej erotyki obdarzając słuchaczy iście ognistą końcówką. Pop-rockowe ballady ‚Sens‚ i ‚Kopiuj-Wklej‚ to z kolei kompozycje, które zaskakująco dobrze mogłyby się odnaleźć na falach komercyjnych rozgłośni radiowych. Chwytliwa melodia, dobry wokal i nieprawdopodobna autentyka warstwy tekstowej z pewnością przemówi do niejednej osoby popijającej poranną kawę.

Absolutne petardy ‚Choni‚ to ‚Anyżk‚ i ‚Padłeś? Poleż‚ – ich odpalenie z pewnością zadowoli nawet tych najbardziej wybrednych fanów grupy. ‚Anyżk‚ zaspokaja inteligentnie skrojoną warstwą tekstową w mocnym odcieniu szczerości (‚Tyle pił, tyle brał, łatkę kłamcy miał / A ja nadal go kochałam‚), a także wciąga zróżnicowanym rozkładem energii i tempa w refrenie oraz w zwrotkach. ‚Padłeś? Poleż‚ to z kolei najbardziej zaskakujący i wciągający kawałek, jaki znajduje się na ‚Choni‚ – energetyczny pop-rock okryty obłędnym beatem w zwrotkach i ostre przytupnięcie (innego słowa użyć nie wypada, a należałoby!) w refrenie sprawiają, że chrapka na pełno-etatowy powrót Virgin jest zdecydowanie niemała. Gorzej za to wypada zbyt oczywiste w pewnych momentach ‚Miłość na Etat‚, któremu bliżej do dyskografii Eweliny Lisowskiej niż pierwotnych poczynań Virgin. Elementem zbędnym jest także ‚Hard Heart‚, czyli angielskojęzyczna wersja ‚Niebezpiecznej Kobiety‚ – manewr ten powoduje, że kawałek traci cały swój temperament, brutalnie zresztą stargany przez mało dźwięczne popisy wokalne (co oznacza ‚uuuiihassmee‚ tuż przed wejściem do refrenu?!).

Recepta na ten album była dość prosta: krążek miał zweryfikować bowiem to, czy rockowa gleba przez lata nie straciła zbytnio na swej żyzności nadal stanowiąc dobry grunt do budowy kolejnej odsłony Virgin. Nowe kompozycje od Dody i Tomka Luberta to utwory przemyślane, z porządną dawką dawnego pazura, jednocześnie wzbogacone o to, co w świecie muzyki pojawiło się w trakcie 10-letniej przerwy. Kierowanie się jakością – a nie ilością – to podwójne zwycięstwo Virgin: powrót ten zadowala dźwiękowo jednocześnie pozostawiając uczucie pozytywnego niedosytu. Bo człowiek chce przecież więcej niż 6 kawałków. I jeszcze mocniej. Można zatem spokojnie ogłosić, że mini-reaktywacja Virgin na hybrydowej ‚Choni‚ przebiegła bez większych zakłóceń, a uszy spragnionych będą w istnym wytężeniu wyczekiwać kolejnego, pełno-etatowego p..rzytupnięcia.

5.5/10

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here