Chociaż zespół Tulia jest obecny na polskim rynku muzycznym od lat, to dziewczyny dopiero teraz podzieliły się ze światem swoim w pełni autorskim materiałem. W trakcie wywiadu Tulia, Patrycja i Dominika opowiedziały nam nieco więcej o krążku „Półmrok”, a także sięgnęły pamięcią do przełomowego dla nich 2019 roku. Jak wspominają swój udział w Eurowizji? Sprawdźcie!

Dziewczyny, minęło już trochę czasu od premiery waszego drugiego albumu studyjnego „Półmrok”. Mam wrażenie i nie wiem, czy wy też, że możemy o nim mówić jako o waszym debiucie.

Tulia: Ooo, poniekąd tak.

Dominika: Myślę, że tak, bo nasza pierwsza płyta była płytą coverową i oczywiście były tam też autorskie numery, jednakże „Półmrok” ma swój „całokształt”, ustalony koncept. Mówiłyśmy już wielokrotnie, że nowa płyta rzeczywiście nas pochłonęła, ale tak pozytywnie. Bardzo się zaangażowałyśmy.

Tulia: Zespoły w ogóle, kiedy zaczynają swoją działalność, bardzo często zaczynają od garażu i coverów. Utwory autorskie, które znalazły się na wydanym kilka miesięcy później deluxie, możemy zatem potraktować jako pierwszą EP-kę. Teraz faktycznie do sprzedaży trafił pełen album. Dobre spostrzeżenie!

Kiedy zrodził się pomysł na nagranie w 100% autorskiego krążka? Myślałyście o tym już przy okazji wydawania waszego pierwszego albumu?

Tulia: Tak, właściwie od początku działalności. Od razu, gdy powstał zespół. Nagrałyśmy covery dlatego, że dotarły one do dużego grona i to duże grono chciało, zasugerowało, że powinnyśmy nagrać swoje wersje różnych piosenek. Padały ich propozycje i prośby. My od samego początku nie planowałyśmy jednak, żeby skupić się na coverach. Cały czas dążyłyśmy do autorskich numerów, dlatego na „Tulia Deluxe Edition” od razu znalazły się autorskie kompozycje, będące zapowiedzią tego, co dalej.

D: Chciałyśmy wyjść z otoczki bycia zespołem coverowym.

T: Covery bardzo podobały się odbiorcom, więc długo zajęło nam koncertowanie z tym materiałem.

Na waszym Instagramie przeczytałem, że płyta powstawała już w 2019 roku. Dlaczego ostatecznie czekaliśmy na nią tak długo? To kwestia pandemii czy zmian waszych wizji co do jego brzmienia?

D: Oczekiwanie na album rzeczywiście zaczęło się już od Eurowizji, bo zrobiłyśmy sobie krótką przerwę. Miałyśmy wtedy regularne koncerty, spotkania z publicznością i tego nie przerwałyśmy, natomiast nie było wtedy aż tyle czasu, by skupić się i w całości oddać pracy nad albumem. Ale zaczęłyśmy go nagrywać jeszcze latem…

T: Planowane było wydanie go na jesień.

D: Ale nie był gotowy. Wiedziałyśmy, że się nie wyrobimy, dlatego przygotowałyśmy jako niespodziankę na święta cover utworu Myslovitz „Długość dźwięku samotności”. Potem dogrywałyśmy jeszcze nasze wokale, bo akurat tak się złożyło, że jeszcze któryś z  numerów wpadł na tracklistę albumową i ta praca się trochę przedłużyła. A potem przyszła pandemia…

T: Wszystko razem skumulowało taką ilość czasu.

Najważniejsze, że się udało. A powiedzcie mi – nie bałyście się, że nie sprostacie oczekiwaniom? Domyślam się, że zupełnie inne uczucia towarzyszą wydawaniu coverów, a zupełnie inne wydawaniu własnych piosenek?

Patrycja: Ciężko stwierdzić. Pierwsza płyta była „coverowa”, więc wtedy też już była obawa. Jednak teraz to rzeczywiście to jeszcze coś innego – mamy lekką niepewność, jak nowy materiał zostanie przyjęty przez słuchaczy, którzy już nas znają, ale też przez tych, którzy nie słuchali nas wcześniej. A przede wszystkim, jak się spodoba pod tym względem, że to jest autorski materiał. Covery to utwory wcześniej znane wśród ludzi, a to były ich odświeżone, inne wersje. Mówi się, że drugi album to taki test/sprawdzian dla artystów, więc jesteśmy bardzo ciekawe i zestresowane.

T: Rzeczywiście to ciekawe, bo jesteśmy w specyficznej sytuacji. Nagrywając pierwszy album, nie było żadnych konkretnych oczekiwań. Ktoś się do nas odezwał, stwierdziłyśmy, że nagramy parę piosenek na spróbowanie, zobaczymy, czy to w ogóle się sprawdzi, zażre, mówiąc kolokwialnie. I tak było. W tej chwili kontynuujemy i robimy to, co lubimy, ale jesteśmy ciekawe, nawet bardzo, czy słuchacze też to polubią.

Tydzień już minął. Zapewne napłynęły do was opinie od fanów, dziennikarzy. Jak oceniacie odbiór tego krążka?

T: To są raczej pozytywne głosy. Część osób uważa, że jesteśmy zbyt mało folkowe, ale my nigdy nie podawałyśmy się za zespół ani ludowy, ani folkowy. Po prostu zawieramy w tym, co robimy, wybrane elementy folkloru. Wyszło więc na to, że efekt przez nas zamierzony został osiągnięty. Chciałyśmy bardzo pokazać, że gramy współcześnie, tylko inspirujemy się ludowością. Do tej pory nie słyszałyśmy bardzo negatywnych ocen.

P. Nawet jeśli ktoś pisze, że coś konkretnego mu się nie spodobało, to i tak w efekcie stwierdza później, że jako całokształt to jest dobra płyta i czeka na trzecią.

Przyznam szczerze, że też należę do fanów tego krążka. Nie lubię pytań o tytuł, ale chciałbym do niego nawiązać. Słuchając „Półmroku”, odniosłem wrażenie, że jest on swego rodzaju podróżą. Od mrocznego, niezbyt optymistycznego „Marcowego”, do pełnego radości, przepełnionego optymizmem „Przepięknie”. To był zabieg celowy czy dzieło przypadku?

P: Zabieg celowy. Ta płyta rzeczywiście jest opowieścią. Podróż to też dobre określenie. Ułożenie piosenek nie jest przypadkowe, tylko w 100% zamierzone. Bardzo dobre spostrzeżenia. Zaczyna się mrocznie, przechodzi w światło. Nie jest jednoznacznie negatywne, ani pozytywne. Właśnie stąd ten tytuł.

T: Numer „Marcowy” jest skrótem tego, co później będzie się działo po kolei na płycie. Jesteś dobrym słuchaczem.

W notce prasowej wyczytałem, że „Półmrok” to opowieść o dwojgu ludzi, ale odniosłem też wrażenie, że niejako o was, jako o zespole. W 2019 roku, kiedy powstawał krążek, dużo przeszłyście jako Tulia: Fryderyk, koncerty, wielki sukces, a z drugiej strony brak awansu do finału Eurowizji, odejście Joasi, niedługo później pandemia. To niejako zapis tego chaosu, jaki zapanował w waszym życiu?

P: Jako ekipa nie skupiamy się, żeby piosenka dotykała bezpośrednio jednego, konkretnego tematu, czy konkretnych osób. Pomimo że wiemy, że jest to opowieść o dwóch konkretnych osobach, która naprawdę się wydarzyła, to zastosowałyśmy takie zabiegi, żeby była ona jak najbardziej uniwersalna. Można ją przypisać do różnych zdarzeń, więc jak najbardziej można też ją potraktować jako naszą podróż, skoro masz takie spostrzeżenie i wydaje ci się, że tak może być. Często, kiedy słuchamy opinii, to w życiu byśmy nie wpadły na niektóre interpretacje, a okazuje się, że rzeczywiście tak można to rozumieć.

D: Same nie zastanawiałyśmy się akurat nad podróżą w kontekście tej płyty. Okej, są pewne numery, które gdzieś by się tam zgrywały, ale nie wszystkie.

T: Niektóre traktują o głębokiej melancholii. Jest tutaj mowa o naprawdę ciężkich uczuciach. W kontekście ukazania nastrojów, jak najbardziej można by było to odnieść do tego, jaką drogą było dla nas to, co się działo od 2019 roku do teraz. W tej chwili czujemy się naprawdę zrelaksowane i patrzymy z optymizmem. Czekamy na koncerty.

Optymizmem napawa na pewno wasz najnowszy singiel „Przepięknie”. W teledysku podsumowujecie wszystko to, co działo się od momentu debiutu. Pokazałyście proces, jak zespół Tulia rozkwitał.

D: Tak, to akurat prawda. Rzeczywiście, tę piosenkę odbieramy jakby była o nas, o naszej przyjaźni. To był celowy zabieg, żeby zrobić wspomnieniowy klip. To, co było jest dobre, ale cały czas czekamy na coś lepszego, przyjemniejszego. Jak mówi sam tekst: „Zobaczysz jeszcze, żyć jest pięknie”. Wszystko, co się wydarzyło (i są to niewątpliwie piękne wspomnienia na lata), wierzymy, że znowu tak będzie.

Wszyscy czekamy aż znowu będzie przepięknie, aż znowu będziecie mogły koncertować. Nasz „łaskawy” rząd zdaje się powoli odmrażać branżę rozrywkową. Macie zaplanowane już jakieś koncerty czy raczej jesteście ostrożne?

T: Nic nie zapowiadałyśmy, natomiast szykuje się dla nas trasa na okres zimowy. Oczywiście na razie ostrożnie, ale planujemy w grudniu/styczniu wyruszyć w trasę. Nawiązując jeszcze do singla „Przepięknie”, jeśli ktoś jest naszym obserwatorem, zobaczy, że pierwszy singiel „Rzeka” w warstwie lirycznej pokazuje, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Dalej „Burza” też nie była łatwą piosenką. Była zapowiedzią tego, co będzie na płycie, jednocześnie metaforą skomplikowanych zdarzeń na naszej drodze. Natomiast „Przepięknie” to wyjście do światła, radości. Szykujemy nowe rzeczy i będą one dostępne dużo szybciej, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem. „Rzeką”, „Burzą” i „Marcowym” chciałyśmy pokazać charakter „Półmroku:”, a „Przepięknie” to jest wyjście z mroku i zapowiedź nowych rzeczy, które już za chwilę…

Ok, czyli rozumiem, że zespół Tulia się nie zatrzymuje i za chwilę wyda nowe single?

T: To się już zaczęło!

To w takim razie na kiedy macie zaplanowaną premierę nowych rzeczy? Choć wiem, że z tym różnie w dzisiejszych czasach…

T i D: Jesień. Późna jesień/ zima.

I będzie optymistycznie?

T: Tak. Będzie też wzruszająco, poruszająco, nostalgicznie.

D. I pięknie! Taką mamy nadzieję. Tak samo, że uda się to zrealizować zgodnie z planem.

Rozmawiając z zespołem Tulia, na świeżo po finale Eurowizji, nie mogę nie zapytać o wasze wspomnienia związane z udziałem w tym konkursie.

T: To był bardzo pracowity czas. Bardzo dużo się działo u nas jeszcze od poprzedniego roku i byłyśmy w takim „ciągu”. Właściwie w takim ciągu pracy artystycznej jesteśmy od maleńkości, bo w zespołach pieśni i tańca jednocześnie się śpiewa, tańczy, występuje, animuje publiczność, przy tym pięknie wygląda, i tak dalej… My to wszystko robiłyśmy całe życie, więc nie było dla nas nic, co byłoby wielkim wyzwaniem od tej strony technicznej. Zderzyłyśmy się natomiast z ogromną produkcją i z dużą ekipą. Trzeba było regularnie chodzić na kompromisy, co było dosyć wymagające. Doszłyśmy po wszystkim do wniosku, że to, co sobie wymyśliłyśmy oraz to, czego my chcemy, jest najważniejsze i nie warto odpuszczać. Z pozytywnych stron, to Eurowizja na pewno wyrobiła w nas jeszcze bardziej pracowitość, przykładanie się do szczegółów. Wiemy, że szczegóły składają się na cały efekt.

D: Dała nam jeszcze więcej pewności siebie przy samym podejmowaniu jakichkolwiek decyzji. Tak jak Tulia wspominała, chodzenie na kompromisy nie zawsze jest w naszym przypadku dobre i wiadomo – jest zależne od ludzi, z którymi się pracuje, od danej sytuacji. Teraz trzymamy się swojego pomysłu, realizujemy to, co my mamy w głowach i staramy się za wszelką cenę to robić.

T: Chodzenie na przeróżne kompromisy było dobre i wygodne przy debiucie, przez cały czas koncertowania. Później przyszła Eurowizja i kompromis, który z niechęcią przyjęłyśmy, nie dał sukcesu. Teraz wydałyśmy nasz „Półmrok” i to też jest dobre, więc tym bardziej się upewniamy w tym, że wspólne dyskusje, tylko w sprawdzonym gronie, przynoszą owoce. Jeśli mogłybyśmy coś doradzić osobom, które decydowałyby się na udział w Eurowizji, to to, żeby przemyślały, czego dokładnie chcą i znalazły taką ekipę, która się z nimi zgodzi i będzie je w tym wspierać, a nie próbować, mimo sprzeciwu, przekonywać czy zmuszać do czegoś.

D: A poza tym bardzo miło wspominamy ten czas. Była świetna atmosfera miedzy nami jako zespołem, mamy piękne wspomnienia. Piękna pogoda, ekipa pracująca w Izraelu. Cała organizacja była dla nas miłym zaskoczeniem i byłyśmy pod wielkim wrażeniem, jak to wszystko tam działało.

T: Nasza piosenka miała dobry odbiór wśród fanów za granicą, czego wyrazy dawali nam regularnie, co było dla nas bardzo budujące. Nie spodziewałyśmy się, szczerze mówiąc, po tej pracy, jaką włożyłyśmy i po tym, jaki piosenka miała odbiór, że tak to później się okaże przez występ i otoczkę wokół niego. Spotykane osoby chodziły i śpiewały naszą piosenkę, inni uczestnicy śpiewali naszą piosenkę i nawet obsługa techniczna chodziła za nami i ją śpiewała. To było świetne uczucie.

A co sądzicie o krytyce, jaka spadła na Rafała? Pytam o to dlatego, że pod wideo z waszym występem przeczytałem taki komentarz: „Najsmutniejsze jest to, że najwięcej hejtów dostają od rodaków”. Jak działa taka krytyka? Napędza do pokazania, co się potrafi czy wręcz przeciwnie?

T: To nie jest napędzające, a zasmucające.

D: Czuje się tylko wieczną presję. Chciałyśmy pokazać wszystkim, że kurczę, wy się mylicie. Dostawałyśmy ogromny feedback z zagranicy, pozytywne komentarze odnośnie śpiewania, nas, właściwie prawie wszystkiego, a nagle zaskakiwał nas taki odbiór od naszych rodaków. Tym bardziej chciałyśmy wszystkim pokazać, że potrafimy. Dałyśmy z siebie wszystko. To, że nie weszłyśmy do finału też nie jest do końca zależne od nas. Jak już Tulia wspomniała, dużo zależało od ekipy, z którą współpracowałyśmy i od kilku przypadków, także chodzenia na kompromisy. Na to wszystko składa się bardzo dużo czynników.

T: Ostatnio zaczęłyśmy czytać artykuły o Eurowizji i zauważyłyśmy, że jak przychodzi do opisywania naszego roku, to zazwyczaj jest tak, że Tulia nie weszły z półfinału i koniec opowieści. A dla nas ważne jest to, że miałyśmy 120 punktów, gdzie w drugim półfinale wchodzili wykonawcy z 90 punktami. W pierwszym półfinale awansowała wykonawczyni z ilością 122 punktów, my miałyśmy 120.  Kolejni wykonawcy za nami mieli ich 97, 70, 62… To jest sytuacja graniczna, ponieważ ulokowałyśmy się w całości zestawienia zaraz pod kreską finalistów, zostawiając resztę daleko w tyle. Wiemy, że w finale miałyśmy szansę zawalczyć o niezłą lokatę i radość dla naszych kibiców.

P: No i ten czeski błąd, że tak powiem, niewyjaśniony. Są takie przesłanki, że jedna z czeskich jurorek pomyliła się i przedstawiła swoje wyniki w odwrotnej kolejności. Osoba, która nie dostała się w drugim półfinale, co jest potwierdzone, powinna wejść. Wykonawca z Litwy dostał przeprosiny za to, że powinien być w finale, a ze względu na błąd się nie dostał. U nas powinno być tak samo, a zostało to niewyjaśnione, gdzie różnica punktów była niewielka. To były tylko dwa punkty, więc jest szansa, że tak naprawdę powinnyśmy być w finale. Nie jest to wyjaśnione, więc nie ma też 100% pewności.

T: Mamy jeszcze apel do nadawcy, żeby stał za swoim wykonawcą, nie dał mu zrobić krzywdy i walczył o niego. My czułyśmy się zostawione same sobie po występie i powrocie do kraju, a powinno się wierzyć w swojego reprezentanta. Tym bardziej, że to telewizja decyduje w większości krajów, kto ostatecznie jedzie na Eurowizję. To są rozgrywki między telewizjami, więc dobrze by było, żeby było wsparcie w każdej sytuacji, zarówno walka o dobre imię reprezentanta, niezależnie od okoliczności. Poświęca się na to wiele miesięcy, wiele kreatywności, siły, kosztuje to wiele wyrzeczeń, wiele pieniędzy. To praca zespołowa.

To chyba częsta praktyka, że telewizja odsuwa od siebie te osoby, które nie poradziły sobie tak, jak zakładano. Doda kiedyś wyznała, że nie wzięłaby udziału w Eurowizji tylko dlatego, że jako wieloletnie fanka konkursu wie, że w Polsce nie dostałaby takiego wsparcia i zaplecza, na jakie mogą liczyć reprezentanci pozostałych krajów.

T: Tak. I zarówno ze strony opinii publicznej, jak i finansowania tego występu przez telewizję. Nasi reprezentanci praktycznie z każdego roku, a także osoby aspirujące do wzięcia udziału, rozeznane w temacie, potwierdzają, że jest z tym problem.

Najważniejsze, że jednak nie poddałyście się. Cały czas działacie, czego efektem jest album „Półmrok”. Na koniec – co byście chciały powiedzieć osobom, które jeszcze nie go słuchały?

P: Zapraszamy do wniknięcia w naszą opowieść i znalezienia w niej czegoś dla swojego serca.

T: Śpiewany z serca. Jest różnorodnie, jeśli chodzi o instrumentarium. Jest to wyjątek na naszej polskiej scenie muzycznej, by usłyszeć biały śpiew, niekoniecznie w ludowych piosenkach, tylko w różnych odsłonach. Jest elektronika, piosenki mocniejsze, rockowe i spokojniejsze, oparte na synthach. Zachęcamy.

Trzymam zatem kciuki za wasze plany na jesień!

Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez @tulia.official

Tulia z pierwszym w pełni autorskim albumem „Półmrok” [streaming-party]

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here