Troye Sivan to jedno z największych odkryć męskiej sceny popowej  ostatnich lat. Wokalista, który debiutował albumem „The Blue Neighbourhood”, już za kilkanaście dni wypuści swój drugi studyjny krążek – „Bloom”. O nadchodzącym albumie i procesie twórczym, wewnętrznej przemianie oraz o wszystkim tym, co sprawia, że jest aktualnie tak bardzo szczęśliwy, porozmawialiśmy z 23-latkiem telefonicznie.

Ten rok to wyjątkowo intensywny okres w karierze urodzonego w Johannesburgu Australijczyka. Choć od premiery debiutanckiego „The Blue Neighbourhood” nie minęły jeszcze trzy lata, Sivan jest już gotowy do podzielenia się ze światem następcą dobrze przyjętego, pierwszego w swojej karierze, longplaya. Po udanym starcie z singlem „My My My!” Troye powrócił na usta wszystkich obserwatorów przemysłu muzycznego. To zresztą wcale nie jedyne pole, na którym można podziwiać rozwój kariery 23-letniego wokalisty. Sivan w drugiej części tego roku pojawi się bowiem na dużym ekranie u boku m.in. Nicole Kidman, Xaviera Dolana i Russela Crowe’a w filmie „Boy Erased” (reżyseria Joel Edgerton), gdzie wcieli się w postać Gary’ego.

Jak sam otwarcie mówi o nowym wydawnictwie, „Bloom” to jedna wielka celebracja wszystkiego tego, czego doświadczył w ostatnim czasie. I choć sam grzecznie odrzuca określenie „ikona gejów”, to nie sposób nie zauważyć, że muzyka Sivana pozwala szerzyć świadomość potrzeby tolerancji w społeczeństwie. Nowa płyta Australijczyka na półki sklepowe trafi pod koniec sierpnia, a już teraz Troye opowiedział nam o tym, jak powstawał album i czego tak właściwie możemy się po nim spodziewać.

Jakie to uczucie być dwudziestotrzyletnim artystą w świecie współczesnego popu?
Myślę, że jest to niesamowite. Czuję, że znajduję się w naprawdę ekscytującym okresie swojego życia. Nadal jestem nieprawdopodobnie wdzięczny za to, że mogę robić to, co kocham.

Od zawsze chciałeś to robić?
To jest dokładnie to, czego chciałem przez całe swoje życie. To, że w dalszym ciągu mogę się tym zajmować, to uczucie, jest zdecydowanie niesamowite. Nigdy się tego nie spodziewałem.

Nie spodziewałeś się, ale przecież ciężko na to pracowałeś od wielu lat. Nie byłeś na samym początku przerażony przemysłem muzycznym?
Byłem. Obiektywnie patrząc, to było przytłaczające. Ale tak jak wspominałem – to dokładnie to, czego od zawsze pragnąłem. Sam fakt, że mogę robić dokładnie to, czego chciałem, to jest bardzo fajne. Starałem się być pewnym tego, że robię wszystko, aby rozwinąć swoje umiejętności i wykorzystać wszystkie te niezwykłe szanse, które otrzymywałem.

A po tych latach masz jeszcze takie momenty, w których ten cały świat jest w stanie Cię jakoś zaskoczyć?
Wiesz, jest jedna rzecz, która od zawsze mnie zaskakuje. Wszyscy są dla mnie tak bardzo kochani, mili i wspierający. To jest prawdziwe błogosławieństwo. 

Spełniasz swoje marzenia?
Zdecydowanie tak. Mam szansę pracować z ludźmi, których podziwiałem przez wiele lat. Czuję się jak dziecko w sklepie z cukierkami. A to, że Ci wszyscy ludzie wokół są tym podekscytowani, jest naprawdę niesamowite.

Nie trzeba sięgać daleko – ostatnio współpracowałeś między innymi z Arianą Grande, która gościnnie pojawiła się na Twoim kawałku „Dance to This”. Jaka historia kryje się za tą współpracą?
Historia jest taka, że naprawdę bardzo, bardzo kocham Arianę. Kocham ją jako osobę i oczywiście również jako piosenkarkę. Stworzyłem utwór i poczułem, że brzmiałaby na nim niesamowicie. Potem wysłałem go do Ariany trzymając swoje kciuki mocno zaciśnięte. Liczyłem na to, że jej się spodoba. I na szczęście tak właśnie się stało.

Brzmicie we dwójkę wspaniale.
Tak, Ariana jest wielkim szczęściem dla tego utworu. Jest najlepsza.

Widziałem, że udostępniłeś wersję klipu do „Dance to This” z udziałem dzieciaków. Jest urocza!
Jest! Oszalałem! To było przeurocze.

„Dance to This” promuje Twój nowy album, „Bloom”, który już całkiem blisko nas. Patrząc na Twoje media społecznościowe – wprost nie możesz się doczekać jego premiery.
Nie mogę. Ten album bardzo dobrze odzwierciedla to, co mnie spotkało w moim życiu. Czuję się bardzo szczęśliwy. Jest mi dobrze, mam swoje miejsce. To bez wątpienia bardzo, ale to bardzo miłe uczucie. Chciałem uchwycić ten stan właśnie przez muzykę, którą stworzyłem.

A jak wiele utworów nagrałeś podczas sesji nagraniowych do krążka „Bloom”?
Powiedziałbym, że coś między 40 a 50.

I tylko dziesięć z nich finalnie trafiło na tracklistę. Najlepiej oddawały to, co chciałeś przekazać przez ten krążek?
Tak. Wydaje mi się, że tak.

Z łatwością odrzuciłeś wszystkie pozostałe? Nie sprawiło Ci to kłopotu?
Tak właściwie to było trochę trudniejsze. Czułem się dumny z wielu utworów, które miałem. Ale od samego początku wiedziałem, że chcę mieć dziesięć piosenek na płycie. Próbowałem znaleźć i wybrać te, które naprawdę mnie ekscytowały. To było jak wyzwanie.

Zadanie nie-do-pozazdroszczenia.
Było ciężko wybrać tylko dziesięć utworów, ale jestem więcej niż szczęśliwy z tego, że mi się to udało. Mam też kilka dodatkowych kawałków, które znajdą się na specjalnych wersjach albumu.

„Bloom” to następca Twojego debiutu, który był bardzo osobisty i introspekcyjny. Nadal utrzymujesz ten klimat?
Zdecydowanie tak. Chcę go utrzymywać. Wierzę, że jeśli coś brzmi autentycznie dla mnie samego, to będzie to brzmiało autentycznie również dla innych ludzi. Zawsze staram się, aby wszystko było tak prawdziwe, jak tylko jest to możliwe.

Masz całe życie na nagranie debiutu, ale stosunkowo niedługi okres czasu, żeby znaleźć pomysły na ten drugi album. Poszło Ci to sprawnie?
Tak. Wydaje mi się, że po prostu dojrzałem. Tym razem poświęciłem dużo czasu na to, żeby pracować nad samym sobą i spróbować rzeczy, które wydawały mi się naprawdę ekscytujące. Wiesz o co mi chodzi. Spoważniałem, znalazłem sobie miejsce w Los Angeles. Władowałem naprawdę dużo pracy w to, aby upewnić się, że jestem najszczęśliwszą osobą, jaką mógłbym być. Wierzę, że mi się to opłaciło i będzie to słychać w moich utworach.

Czyli czas Twojej samorealizacji pozytywnie wpłynął na proces twórczy „Bloom”.
To wszystko naprawdę mi pomogło. Sprawiło, że poczułem się dużo bardziej komfortowo w pokoju nagraniowym. A potem… może właśnie dzięki temu poczułem się dobrze z testowaniem odważnych pomysłów? Pisałem bardziej szczerze i to wszystko doprowadziło do tego, że najbardziej szczęśliwy byłem właśnie wtedy, kiedy byłem w studiu. Bo mogłem wtedy sprawić, że we wszystkie moje szalone pomysły zostało tchnięte życie.

Tym razem mocno eksperymentowałeś z nowymi rzeczami.
Tak, zdecydowanie.

Miałeś jasną wizję tego krążka już od samego początku?
Miałem bardzo przejrzystą wizję. I to również bardzo mi pomogło. Wiedziałem czego chcę, wiedziałem jak ma brzmieć. Posiadanie tego rodzaju postrzegania naprawdę uczyniło cały ten proces bardziej radosnym i dużo prostszym.

A teraz, kiedy już doskonale wiesz jak prezentuje się całość, dostrzegasz swój progres jako artysta?
Tak. Dostrzegam i czyni mnie to bardzo szczęśliwym. Wiesz, strasznie się denerwowałem przed powrotem do studia, ale z drugiej strony byłem tym szalenie podekscytowany. Miałem tyle różnych pomysłów… Mieć pomysły to jedno, ale ich wykonanie to już kompletnie inna rzecz. Odetchnąłem dopiero wtedy, kiedy poczułem, że to wszystko się opłaciło, a muzycznie łączy się w jedną całość w bardzo interesujący sposób.

Słyszałem gdzieś, że „Bloom” to jedna wielka celebracja. Co świętujesz na tym krążku?
Oh, tak wiele! Celebruję miłość, po pierwsze i najważniejsze. Celebruję to, gdzie teraz jestem w swoim życiu. Celebruję uczucia, które odczuwam i ludzi, których spotykam. Wreszcie, celebruję komfort i śmiałość, którą odnalazłem. Tak, to zdecydowanie album pełen celebracji.

Przekazujesz na tym krążku masę pozytywnych uczuć. Czujesz się odpowiedzialny za wszystkich młodych ludzi, którzy patrzą na Ciebie teraz jako na idola nastolatek?
W pewnej mierze tak. Chcę być dla innych ludzi kimś, kogo sam chciałem mieć kiedy byłem młodszy. Nie wiedziałem tak naprawdę gdzie powinienem szukać kogoś takiego jak ja, dopóki nie znalazłem się w Internecie i dopóki nie zacząłem szperać po YouTube’ie. Staram się zatem im pokazać, że możesz być dokładnie tym kim jesteś i w dalszym ciągu sprawić, że wszystkie Twoje marzenia się zrealizują.

Będziesz promował ten album również za pomocą trasy koncertowej. „The Bloom Tour” rozpocznie się już we wrześniu.
Jestem tak strasznie podniecony nadchodzącą trasą. Mam wrażenie, że samo tworzenie tego krążka było bardzo mocno wizualne dla wszystkich. Możliwość wyruszenia w trasę to szansa na to, żeby ożywić „Bloom” w intrygujący sposób, wykreować scenę w prawdziwy sposób. Jest to dla mnie bardzo ekscytujące. Czuję, że to będzie niezła zabawa. Naprawdę mam nadzieję, że do Was przyjadę.

Wiesz, wszyscy w Polsce czekamy na to, aż nas odwiedzisz i sprawisz, że będziemy mogli doświadczyć energii płynącej z „Bloom” na żywo.
Nie mogę się doczekać. Mam nadzieję, że będzie szansa, abym mógł to zrobić.

A co w tym momencie, w 2018 roku, daje samemu Tobie najwięcej radości?
Teraz? Mój pies. Od niedawna mam swojego pieska i jest absolutnie najlepszy. To najbardziej przeurocza istota na całym świecie. Tak, sprawia, że czuję się najszczęśliwszy.

Bardzo dziękuję za rozmowę. Do zobaczenia w Polsce!
Również bardzo, bardzo dziękuję. Trzymaj się.

Troye Sivan swój drugi studyjny album, „Bloom”, wyda już 31 sierpnia. Materiał zwiastują single „My My My!”, „Bloom” oraz wydane niedawno „Dance to This”, z gościnnym udziałem Ariany Grande.

English version

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here