Troye Sivan w ciągu zaledwie kilkuletniej międzynarodowej kariery konsekwentnie buduje swoją markę wspinając się raz po raz po kolejnych szczeblach muzycznej drabinki. Na swoim drugim longplay’u Australijczyk wprowadza atmosferę kolorowej i wciągającej celebracji, stając się przy tym kreatorem autentycznych, różnorakich i poruszających doświadczeń.

Celebruję miłość, po pierwsze i najważniejsze. Celebruję to, gdzie teraz jestem w swoim życiu. Celebruję uczucia, które odczuwam i ludzi, których spotykam. Wreszcie, celebruję komfort i śmiałość, którą odnalazłem.” tak właśnie wydany krążek Sivan opisywał nam w ekskluzywnej rozmowie, jaką mieliśmy przyjemność odbyć na początku sierpnia. Z pewnością nie były to słowa rzucone na wiatr. Po doskonale przyjętym fonograficznym debiucie „The Blue Neighbourhood” Troye nowym materiałem jeszcze odważniej uchyla słuchaczowi drzwi do intymnych sfer swojej muzycznej wrażliwości i zabiera w podróż, podczas której szeroko eksploatuje nowe terytorium dorosłości. „Bloom” brzmi dokładnie tak, jak można było się tego spodziewać już po odsłuchaniu wydanych wcześniej singli – kolorowo i różnorodnie. Momentami jest mocno-popowo, niekiedy szalenie i euforycznie z elektronicznym zabarwieniem, zaś w innych miejscach można natknąć się na bardziej kruchą i przenikającą do głębi odsłonę artysty.

Na pierwszy plan „Bloom” wysuwają się dotychczasowe single. Wybrane na lead niepokorne i przebojowe „My My My” to intrygujące otwarcie nowej ery w karierze Australijczyka. Kompozycja wpada w ucho z automatu, zaś na pierwszy plan wysuwa się niespotykanie dobra elektro-popowa produkcja, nad którą czuwał jeden z najbardziej rozchwytywanych producentów muzycznych w przemyśle muzycznym – Max Martin. Podobnie jest też w przypadku dwóch pozostałych singli, czyli przy tytułowym „Bloom” oraz bujającym „Dance To This” z udziałem Ariany Grande. Pierwszy z nich brzmi jak marzycielski gay-dream zamknięty w niespełna czterech minutach, zaś antemiczne „Dance To This” czaruje i kołysze w takt dźwięków muśniętych nostalgią. Hipnotyzujący i przejrzysty jak szkło wokal zaproszonej do współpracy Grande świetnie odnajduje się w tym klimacie dając z Sivanem zestaw niemalże doskonały. Zupełnie inną odsłonę Troye odnajdujemy w utworach typu „Postcard” czy „Animal”. Głęboka autentyczność i spory bagaż emocjonalny niesiony przez warstwę liryczną, wzbogacona sensualną barwą głosu, wskazuje na to, że u młodego Australijczyka nie sposób nie dostrzec osiąganej właśnie muzycznej pełnoletności.

Jednym z najbardziej wciągających utworów jest okraszony mocnym, zmysłowym beatem i dopełniony obłędną produkcją balansującą przy brzmieniach elektronicznych kawałek „Lucky Strike”. To w takim taneczno-euforycznym klimacie Troye brzmi najlepiej przyprawiając o energetyczny zawrót głowy. Kontynuację momentu pełnego dźwiękowej euforii stanowi pociągające „Seventeen”. Ta bliska popowemu ideałowi odważna i zarazem pyskata kompozycja pływająca po powierzchni nowoczesnego synth-popu wciąga już od pierwszej sekundy. Znacznym potencjałem komercyjnym, głównie za sprawą wpadającego w ucho refrenu, charakteryzuje się także niegrzeczne i szorstkie „Plum”, które należy zaliczyć do grona najlepszych momentów na tym krążku. Lirycznie płyta nie odstaje od tego, co można było usłyszeć na debiucie fonograficznym „The Blue Neighbourhood”. Całość materiału oscyluje bowiem wokół spraw uczuciowo-sercowych, w odrobinę bardziej dojrzałym wydaniu niż poprzednio. Troye nie boi się otwarcie mówić o trudnych sprawach czy tworzyć teksty z odważnym przekazem i podtekstem, które w przeważającej części społeczeństwa i świata stanowią temat tabu, temat, o którym zwyczajnie się nie mówi.

„Bloom” to materiał intymny, z potężną dawką energii i szczyptą przebojowości, doszlifowany pod każdym względem. Młody Australijczyk tworząc swój drugi studyjny longplay nie uległ panującym trendom i – niekiedy zaślepiającemu –  pragnieniu zdobycia kolejnych numerów jeden. Troye od początku do końca miał jasno zdefiniowaną własną koncepcję tego krążka, wizja dźwięków „Bloom” była przejrzysta i klarowna od dnia poczęcia. Każda sekunda ma tu swoje znaczenie, a żaden dźwięk nie wydaje się być przypadkowy.

8.5/10

Troye Sivan: czuję się jak dziecko w sklepie z cukierkami [WYWIAD]

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here