Swoim debiutanckim albumem Meghan Trainor podbiła serca słuchaczy na całym świecie. Mocno nasycone klimatem retro ‚Title’ odniosło spory sukces komercyjny, a z debiutującej artystki uczyniło jedno z najgorętszych nazwisk w świecie popu. Poznaliśmy bowiem dziewczynę, która nie dość, że sama tworzy swoje piosenki, to wychodzi jej to całkiem zgrabnie. Nic dziwnego zatem, że po wywołaniu prawdziwej popowej rewolucji z singlami ‚All About That Bass’ i ‚Lips Are Movin’, fani młodej wokalistki wytrwale czekali na kolejny krok Meghan. Efektem wielomiesięcznych prac jest krążek zatytułowany ‚Thank You’, który ma ugruntować pozycję Trainor w świecie muzyki. Czy muzyczne pop-rywalki Meghan mają się czego obawiać?


Nowy album artystki to zdecydowane odcięcie Trainor od dotychczasowego wizerunku nieco zagubionej dziewczyny, nie do końca wpisującej się w aktualnie lansowane kanony w popowym uniwersum. Meghan już bowiem nie próbuje przekonywać, że kilka ponad-programowych kilogramów może być kobiecym atutem – tym razem po prostu zuchwale wykorzystuje je w swoich tekstach emanujących pewnością siebie. Zwiastujący album singiel ‚No‚ to prawdziwy ukłon w kierunku muzycznej koncówki ubiegłego wieku. Kawałek ten to prawdziwy hymn kobiecej niezależności nawiązujący do wczesnej twórczości Britney Spears i TLC (‚Thank you in advance, I don’t wanna dance‚). Pokłady zdrowego samouwielbienia znajdziemy również w parkietowym zapełniaczu ‚Me Too‚ (‚If I was you, I’d wanna be me too‚). Pomimo swojej prostoty i delikatnego muzycznego ogrania piosence ciężko odmówić uroku i melodyjności.

Na ‚Thank You‚ znajdziemy również szereg wolniejszych momentów ukazujących bardziej wrażliwą stronę wokalistki. Najmocniejszym punktem wśród ballad jest niewątpliwie kompozycja ‚Kindly Calm Me Down‚. Kawałek ten – podobno – został stworzony dla Christiny Aguilery, ale na szczęście ostatecznie znalazł się w dyskografii Trainor. Pięknie zbudowane napięcie w melodii i jego emocjonalna końcówka sprawiają, że utwór ten zachwyci niejednego zjadacza popowego chleba. ‚Kindly Calm Me Down‚ całkowicie przyćmiewa pozostałe ballady z ‚Thank You‚ (‚Just a Friend to You‚, ‚Hopeless Romantic‚), które swoją banalnością i jedno-kolorowością zasłużyły na honorowe miano zapychaczy drugiego albumu Meghan.

Otwierający krążek utwór ‚Watch Me Do‚ wskrzesi niejedną iskrę na piątkowej domówce, a ogień utrzymają rytmy serwowane przez Meghan w kolejnym kobiecym hymnie ‚Woman Up‚ (‚You’re more than good enough‚). Uroku nie sposób odmówić również chwytliwemu ‚Dance Like Yo Daddy‚, którego stylistka jest najbardziej zbliżona do dźwięków debiutanckiego ‚Title‚. Co prawda, można byłoby się przyczepić do wyjątkowych banałów głoszonych w tekście, ale skoro Rihanna może powtórzyć w refrenie 19 razy słowo ‚work’ i nadal trafić na szczyt list przebojów, to kto zabroni Meghan śpiewać o dotykaniu palców u stopy?

Lampka potencjalnego hitu większości zapali się przy uroczym ‚Champagne Problems‚, którego chwytliwy refren znakomicie sprawdzi się w rozgłośniach radiowych. Solidne wsparcie ze strony Yo Gotti Meghan otrzymała z kolei w utworze ‚Better‚, któremu nie można odmówić dużej dawki melodyjności. Przyzwoite są również pozostałe duety, jakie znajdziemy na ‚Thank You‚: nagrane wspólnie z LunchMoney Lewis ‚I Love Me‚ wywołuje uśmiech na twarzy (‚I don’t mean to brag, I don’t mean to boast I love all y’all, but I love me the most‚), a zamykające krążek ‚Thank You‚ z udziałem R. City to prawie idealnie skrojony słodki pop-numer. Iście absurdalna i – delikatnie mówiąc – zawstydzająca jest za to kompozycja ‚Mom‚, w której gościnnie pojawia się rodzicielka Meghan. To jedynie dowód na to, iż to co prawie 20 lat temu świetnie sprawdziło się w dyskografii Spice Girls (‚Mama‚) nie zawsze odnajdzie się w współczesności.

Thank You‚ to niewątpliwie stanowczy kroczek w twórczości Meghan ukazujący na swój sposób to, że wokalistka nie da zamknąć się w ramach przesłodzonego popu serwowanego na ‚Title‚. Niewątpliwie jest odważnie i kobieco, a niekiedy nawet wybuchowo, ale w tym wszystkim zabrakło szczypty ryzyka. Choć zawartości ‚Thank You‚ daleko do miana rozczarowania, to przydałoby się ją wzbogacić o nieokrzesane muzyczne wariacje wywołujące wypieki na twarzy. Większość kawałków brzmi jak niedopieczone ostatnim razem odrzutu z dobrze przyjętego ‚Title’. Tym razem na próżno szukać tu potencjalnych hitów, co nie zmienia faktu, iż drugi studyjny album Meghan Trainor to przyzwoity następca jej debiutu, a dźwięki upichcone przez wokalistkę zadowolą większość z grona fanów Meghan.

5.5/10

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here