Wydany niemalże dwa lata temu debiutancki krążek Sarsy wywołał swego czasu istną lawinę opinii w Internecie: część recenzentów zarzucała wówczas wokalistce brak spójności w warstwie tekstowej oraz nieumiejętne i dość frywolne frazowanie w wyśpiewywanych przez siebie melodiach. Znaleźli się także Ci, którym niepospolitość uczestniczki ‚The Voice’ podpasowała – zwolennicy nietuzinkowego stylu wykonawczyni przeboju ‚Naucz Mnie’ doceniali jej oryginalność oraz niezaprzeczalną umiejętność tworzenia dość łatwo wpadających w ucho hitów.


Debiut Marty Markiewicz właśnie doczekał się swojej młodszej, równie kolorowej i oryginalnej siostry. Czy materiał zamknięty na albumie ‚Pióropusze‚ pogłębi niechęć części kapryśnej publiki do charakterystycznych dźwięków i wokali Sarsy? A może sprawi, że w ich sercach odnajdzie się miejsce również dla brzmień serwowanych przez wokalistkę? Następcę debiutanckiego wydawnictwa Sarsy zwiastowało wydane w marcu niepokorne i przebojowe ‚Bronię Się‚. Nie ulega wątpliwości, iż kompozycja wybrana na singiel główny wpada w ucho z prędkością światła, zaś na pierwszy plan wysuwa się niespotykanie dobra – jak na polski rynek – odsłona produkcyjna utworu. Numer ten jest zresztą jednym z lepszych, jakie można znaleźć na ‚Pióropuszach‚: pop w wydaniu elektronicznym to gatunek, w którym Sarsa brzmi zdecydowanie najlepiej, sprawiając jednocześnie, że wszelkie tekstowe banialuki schodzą na dalszy plan usuwając się w cień.

Prawdziwym wydarzeniem na drugim studyjnym albumie piosenkarki jest za to nagrany na potrzeby filmu Juliusza Machulskiego utwór ‚Volta‚. Piosenka niemalże automatycznie wkrada się w pamięć za sprawą swojej chwytliwej melodii, a także pozostaje tam na dłużej m.in. dzięki zgrabnemu przejściu wykonawczyni przez istny slalon szybkich rytmów (‚Sekundy gonią czas / Ostatni raz / Unoszę się’). Interesująca jest również kompozycja tytułowa – ‚Pióropusze‚, która z sukcesem buduje porywającą atmosferę poprzez płynny ruch pomiędzy spokojnymi i jednostajnymi zwrotkami a energicznym i łatwym do zapamiętania refrenem. Momentami boleć może natomiast warstwa liryczna wspomnianego utworu, którą należy traktować z mocnym i trwającym ponad 3 minuty przymrużeniem oka (‚Stukolorowe pióropusze / łąki, jaśmin, róże / stukolorowe pióropusze / łąki, jaśmin, róże / oddawaj / bo się zastrzelę‚).

Bujające ‚Motyle i Ćmy‚ stanowi udaną i przyjemną podróż autorki w bardziej ckliwe i nostalgiczne zakamarki krążka: wspomniana kompozycja jest bardzo szybko i łatwo przyswajalna, co z kolei może stanowić zwiastunkę jej potencjalnego przyszłego sukcesu komercyjnego. Na mniejszy poklask zasługuje zaś ‚Egoizm‚, które nie sprawdza jako moment-bycia-serio w trakcie frywolnych zabaw Sarsy z rozmaitymi dźwiękami, oraz nagrane z VNM ‚Nie tańcz‚ (‚Nie rób mi w głowie / ha-ha / ha-ha / hałasu’). Utwór stworzony wspólnie z elbląskim raperem to jeden z najgorszych kawałków na ‚Pióropuszach‚: absurdalny refren kompozycji kończy się tylko po to, by już za chwilę mogły się pojawić kompletnie nietrafione i zbędne rymy VNM. Całość ratuje wpadające w ucho ‚Ty Niebo‚ oraz knąbrne, nieoczywiste, lecz nadal przekonujące w swym szaleństwie ‚Ucieka‚ (‚U-u-u-ucieka / Ta rzeczywistość mi ucieka / U-u-u-ucieka / U-u-u-ucieka’). 

 

Do serca nie przemawia zaś Sarsa w wydaniu angielskim – każdej z trzech kompozycji wyśpiewanych w języku Szekspira nieco brakuje do poziomu najlepszych momentów z dyskografii wokalistki. Po oczach rażą banalne do bólu teksty zawierające angielskie słownictwo na poziomie certyfikatu A2 (a ‚aua-aua-aua‚ w ‚RAH Bronx‚ wręcz przyprawia o drgawki!) i zbytnia oczywistość konstrukcyjna samych melodii. W tych momentach pióropusze Sarsy tracą cały swój blask i koloryt, które niewątpliwie towarzyszą wokalistce przy takich utworach jak ‚Bronię Się‚ czy też ‚Volta‚.

Słuchając nowego albumu Sarsy w tyle głowy należy mieć myśl, iż w popie nie wszystko musi być zawsze rozpatrywane ‚jeden do jednego‚: momentami absurdalne teksty i rymy, jakie z łatwością można odnaleźć na ‚Pióropuszach‚, z sukcesem kształtują tempo utworów, wyrabiają im zdolność odróżniającą, a co najważniejsze – wzbogacają o czynnik przebojowości. Nietuzinkowość wykonawczyni wprawdzie gubi się przy kompozycjach angielskojęzycznych, które swoją oczywistością oraz brakiem polotu kłują w uszy, lecz oznacza to jedynie tyle, że Sarsa – dla dobra własnego i jej słuchaczy – powinna skupić się na śpiewaniu w swoim ojczystym języku. Polskie ‚Pióropusze‚ wszakże nie zawodzą: po okrojeniu albumu z kilku mniej udanych eksperymentów w swoich słuchawkach znajdziecie materiał całkiem oryginalny i niecodzienny, a na dokładkę cechujący się potencjałem hitowym imponujących rozmiarów.

5.8/10

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here