W kolorowym świecie ultratanecznych elektronicznych brzmień niezaprzeczalny status ikony Reni Jusis wypracowała sobie 8 studyjnymi albumami wydanymi na przestrzeni ostatnich 20 lat. Już okładka najnowszego dziecka artystki z dyskotekową kulą ulokowaną w dość niecodziennym miejscu może sugerować powrót do klasycznych form, przestrzennych harmonii i stricte dyskotekowo-housowych beatów. Całościowo album można sklasyfikować jako kontynuację poprzednich, bardzo ważnych w karierze artystki płyt z poprzedniej dekady: „Trans Misji” czy „Elektreniki”. Ale czy to grzech? 

Chwila wydania ósmego krążka w dyskografii z pewnością nie należy do najłatwiejszych momentów w karierze artysty. Teoretycznie twórca taki ma już bowiem na swoim koncie co najmniej jeden udany album będący wyznacznikiem dla każdego następnego muzycznego dziecka. Po upływie 20 lat od fonograficznego debiutu Reni Jusis właśnie ukazuje światu najnowszą opowieść o otaczającym nas świecie ubraną w dyskotekowe dźwięki. Wszyscy, którzy od lat czekają na nowy rozdział magicznego „Iluzjon” z liryczną i akustyczną wersją Reni muszą jeszcze trochę wstrzymać oddech. Natomiast wielbiciele tanecznej i energetycznej twarzy artystki z czasów „Kiedyś Cię Znajdę” czy „Zakręcona” z pewnością będą głęboko usatysfakcjonowani zaprezentowanym materiałem.

Na pierwszy singiel z albumu „Ćma” wybrano energiczne „Tyyyle Miłości”, który stosunkowo dobrze zdaje się spełniać swoją funkcję furtki uchylającej rąbek tajemnicy premierowego wydawnictwa Jusis. Największym atutem wspomnianej kompozycji jest połączenie błyskotliwego tekstu z niezaprzeczalną melodyjnością, co gwarantuje ponowne wciśnięcie przycisku replay. Prawdziwe petardy, których odpalenie na domówce porwie wszystkich do tańca i będzie receptą udanej imprezy pojawiają się wraz z emanującą energią „Ćmą” i zabarwioną potężną dawką seksualności kompozycją „Aureola”. Tytułowa „Ćma” posiada niebywale zapętlający refren stworzony wprost do tego, aby wybrzmieć w rozgrzanym do czerwoności przez tłum fanów klubie i sprawia, że oddanie się urokom piątkowej nocy nigdy nie było prostsze („Nie chcę spać/chcę zjeść noc/Chcę ją brać/mieć jej moc/wielki cień i księżyca kęs.”)

Natomiast w drugiej kompozycji Reni bawi się nieprzyzwoicie dobrze serwując obłędny beat i rozkoszne wersy niosące społeczne przesłanie wspierające społeczność LGBT. Wspomniane utwory to istna reminiscencja złotych czasów Reni, która ponownie w mistrzowski sposób porywa do tańca pozwalając chociaż na chwilę zapomnieć o szarej rzeczywistości. Do innej kategorii muzycznych wypieków zaliczymy emocjonalne „Bez Filtra” naszpikowane autentyczna i solidną porcją muzycznej wrażliwości artystki. To nie jest bezczelnie taneczny i przebojowy kawałek z delikatnym przekąsem, to wyraz tkwiącej w środku tęsknoty za prawdziwymi wartościami i manifest skierowany do współczesnego świata naszpikowanego ideałami sztucznego piękna odważnie wyrażony w przenikliwym tekście („Wciąż liczę, że zatęsknisz/ Za skórą ogrzaną sercem/Ustami, co niepełne są, lecz/Uśmiechają się do ciebie szczerze”.)

Dezaprobata Reni wobec gnającej i szarej codzienności znajduje ujście w kawałkach „Zbierz Mnie Na Pustynie Bez Postów” czy „To Tylko Podróż”, których tekst idealnie dopełnia się elektronicznym podkładem. Ciekawym zabiegiem jest dualizm strukturowy w postaci połączenie melorecytacji wiersza z wokalem co dostaliśmy w utworze „Jeżeli porcelana to wyłącznie taka”. Zastosowany eksperyment w tym utworze wypada zaskakująco dobrze i podobny jest do tego co mogliśmy usłyszeć już wcześniej w „Bilecie Wstępu”.

Warstwa liryczna albumu po raz kolejny w przypadku Reni można zaliczyć na spory plus i jeden z mocniejszych aspektów krążka. Teksty dotykają wielu aktualnych problemów społecznych w postępującej dobie globalizacji i hejtu. Z lekkim żalem należy za to spojrzeć na umieszczenie aż czterech remixów tytułowej kompozycji na standardowej wersji krążka, które wydają się nieco zbędne.

Reni Jusis można bezsprzecznie określić największym „kameleonem” polskiej sceny muzycznej, bowiem artystka z każdym kolejnym krokiem zmienia barwę i zaskakuje słuchacza dotąd nieznaną twarzą. Zawartość „Ćma” to nic innego jak kolejny manifest skierowany do otoczenia, że nie tak łatwo zamknąć ją w jakiejkolwiek kategorii. Po raz kolejny Reni zaserwowała nam coś więcej niż tylko przyzwoity album. W materiale słychać, że w wykonawczyni „Kiedyś Cię Znajdę” nadal posiada iskrę walki o zawładnięcie parkietów klubowych. Słuchacz na tym wydawnictwie otrzyma autentyczną opowieść skompresowaną do kilkudziesięciu minut, w trakcie których Reni udowodniona, że nie bez przyczyny określana jest prekursorką polskiej elektroniki.

7.5/10

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here