Przez kilka ostatnich dobrych lat Reni Jusis w świadomości przeciętnego Polaka bliżej było do zielonej vege-mamy, od nie-zawsze czystych eko-pieluszek, niż do muzycznej trendsetterki. Choć nieliczni wierzyli, że wylansowane IKS-lat temu przeboje (‘Magnes’, ‘Kiedyś Cię Znajdę’ oraz niezastąpiona ‘Zakręcona’) doczekają się swoich godnych następców, to niewiele wskazywało na to, że Reni swoją ekologiczną kulę energii skieruje prosto do studia nagraniowego wznawiając dawny flirt z taśmami nagraniowymi. Aż tu BANG.

Muzyczna siedmioletnia męka bez muzycznych doznań od wokalistki została przerwana wraz z nadejściem siódmego albumu zatytułowanego ‘Bang’. Na próżno na nim szukać tej wersji Jusis, która jako ostatnia zapadła nam w pamięć przy magicznym ‘Iluzjonie’. Liryczna i akustyczna Reni poszła tym razem w odstawkę, a na jej miejsce wkroczyła nieokiełzana, rozjuszona i nieco nieobliczalna Bejbi-Siter. To właśnie kawałek o tej pełnej wszelakich dwuznaczności niespokojnej Pani („Lubię wściekły róż, lubię ścierać w domu kurz / Lubię zapach dyskoteki, lubię spacer brzegiem rzeki”) wybrany został na pierwszy singiel promujący wydawnictwo. Utwór porywa oryginalnością i błyskotliwym tekstem, a w połączeniu ze swoją niezaprzeczalną melodyjnością gwarantuje, że nie da tak łatwo się wykurzyć z głowy słuchacza. Równie chwytliwy i zaskakujący jest kawałek o miejskiej dżungli, czyli ‘Po kolana w Mule’. To prawdziwa muzyczna petarda, która będzie niebawem odpalana na wielu piątkowych domówkach. Nie ulega również wątpliwości to, że to właśnie ta kompozycja powinna być wybrana na następcę ‘Bejbi Siter’.

Świeżym powiewem na ‘BANG’ jest niewątpliwie otwierające album ‘Zostaw Wiadomość’. Dezaprobata Reni wobec gnającej i szarej codzienności świetnie odnajduje się w serwowanych przez wokalistkę rymach okraszonych elektronicznym brzmieniem. Prawdziwym ukłonem w stronę wpadającego w ucho (i przyzwoitego!) disco jest z kolei kapitalne ‘Zombi Świat’. Duża dawka świeżości, melodyjności i delikatnie pulsującego w tle beatu to kolejny strzał w dziesiątkę na ‘Bang’. Nie rozczarowuje też gatunkowo zbliżony do starszej twórczości wokalistki ‘Na skróty tęczą’, którego koloryt uwiedzie nawet najbardziej naburmuszonego słuchacza.

Skrojone na bazie wyłącznie minimalistycznych dźwięków siedmio-minutowe ‘Kęs’ w swoim zamyśle miało zapewne hipnotyzować odbiorcę, a w rzeczywistości niemiłosiernie nuży. Potencjał kawałka nie zostaje wykorzystany, a siedem długich minut z tym nieco bezpłciowym wytworem gwarantuje wcale nie-krótką drzemkę. Również ‘Sztorm’ i ‘Koniec Końców’ nie przynoszą muzycznego ukojenia. O ile ten pierwszy na swój sposób zaskakuje i nie pozwala na nudę, to w przypadku tego drugiego przyda się wygodna poduszka. Prawdziwe przebudzenie przychodzi wraz z nadejściem trzymającego w napięciu ‘Y&Y’. Kawałek magnetyzuje swoją krnąbrnością i krążącą w eterze sensualnością. Prawdziwy BANG tego albumu. Niecodziennym elementem, idealnie współgrającym z duchem krążka, jest także elektroniczna melorecytacja Reni zaprezentowana w ‘Bilecie Wstępu’.

Wielowarstwowość siódmego w dorobku Reni Jusis albumu sprawia, że ‘BANG’ to dzieło nieszablonowe. Momentami uwodzi i hipnotyzuje, tylko po to, by w swoim kolejnym punkcie uśpić czujność słuchacza i wprowadzić go w prawdziwie żmudny – i nie dla każdego przyjemny – trans. Monotonne i nieciekawe elementy zostają na szczęście pochłonięte przez pozostałą część krążka. Petardy, które tym razem dostarczyła nam Reni strzelają bowiem kolorowymi i chwytliwymi dźwiękami, a ich żar dosięgnie każdego, kto stanie w ich polu rażenia.

(7.0/10.0)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here