rainbow

KESHA ‚Rainbow’: kolorowe łzy muzycznej wolności [RECENZJA]

Kto z nas nie kocha triumfalnych powrotów? Mało kto  przejdzie obojętnie obok niebezpiecznie ekscytujących comebacków, które nagle znalazły się na ustach całego świata. Nowy album Keshy z pewnością jest jednym z ważniejszych momentów w tegorocznym popie. Bo to klamra spinająca pewien życiowy rozdział. Bo to dowód na to, że dobro czasem zwyczajnie jest w stanie zwyciężyć ze złem. Wreszcie, bo to po prostu całkiem przyzwoity krążek. 


kesha2


‚Rainbow’ to próba ucieleśnienia 5-letniego okresu walki o własne ja w dźwiękach i tekstach, które niejednokrotnie stanowią poruszającą spowiedź. Singlowe ‚Praying’ jest wypełnione emocjami po brzegi: już od pierwszych sekund ballady Kesha zabiera odbiorcę w podróż po swoim wnętrzu, zapoznając słuchacza z każdym odcieniem tkwiących w niej uczuć. To jeden z najważniejszych tegorocznych punktów w przemyśle muzycznym przy którym trzeba się zatrzymać na odrobinę dłużej – pierwszy singiel z ‚Rainbow’ to deklaracja przebaczenia, w której Kesha nie tylko brzmi lepiej niż kiedykolwiek, ale przede wszystkim zdaje się być tak blisko swojego odbiorcy jak nigdy wcześniej. 

To właśnie w balladach zamieszczonych na trzecim studyjnym krążku Kesha brzmi najbardziej organicznie i emocjonalnie, zachowując przy tym pewną dozę intymności w relacji ze słuchaczem: otwierające album ‚Bastards’ wyznacza nowej erze wokalistki prostą ścieżkę, która wyścielona jest pozytywnym przekazem odcinającym dopływy wszelkiej negatywnej energii (‚Don’t let the bastards get you down’ / ‚Don’t let the assholes wear you out’). Droga ta zwieńczona jest urokliwą kompozycją ‚Spaceship’, w której w dość osobliwy sposób 30-letnia gwiazda podejmuje niełatwy temat śmierci (‚I knew from the start I don’t belong in these parts / There’s too much hate, there’s too much hurt for this heart / I’m waiting for my spaceship to come back to me‚). W tle pozostają kolejne ballady: tytułowe ‚Rainbow’ zbyt mocno zahacza swoją stylistyką o pełen różowej słodyczy świat Disneya, zaś romans z wyimaginowanym potworkiem ukazany w ‚Godzilli’ dobrze sprawdziłby się jedynie jako część musicalu ulokowanego nie w tej rzeczywistości.


kesha-praying-music-video


Cały sekret ‚Rainbow’ tkwi w różnorodnym kolorycie wydawnictwa: obok emocjonalnej i naiwnie bezbronnej Keshy, dostrzegalnej głównie w wolniejszych propozycjach, pojawia się także jej zupełnie inny odcień – jawi się w nim obraz pełnej energii, zuchwale przejmującej kontrolę nad dźwiękami kobiety. Współpraca z The Dap-Kings Horns – ‚Woman’ – to burzliwy wyraz kobiecości wokalistki podany w niezwykle zjadliwy sposób, pozbawiony momentu zawstydzenia występującego niejednokrotnie przy ‚feministycznych’ piosenkach Meghan Trainor. Porywające wydanie dźwięków flirtujących z glam-rockiem zapewniają niezwykle udane kolaboracje z Eagles of Death Metal: nie sposób nie odnotować, że to właśnie brzmienie ‚Let ‚Em Talk’ i ‚Boogie Feet’ zdaje się być środowiskiem naturalnym Keshy, w którym ta odnajduje się doskonale. Równie dobrze idzie jej u boku legendarnej Dolly Parton: cover wydanego w 1980 roku utworu ‚Old Flames (Can’t Hold a Candle to You)’, napisanego przez matkę wokalistki Pebe Sebert, to jeden z mocniej zabarwionych kolorów ‚Rainbow’, znakomicie na dodatek szkicujący muzyczny obraz sprzed niemalże 40 lat.  Bez ulepszaczy, akrobacji produkcyjnych i innych całkowicie zbędnych oczywistości dźwiękowych. 

Największy potencjał komercyjny na ‚Rainbow’ mają wydane promo-single – ‚Hymn’ i ‚Learn to Let Go’ – oraz odrobinę szalone (ale jakże wciągające!) ‚Boots’. Pierwszym kompozycjom i blisko i daleko do dotychczasowego dorobku Keshy: blisko, bo w ich brzmieniu najłatwiej jest dopatrzeć się radiowych dźwięków serwowanych przez wokalistkę w latach 2010-2012; daleko, bo to wszakże utwory znacznie bardziej dojrzałe, w których duża dawka auto-tune została zamieniona na ciekawsze wycieczki wokalne. Palma pierwszeństwa należy jednakże do wibrującego seksualnością ‚Boots’ – we współtworzonym przez Justina Trantera kawałku Kesha w sposób totalny i pewny siebie przejmuje kontrolę, ociekając  przy tym beatem przedostającym się do podświadomości z prędkością światła (‚If you can’t handle these claws, you don’t get this kitty‚).


rs-kesha-14d6d664-3aa5-4a8e-b357-50716ed2ae3e


‚Rainbow’ rozpoczyna pewien nowy etap w dyskografii wokalistki: na próżno szukać tu imprezowych dźwięków wytworzonych w czasach ‚Animal’ / ‚Cannibal’, nie ma też bezczelnego flirtowania z electropopem zaserwowanym na ‚Warrior’. Tęcza Keshy jest do bólu autentyczna, obdarta z jakichkolwiek ulepszaczy, nienarzucająca się w swym odbiorze. Najciężej oceniać jest fragment sztuki, który płynie prosto z serca – a właśnie stąd niewątpliwie pochodzi każdy, nawet najsłabiej widoczny, kolor tęczy namalowanej przez wokalistkę. Można oczywiście się spierać i podnosić, że poza singlowym ‚Praying’ brakuje tu na dobrą sprawę elektryzującego momentu wywołującego opadnięcie szczęki na podłogę; nie jest też to z pewnością album ponadczasowy. Rozsądnie podchodząc do tematu zdaje się to nie mieć żadnego znaczenia w dalszej perspektywie. ‚Rainbow’ jest bowiem budzącym emocje triumfem trzydziestolatki na wielu płaszczyznach. Kesha tworząc materiał w bólach wyjęty z najtrudniej dostępnych zakamarków własnego wnętrza wielu słuchaczom pozwoli przetrwać we własnej codzienności ułatwiając walkę z demonami i życiowymi trudnościami. Wzór muzycznej wiarygodności. 

(7/10)


DOŁĄCZ DO LUVPOP.PL – KLIKNIJ TUTAJ!

20257997_499862710357152_566937488445976733_n

Luvpop
Inni sprawdzili też:

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *