Hiszpański temperament i niemiecka precyzja – to musiało się tak skończyć! Ponad 50 milionów streamów debiutanckiego singla „Rooftop” w Spotify, dziesiątki milionów wyświetleń na YouTube, złote i platynowe płyty w Niemczech, Austrii, Szwajcarii i Australii. Tym razem odwiedził Polskę w celu promocji swojego najnowszego singla „Safe”, by i tu szturmem zdobyć listy przebojów. W rozmowie z nami niemiecki wokalista i songwriter Nico Santos opowiada o swoich inspiracjach, nadchodzącym albumie, spotkaniach z Edem Sheeranem i o tym, dlaczego… zaczął słuchać Krzysztofa Krawczyka.


Pierwsza sprawa – przeczytałem wczoraj, że jesteś inżynierem. To prawda?

Nie, nie. Studiowałem „master of engineering”.

Zgadza się, ale co to dokładnie znaczy? Ja też jestem inżynierem, więc mnie to zainteresowało. Chciałem zapytać, jak to jest możliwe – być jednoczenie piosenkarzem, songwriterem i inżynierem?

Nie, nie, to jest zajmowanie się muzyką w studio. Master of engineering zajmuje się miksowaniem piosenek. Stoi za kulisami, na jego głowie spoczywa mastering i opieka nad artystami.

Czyli to jest taki inżynier od muzyki?

Tak, właśnie tak. Dużo ludzi, nawet Niemców, jest zaskoczonych i pytają: „Wow, studiujesz inżynierię?”. Zawsze wtedy im muszę tłumaczyć, że nie, że tu chodzi o robienie muzycznych rzeczy.

To znaczy, że nie interesujesz się tylko śpiewem, ale także rzeczami takimi jak DJ-ing, produkcja muzyki…

Zgadza się. DJ-ing jest w porządku, ale wolę mastering piosenek. Nagrywanie całego zespołu tak, by brzmiał spójnie i czysto – to zdecydowanie moja bajka.

Ok, zacznijmy jednak od twojej wokalnej strony i singla  „Rooftop”. To ognisty kawałek z surowym, namiętnym wokalem i kaskadowym refrenem, który pokazuje, jak mylące i ekscytujące jednocześnie jest zakochanie. Ponad 51 milionów streamów na Spotify i 28 milionów wyświetleń teledysku na YouTube. Zdecydowanie jest to hit – dobrze przyjęty w Niemczech, Szwajcarii i Austrii, a teraz staje się coraz popularniejszy również w Polsce. Moje pytanie brzmi: „Czy byłeś przygotowany na taki sukces tej konkretnej piosenki?” Czy, kiedy go pisałeś, miałeś w głowie myśl, że to może być hit?

Normalnie, kiedy piszę piosenki, to po sesji nagraniowej mam na ogół od razu dobre przeczucia, ale z „Rooftop” było inaczej, ten utwór zajął dużo czasu. Kiedy go skończyłem i po raz pierwszy wystąpiłem z nim na żywo na Majorce, gdzie dorastałem, byli tam tylko moi rodzice i około setki gości. To było jeszcze przed całym tym sukcesem. Śpiewałem tam jakieś dziesięć piosenek, ale kiedy skończyłem, ludzie podchodzili do mnie i mówili tylko: „Rooftop, rooftop, rooftop”. Potem podeszła do mnie moja mama i powiedziała, że ta piosenka musi być moim następnym singlem, bo inaczej będzie naprawdę wściekła. „Ok, ok, mamo, zrobię to”. Miałem dobre przeczucie co do tego kawałka, ale oczywiście nie wiedziałem, jak to się może potoczyć.

Został dobrze przyjęty już na samym początku.

Tak, bardzo dobrze przyjęty. Kiedy pokazałem go przyjaciołom, powiedzieli: „To jest świetne!”. Ale trzy miesiące po premierze nie usłyszałem tego nawet w radiu…

Ja po raz pierwszy usłyszałem go na jakiejś playliście Spotify z letnimi piosenkami. To wielki sukces – trafić na taką listę!

Tak, ale zajęło to trochę czasu. Wiesz, po trzech miesiącach od premiery to było jedno wielkie nic i nagle w styczniu 2018 roku wszystko zaczęło się rozwijać. To było super.

Dobra, a ten dach – to jest jakiś konkretny dach? Gdzieś w Niemczech albo Hiszpanii?

W zasadzie to było bardziej tak, że chcieliśmy napisać jakąś mocną piosenkę i mieliśmy już pomysł na melodię na fortepianie. Potem zastanawialiśmy się, co jest największa rzeczą, jaka przychodzi nam do głowy…

Ten dach to jest taka metafora.

Właśnie tak. Zasadniczo była to myśl o czymś dużym, co można by powiązać z krzykiem, czymś emocjonalnym. Ten dach pasuje idealnie do melodii, jest świetny. Potem dopisałem do tego historię o mnie i mojej dziewczynie. To taka mieszanka popowej piosenki prosto z sesji produkcyjnej ze szczerością i prawdziwością.

Świetnie, może dzięki temu połączeniu „Rooftop” stał się hitem. Pytałem wcześniej o Hiszpanię, ponieważ, jak już wspomniałeś, dorastałeś na Majorce. Czy możesz coś o tym opowiedzieć? O swoim dzieciństwie?

To było najlepsze dzieciństwo, jakie potrafię sobie wyobrazić, było cudowne. Moja szkoła znajdowała się zaledwie dwie minuty pieszo od morza, więc w plecaku zawsze miałem szorty, żeby iść na plażę po lekcjach. Poza tym podczas długiej przerwy zawsze chodziliśmy na plażę. Naprawdę miałem dobre dzieciństwo, ale wiedziałem, że aby rozwinąć się muzycznie muszę jechać do Niemiec, do Berlina.

Przeprowadziłeś się tam…

Pięć lat temu. Dwadzieścia lat spędziłem w Hiszpanii, ale potem powiedziałem sobie, że najwyższy czas to zmienić.

Mówisz po niemiecku, prawda?

Tak, moi rodzice są Niemcami, ale moja szkoła była hiszpańska i moi przyjaciele byli hiszpańscy, więc to idealna mieszanka. Jestem dwujęzyczny.

A nie myślałeś może o piosenkach po hiszpańsku? Wiesz, teraz można zauważyć ogromny powrót popularności hiszpańskojęzycznej muzyki.

Znasz Alvaro Solera? To ten chłopak od „Sofii”.

Tak, jest bardzo popularny w Polsce.

Dokładnie. On i cały jego sztab songwriterów są moimi dobrymi przyjaciółmi. Alvaro zadzwonił do mnie wczoraj z pytaniem, czy chcę zrobić z nim coś na jego nowy album. Zgodziłem się i zrobię to po hiszpańsku! To będzie mój pierwszy raz ze śpiewaniem w tym języku. Piszę wiele piosenek dla innych hiszpańskich artystów, ale nie dla siebie. Na ogół jest to na przykład refren napisany przeze mnie, czasem zaśpiewam w chórku i tyle.

Mam wrażenie, że lubisz słuchać hiszpańskiej muzyki. Widziałem, że w jednym z wywiadów powiedziałeś, że twoja ulubiona piosenka 2017 roku to „Despacito”.

Tak! Uwielbiam ją, kocham ją!

Naprawdę? Szczerze mówiąc, nie podoba mi się ta piosenka. Może mnie przekonasz…

Wiesz, dlaczego? Bo ta piosenka jest jak każda inna hiszpańska piosenka, mogę pokazać ci milion dokładnie takich samych piosenek, ale jednocześnie „Despacito” jest wyjątkowe, bo jest według mnie idealną mieszanką wszystkiego tego, co pojawiło się wcześniej w muzyce latynoskiej. Nie wiem dokładnie, dlaczego, ale, gdy usłyszałem tę piosenkę po raz pierwszy, to poczułem od razu, że zapisze się ona w hiszpańskiej historii.

Ponad 5 miliardów wyświetleń.

Tak, to jest szalone. Producenci tej piosenki są świetnymi artystami. Przyjemnie mi się patrzy, jak się rozwijają. Są w moim wieku, zajmują się produkcją muzyki i są multimilionerami. Wcześniej byli jednocześnie studentami i muzykami – to dla mnie niesamowite, że potrafili połączyć te dwie rzeczy.

Tak, jak z tą inżynierią.

Tak, inżynieria też brzmi niewiarygodnie. [śmiech]

Wróćmy na chwilę do Twojej przygody z songwritingiem. „Rooftop” to twój pierwszy solowy singiel, ale to nie jest twoja pierwsza muzyka, twój pierwszy singiel w ogóle. Masz trochę doświadczenia – pracowałeś z innymi artystami. Widziałem, że pracowałeś z Leną. Zrobiliście razem dwie piosenki, tak?

Znasz Lenę?

Tak, odkąd wygrała Eurowizję w 2010 roku.

To niesamowite, że wszyscy ciągle kojarzą jej imię. Napisałem dla niej jej najbardziej osobistą piosenkę dla jej ojca, który opuścił rodzinę, gdy miała osiem miesięcy. Poza tym ostatnio napisałem hiszpańską piosenkę razem z chłopakiem o pseudonimie Topic. To razem z nim wyprodukowałem wcześniej singiel „Home”, który pozwolił mi zaistnieć w Niemczech. Teraz jest moim dobrym przyjacielem i gdy znów zaproponował mi współpracę powiedziałem: „Posłuchaj, teraz nie chcę jeszcze wchodzić w hiszpańskojęzyczne piosenki, ale sprawdzę, czy może Lena nie zechce tej piosenki”. Zechciała i utwór „Soló Contigo” miał premierę dwa tygodnie temu. Cieszę się, że jestem jego częścią. A dziś, nie żartuję, w drodze tutaj napisałem piosenkę, która pojawi się na nowym albumie Leny i w której zaśpiewam razem z nią! Jesteś pierwszą osobą, która się o tym dowiaduje. [śmiech]

Nie myślałeś może o występie na Eurowizji?

Uwielbiam Eurowizję, ale problem z nią jest taki, że jeśli przegrasz tam…

… to jesteś przegrany na zawsze.

Tak, prawie zawsze tak jest. Natomiast jeśli wygrasz, to jest jakieś szaleństwo!

W tym roku Michael Schulte zdobył czwarte miejsce. I tak się składa, że jego też znasz, prawda?

Tak, napisałem dla niego piosenkę pięć lat temu. Myślę, że była to jedna z pierwszych piosenek, jakie napisałem i oddałem komuś innemu. To był utwór do filmu. Fajnie, że to wiesz, nikt nigdy o to nie pytał!

A podobała Ci się jego eurowizyjna propozycja „You Let Me Walk Alone”?

Tak. Co prawda brzmi trochę jak piosenka Eda Sheerana, ale to, co ją wyróżnia, to fakt, że jest bardzo, bardzo prawdziwa, ponieważ Michael napisał ją dla swojej matki i śpiewa o ojcu, który nagle ich opuścił. Jeśli wsłuchasz się w słowa, to od razu pojawia ci się w głowie myśl, że to bardzo smutna historia.

Ciarki.

Tak. Ale bardziej mi się podobała piosenka Leny. „Satellite” jest niesamowite!

Nie chciałbyś robić kiedyś muzyki w stylu Eda Sheerana? W tym samym wywiadzie, w którym mówiłeś o „Despacito”, wspomniałeś, że bardzo go lubisz i jest on Twoją inspiracją.

Jasne, że go lubię! Wydaje mi się, że po raz pierwszy widziałem go 6 lat temu na Majorce – trafiłem na jego koncert, było tam może kilkaset osób i nikt go nie znał. Pamiętam, że po występie poszedł do baru na piwo i nikt się nim zbytnio nie interesował. Jego ostatni koncert, na którym byłem, wyglądał już trochę inaczej – szesnaście tysięcy fanów w berlińskiej Mercedes-Benz Arena. To niewiarygodne widzieć, jak rozwinęła się jego kariera.

Zdecydowanie, bilety na jego dwa sierpniowe koncerty w Polsce wyprzedały się na pniu.

To niesamowite! Półtora roku temu nagrywałem singiel „Safe” w Londynie tego samego dnia i w tym samym studiu, w którym Ed Sheeran słuchał „Divide” ze swoim managementem. Mogłem trochę usłyszeć przez uchylone drzwi i gdy tylko włączyli „Perfect” pomyślałem: „OMG, to jest świetne!”. Mam przyjaciółkę z Polski, która jest wielką fanką Eda i wysłałem jej wtedy małe demo „Perfect”. Ludzie z wytwórni prawdopodobnie zabiliby mnie, gdyby się wtedy dowiedzieli [śmiech]. Ale nie przejmowałem się zbyt mocno – myślałem, że Ed musi być spoko, skoro częstuje mnie herbatą. A teraz jest taki popularny, to naprawdę szalone!

Czyli spotkaliście się?

Zasadniczo tak, ale spotkanie ograniczyło się raczej do „Cześć, chcesz herbaty?” w studiu.

Ale może pewnego dnia nagracie razem piosenkę.

No, może! [śmiech]

Wspomniałeś o swoim najnowszym singlu „Safe”. Ta piosenka wydaje się bardziej emocjonalna niż „Rooftop”, co było inspiracją do jej stworzenia?

„Safe” opowiada o trudnych chwilach mojego związku. Mój dobry przyjaciel, Jamie Hartman, przyjechał wtedy do mnie do Berlina i zaczęliśmy pisać piosenkę – po trzech godzinach była gotowa. Chcieliśmy wypuścić ją wcześniej, ale ze strony produkcyjnej nie wszystko było dograne i postawiliśmy najpierw na „Rooftop”. Byłem przekonany, że następne musi być „Safe”. To na pewno piosenka bardziej emocjonalna i trudniejsza dla ludzi mniej obytych z muzyką.

Trzeba skupić się na tekście.

Dokładnie. Ale cieszę się, że „Safe” jest doceniane przez muzyków. Wydaje mi się, że ta piosenka określiła kierunek, w którym idę. Wcześniej robiłem dużo niemieckiego hip-hopu, teraz szukam czegoś innego, bardziej melodyjnego.

Wspomniałeś, że masz polską przyjaciółkę, więc to pewnie nie jest twój pierwszy raz w Polsce.

Nie, nie, byłem już wiele razy w Poznaniu i pewnym małym miasteczku w Wielkopolsce. Rodzina ze strony ojca mojej przyjaciółki jest z Polski i co roku zapraszają mnie na święta do siebie.

Czyli masz sporo wspólnego z Polską!

Jasne, że mam, tak.

Znasz polską scenę muzyczną?

Parę lat temu pokazali mi jakiegoś popularnego wykonawcę, ale zapomniałem, jak się nazywa… Wiem, że był bardzo znany w latach 70. i 80., bo rodzina mojej przyjaciółki to raczej starsze osoby. I właśnie jej babcia pokazała mi tego wokalistę. Słuchaliśmy miliona piosenek, a ja tylko siedziałem i powtarzałem „Dziękuję, dziękuję, nice, nice”. Kto to mógł być…

Może Krzysztof Krawczyk?

Tak, Krawczyk! Tak ma na nazwisko moja przyjaciółka, pewnie dlatego mi go pokazali. Włączyli jego piosenki na YouTube i miały po kilka milionów wyświetleń.

Krzysztof Krawczyk nadal jest bardzo popularny, ale śpiewa już tylko swoje stare przeboje.

Oj, tak. Powtarzali mi, że tak właśnie wygląda dobra muzyka, tak powinienem tworzyć. Oczywiście po polsku. To było bardzo zabawne.

Byłeś już w Polsce, ale czy byłeś wcześniej w Warszawie?

Nie, to mój pierwszy raz. Wcześniej docierałem tylko do Poznania, bo jest tylko parę godzin drogi od Berlina.

I jak wypada Warszawa w porównaniu do Poznania?

Oba miasta bardzo mi się podobają! Pewnie dlatego, że ogólnie uwielbiam duże miasta. Dorastałem na Majorce, a to naprawdę niewielka wyspa. Po przeprowadzce do Berlina otworzył się dla mnie inny świat – tętniący życiem całą dobę, pełen ciekawych ludzi i możliwości. Czuję, że w Warszawie jest podobnie.

Mam nadzieję, że wpadniesz tu kiedyś dać koncert!

Też mam taką nadzieję. Co prawda jeszcze nie w Warszawie, ale przyjeżdżam w sierpniu do Sopotu, będę grał na festiwalu.

Świetnie! Możesz uchylić rąbka tajemnicy i powiedzieć coś o swoim debiutanckim albumie?

Tak – premiera odbędzie się we wrześniu lub październiku. Napisałem chyba ze 120 piosenek i musieliśmy wybrać najlepsze, nie ma miejsca na zapchajdziury i wypełniacze. Ciągle pracujemy nad tym, żeby była jak najmniej dobrego, a jak najwięcej najlepszego materiału. I, jak mówiłem, współpracuję z Alvaro Solerem i Leną, więc zapowiada się potężna dawka świetnej muzyki. Uwielbiam to!

Świetnie, nie możemy się doczekać. Życzymy ci sukcesu tej płyty i wielkiej kariery w Europie i, kto wie, Ameryce Łacińskiej…

Do tego potrzebowałbym nowego pseudonimu. Chciałbym występować pod trzema imionami i grać trzy różne gatunki muzyczne, różnie się ubierać i zachowywać… być trzema osobami na raz, to byłoby zabawne. Grać typową latynoską muzykę, wkręcić się w hip-hop i być chłopakiem od „Rooftop”, a to wszystko jako różne osobowości, to byłoby coś.

Trzy ścieżki kariery, może powinieneś je jakoś połączyć.

Tak, być wszystkim po trochu i sprawiać żeby ludzie zastanawiali się, czego mają słuchać, gdy są moimi fanami [śmiech].

Mam nadzieję, że jakoś uda ci się to zrobić.

Dzięki! Wielkie dzięki za rozmowę.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here