Natalii to nowa twarz na rynku muzycznym, która ma wielkie szanse na to, by podbić serca słuchaczy najpopularniejszych rozgłośni radiowych i nie tylko. W związku z premierą jej debiutanckiego singla „Moment” mieliśmy do niej kilka pytań.

LUVPOP: Za nami premiera twojego debiutanckiego singla Moment. Jakie to uczucie, kiedy w końcu możesz podzielić się ze światem swoją muzyką?

Natalii: Cudowne! To chyba moment, o którym marzy każdy samodzielnie tworzący artysta, aby świat usłyszał, to co nam w duszy gra.

Wejście do świata show-biznesu to wielka odwaga, szczególnie teraz, gdy nie możemy być pewni tego, jak będzie wyglądać nasze życie za tydzień, za dwa. Przez pandemię wiele form promocji nowego materiału nie jest możliwych do zrealizowania. Nie boisz się tego? Jaki masz plan na dotarcie ze swoją twórczością do odbiorców?

Uważam, że życie ogólnie wymaga odwagi. Doświadczyłam w swoim życiu braku pewności o jutro oraz bezpieczeństwa. To jak będzie wyglądać jutro nigdy nie zależy w pewnym sensie od nas, ponieważ my mamy swój plan, ale ktoś kto czuwa nad nami ma lepszy. Nigdy nie wiesz czy wychodząc z domu i widząc się z najbliższymi nie jest to właśnie ostatni raz. Ja mam zawsze swój plan, ale jeśli okoliczności się zmieniają i nie mam większego wpływu na daną sytuację – tak jak w przypadku pandemii, zaczynam szukać nowych rozwiązań, opcji i pozytywów. Siedzenie w domu i użalanie się nad sobą i sytuacją nic nie da. Można sobie pozwolić na gorszą chwilę, to normalne, ale potem trzeba brać się szybko do pracy. Nie boję się, zawsze lubiłam wyzwania, „chodzenie” pod prąd i sprawdzanie granic swoich wytrzymałości.

Zabrano nam możliwość wystąpień publicznych, koncertów, festiwali, co jest mega ważne, bo to właśnie wtedy następuje wymiana energii między ludźmi, ALE na szczęście mamy jeszcze internet, dzięki któremu możemy dotrzeć na drugi koniec świata i daje on nam masę możliwości, kwestia pozostaje tylko w naszej kreatywności. Nie będę za dużo opowiadać i obiecywać, wolę Was zaskoczyć.

Nie możemy się doczekać! Twój start jest o jednak tyle trudniejszy, że nie jesteś osobą, która jest już kojarzona na przykład z programów muzycznych. Dlaczego nie spróbowałaś sił w którymś z popularnych formatów? Często okazują się one trampoliną do kariery.

Czy trudniejszy? Hmmm… chyba nie do końca. Jest mnóstwo ludzi, którzy byli w programach, dochodzili do finału, mają talent, ale brak pomysłu na siebie i nic dalej się z nimi nie dzieje. Sznurka nie da się pchać. Program może ci pomóc, ale nie jest to jedyna opcja. To jest coś, do czego ludzie się przyzwyczaili, że idziesz do programu i wtedy kariera stoi przed tobą otworem. No i tak, i nie. Jak nie tworzysz sam/sama albo nie masz kogoś, kto zrobi to za ciebie, plus nie masz na siebie pomysłu i na to jak konkretnie droga muzyczna ma wyglądać, to program poza uczestnictwem nic nie wniesie do twojego życia. Ja jestem bardzo dobrym przykładem na to, że ciężką pracą, konsekwencją w działaniu, można też dużo zdziałać i realizować marzenia. Nikt nie mówi, że jest łatwo, ale z drugiej strony, jak to mówią, nie płacz, że jest ciężko, skoro chcesz wejść na sam szczyt! Lata pracy i zbierania doświadczenia ukształtowały mnie jako człowieka i artystę. Mam swoje wartości, wiem co i jak chcę zrobić oraz czego nie zrobię, bo nie jest w zgodzie ze mną samą. To bardzo ważne, aby wiedzieć kim się jest.

Jak już wiemy, sama piszesz swoje teksty, komponujesz muzykę. Kiedy zrodziła się w Tobie miłość do tego zawodu? Jesteś wykształcona w tym kierunku czy wszystkiego nauczyłaś się sama?

Była wyssana z mlekiem matki. Dosłownie. Muzyka jest ze mną zawsze. Tata był muzykiem, mama też jest bardzo uzdolniona artystycznie. Ja się już z tym urodziłam. W domu zawsze były instrumenty, mama mi śpiewała do snu kołysanki. Jako niemowlak byłam bardzo aktywnym dzieckiem, więc rodzice puszczali mi muzykę Andreasa Vollenweider’a dla wyciszenia i dopiero wtedy zasypiałam. Później śpiewałam, tańczyłam, robiłam przedstawienia i teatrzyki dla rodziny i gości. Nasz dom odwiedzali muzycy. W okresie dojrzewania miałam okres buntu, gdzie przechodziłam przez prawie wszystkie panujące wtedy subkultury. To właśnie muzyka wtedy mnie ratowała, rozumiała i kształtowała. Wiedziałam, że będę śpiewać i występować. Po prostu to wiedziałam.

Jestem słuchowcem i zanim zaczęłam się uczyć teorii muzycznej i chodzić na emisję głosu, uczyłam się sama. Śpiewałam ze słuchu, grałam ze słuchu. Na początku bardzo broniłam się przed nauką czytania nut. Potem okazało się, że jak połączę słuch z teorią, mogę osiągnąć jeszcze lepsze rezultaty. Chodziłam do szkoły muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Płocku na wydział śpiewu solowego (muzyka klasyczna), ale po pierwszym roku rzuciłam tę szkołę. Nie do końca było to to, czego chciałam. Jeździłam na warsztaty wokalno-aktorskie z do Pani Elżbiety Zapendowskiej i Andrzeja Głowackiego, chodziłam na zajęcia prywatne na emisję głosu i aktorstwo, a także naukę gry na gitarze. Później dostałam się wydział wokalno-estradowy w Państwowej Szkole Muzycznej im.F.Chopina w Warszawie. Ciekawy rozdział mojego życia, kiedy to wyobrażenia zderzają się z rzeczywistością. A teraz cały czas kształcę się prywatnie i pracuję w domu nad emisją i techniką wokalną.

Za produkcję twojego singla odpowiadają cenieni w branży muzycznej MIYO. Jak debiutantce udało się dotrzeć do osób, które tworzyły między innymi dla Smolastego, Tymka czy też Honoraty Skarbek?

No cóż, całkiem normalnie. Znaliśmy się już zanim zaczęliśmy współpracować ze sobą. Któregoś dnia spotkaliśmy się większą paczką i tak od słowa do słowa, zrodził się pomysł muzycznej współpracy. Niedługo potem wzięliśmy się do pracy.

Słuchając efektów twojej współpracy z MIYO, miałem pewne skojarzenie. „Moment” stylistycznie przypomina takie utwory, jak „Love On The Brain” Rihanny, „Lover” Taylor Swift czy też „Tell Me It’s Over” Avril Lavigne – ballady utrzymane w retro stylu. Czy to jest brzmienie, jakiego możemy spodziewać się od Natalii?

Faktycznie, one stylistycznie wszystkie są podobne. Wszystkie przyjemne i piękne. Na pewno możecie się spodziewać, że ballady będą się pojawiać, bo to one koją duszę, ale o jakim będą zabarwieniu, to na tą chwilę zostanie słodką tajemnicą. Będę na początku trochę zaskakiwać. Nie oczekujcie niczego, a spodziewajcie się wszystkiego.

Wiemy też, że w zanadrzu masz kompozycje stworzone z zagranicznymi producentami. Możesz nam zdradzić o kogo chodzi?

Mogę. Chodzi o Svena Martina i Juliana Schramma. Sven był odpowiedzialny za produkcję muzyczną m.in. duetu t.A.T.u., The Veronicas, albumu Natalii Lesz. Towarzyszył w trasie koncertowej jako klawiszowiec Jonatanowi Davisowi z zespołu Korn. Z tego co wiem, miał też jaki rozpoczęty projekt z Edytą Górniak wiele lat temu, ale z jakichś powodów nie ujrzał on światła dziennego. W dalszym ciągu współpracuje przy solowym projekcie z Leną Katiną z zespołu t.A.T.u.

Kiedy możemy spodziewać się tych numerów? Są one częścią większego projektu, takiego jak płyta? Czy raczej wolisz się teraz skupić na singlach, tak jak to robi wielu twórców w dzisiejszych czasach?

Pierwszy utwór z naszej owocnej współpracy wyjdzie jeszcze w tym roku. A w zanadrzu mamy jeszcze 5 wspólnie skomponowanych utworów i to dopiero początek. Plan jest, aby wydawać single jeden po drugim, ale kto wie, jeśli fani będą bardzo chcieli mieć wszystko na jednej płycie, to weźmiemy to pod uwagę.

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here