Do sukcesu poprzedniego albumu Michała Szpaka przyczynił się niewątpliwie udział piosenkarza w 61. Konkursie Piosenki Eurowizji, podczas którego zajął ósme miejsce rozkochując w sobie sporą część Europy. Od tego czasu kariera 27-latka nabrała tempa. Artysta został trenerem w „The Voice of Poland”, zyskał rzeszę nowych fanów, a teraz stworzył również kolejny album.

Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że głos Michała Szpaka należy do jednego z najsilniejszych w naszym kraju. Już po castingu pierwszej edycji „X-Factor” dźwięki wydobywane z gardła 27-latka nie pozostawiały nikogo obojętnym. Charyzmatyczna i niebanalna postać Szpaka z sukcesem zaistniała na rynku muzycznym, zaś dziś na półkach sklepowych jest już dostępny jego drugi longplay. „Dreamer” jest w całości anglojęzyczny i  wydaje się być bardziej różnorodnym materiałem niż jego debiutancki poprzednik. Niekiedy słychać inspiracje rockowymi balladami z lat 80. i 90. („Sweet Cherry”), innym razem Szpak sięga po sprawdzone sztampowe chwyty przywołujące na myśl eurowizyjną kompozycję („Don’t Poison Your Heart”). Całe wydawnictwo jest spójne, a wokalista stara się zachować przez kilkadziesiąt minut równomierne tempo, co niekiedy niestety wadzi, w szczególności biorąc pod uwagę duże podobieństwa w zakresie wykorzystanych melodii i struktury poszczególnych piosenek.

Rockowe, lekko ocierające się o popowy charakter kompozycje brzmią dzięki mocnemu głosowi Szpaka dojrzale i efektownie. Singlowe „Don’t Poison Your Heart” zaprezentowane  wyróżnia się na tle płyty, zaś „King of The Season” stanowi doskonałe pole do popisu dla głosu Michała, pomimo całej przewidywalności samej kompozycji i jej odsłony produkcyjnej. „Rainbow” to z kolei spokojna, pełna nadziei ballada, gdzie Michał podejmuje próbę odejścia od klimatu rocka sprzed trzydziestu lat. To na swój sposób magiczne ujęcie słuchacza, które finalnie wychodzi dobrze i niweluje w jakimś stopniu wrażenie lawiny monotonii, jaka zalewa „Dreamer”. „Let Me Dream”, odrobinę jazzowe podejście do sprawy, obrazuje niewysilający się tym razem wokal Szpak z przygrywającymi w tle instrumentami. To właśnie w tym momencie Michał eksperymentuje testując nowe inspiracje muzyczne i gatunki – niestety tylko po to, aby już w „Stronger” wziąć na tapet te same chwyty, co chwilę wcześniej, a przy „Way To The Stars” zadać słuchaczowi zagwozdkę, czy aby na pewno płyta nie włączyła się właśnie od początku.

Album składający się z dwunastu pozycji posiada w rzeczywistości dziewięć pełnych utworów. Zakończenie tracklisty to wersja specjalna tytułowej kompozycji, której dodano lekkości i kilka bardziej stonowanych dźwięków gitary basowej. Na plus wychodzi „Blue Moon” w wersji house, przy której można nieco odżyć i obudzić się z monotonni znacznej części „Dreamer”. Nie sposób o wrażenie, że tego typu utworów na „Dreamer” powinno pojawić się kilka więcej. Całość zamyka instrumentalna wersja „Together”, która niestety brzmi jak oderwany element pochodzący z zupełnie innej płyty.

Michał zadedykował album swoim bliskim i wielbicieli, a w szczególności jednej z fanek, założycielce fanklubu piosenkarza, która kilka miesięcy temu zmarła. „To są ludzie, którzy naprawdę mieli na mnie ogromny wpływ i mają nieustannie.” mówił artysta jednemu z portali rozrywkowych. Znając genezę albumu i tło jego powstania, barwy kompozycji nie budzą większego zdziwienia. Da się usłyszeć smutek, żal, tęsknotę i nadzieję („You are rainbow, the Sun after rain„), niekiedy słychać również chęć walki („Brothers and sisters we can change this way!”). 27-latek nadal pozostaje wierny swoim ulubionym i sprawdzonym stylom, warto jednak odnotować, że artysta nieśmiało eksperymentuje wplatając elementy jazzu, popu, a nawet remix w wersji house. Minusem jest to, że całościowo wydawnictwo zabite zostaje przez monotonność wylewającą się ze zlepionych ze sobą kompozycji, pozbawionych w większości charakterystycznych, porywających dźwięków. Michał tym razem pozostawił nam niedosyt i gorzki posmak tego samego, co dostaliśmy trzy lata temu. „Dreamer” ani nie zaskoczył, ani nie porwał.

4.5/10

 

2 KOMENTARZE

  1. Naprawdę ktoś tak może myśleć? No, no… Albo bardzo nie lubi Michała, albo niestety słoń na ucho nadepnął. W obu przypadkach nawet nie ma co poważnej dyskusji podejmować. Kryptohejter i tyle.

  2. Doprawdy? 4,5? Alek chyba personalnie ma jakieś uprzedzenia. Gdyby to nagrała jakaś nieumiejąca śpiewać Margaret, to Pan Alek by piał z zachwytu, ale to Szpak, więc trzeba mu dowalić. Co musi nagrać Michał, żeby niektórych zadowolić? Idzie swoim nurtem, nie śpiewa radiowego gó..a, piosenki i cała produkcja na wysokim poziomie, ale i tak jest krytykowany. Co niby jest dobre wg Pana Alka? Na szczęście pozostałe recenzje są bardzo dobre minimum 8/10, ale podpisane z imienia i nazwiska, np. Pana Sierockiego. Wstyd panie Alku.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here