lordemelodrama

LORDE ‚Melodrama’ [recenzja]: magiczna furtka do wnętrza duszy nieprzeciętnej dwudziestolatki

Jedną z odmian gatunkowych opery jest tzw. francuska grand opéra, charakteryzująca się imponującą wystawnością, sensacyjnością, nieoczekiwanymi zwrotami akcji, a także wyrazistym motywem przewodnim scalającym sztukę w jedność. Każdy akt ma swoje znaczenie, żadna minuta nie jest przypadkowa. Tak też jest w przypadku nowego albumu Lorde: jeśli wycielibyście z niego trzy-sekundowy fragment, następnie wrzucili go do worka z jedenastoma innymi trzy-sekundowymi partiami, to bez większego trudu i z zamkniętymi oczami znaleźlibyście ten jedyny, właściwy.

Po dobrze-przyjętym debiucie – Pure Heroine – Lorde swoim nowym materiałem otwiera słuchaczowi żelazną furtkę do intymnych sfer swojej muzycznej wrażliwości. Wszakże już pierwszy dźwięk rozpoczynający Melodramę zdaje się dość wyraźnie nakreślać, że zawartości tego wydawnictwa nie będzie dało się zakwalifikować jako zwykłego-albumu-przeciętnej-dwudziestolatki, zaś przyjdzie nam stworzyć zupełnie nową i antynomiczną kategorię niezwykłych-albumów-nieprzeciętnych-dwudziestolatek.


lorde

Lead singlem promującym krążek zostało Green Light.


Pierwszy akt Melodramy ukazuje wszelkie uciechy i udręki płynące z nie-zawsze-ekscytującego życia młodych-dorosłych: od miłosnych zawodów zażegnanych efemerycznym piątkowym zauroczeniem, po trudne starcie z rzeczywistością w sobotni poranek. Max Martin, jeden z najbardziej rozchwytywanych producentów muzycznych w przemyśle muzycznym, tuż po premierze pierwszego singla z nowego albumu Lorde – Green Light – przyznał, że kompozycja ta z uwagi na swój układ melodyczny stanowi klasyczny przykład nieprawidłowo zbudowanej piosenki. Brzmi jak wielki grzech? Nie wtedy, gdy swoista inność kompozycji jest zarazem jej niepodważalnym i gigantycznym atutem: zielone światło Lorde wciąż brzmi atrakcyjnie intrygując swoją niecodziennością, sprawnie wciągającą słuchacza w prawdziwy wir emocji.

Kontynuację momentu pełnego dźwiękowej euforii stanowi pociągająco-elektroniczne Sober, któremu całkiem blisko do stylistyki debiutanckiego krążka wokalistki, oraz niewiarygodnie dobre Homemade Dynamite. Kwestią czasu jest moment, w którym utwór ten zostanie kolejnym singlem z Melodrama: uwodzicielska Lorde w lekko mrocznawym klimacie wibrujących beatów to jedna z najlepszych tegorocznych propozycji, zaś sama partia ‚d-d-d-dynamite‚ sprawia, że Homemade Dynamite bez większego trudu pozostaje głęboko w podświadomości odbiorcy już po swoich pierwszych 60 sekundach.


ea272b4d2c5a9a84bd64faf30f74975f


Na Melodrama można się również natknąć na bardziej kruchą odsłonę wrażliwości Lorde: w balladzie Liability wokalistka przy akompaniamencie pianina w urzekający sposób śpiewa o miłosnym rozczarowaniu (‚The truth is I am a toy that people enjoy /’Til all of the tricks don’t work anymore‚), tylko po to, by w sequelu kompozycji Sober – Sober II (Melodrama) – z sukcesem zbudować niezwykle klimatyczną i przenikającą do głębi atmosferę niepokoju i wzburzenia (‚All the glamour, and the trauma / And the fucking melodrama’).

Momentem drugiej części nowego wydawnictwa jest jednakże ujmujące swoją autentycznością Writer in the Dark: wspomniana kompozycja to najlepszy przykład na to, że Lorde mimo swojego młodego wieku w piękny i dojrzały sposób potrafi poprowadzić muzyczną opowieść o zranionych uczuciach i niespełnionych marzeniach. Wszakże to za sprawą samej wokalistki i szczerych wokali ukazujących różnie zabarwione emocje, w pewnych momentach przywołujących zresztą na myśl skojarzenia z twórczością Kate Bush, piosenka wyprodukowana przez Jacka Antonoffa powstaje do życia stając się jedną z najlepszych w dotychczasowej dyskografii Lorde. 


1125911414_5345521548001_5345502842001-vs


Sześciominutowe Hard Feelings / Loveless stanowi niewymuszone przejście między pierwszy a drugim aktem Melodramy, sprawnie realizując funkcję swoistego łącznika. Uwagę zaś w szczególności skupia antemicznie-brzmiący bridge HF i bezczelnie popowa, niedopowiedziana odsłona Lorde w Loveless. Intryguje również The Louvre, którego gitarowe otwarcie pomysłowo zmierza do mówionego refrenu zamykającego się w błyskotliwej linijce ‘broadcast the boom boom boom and make them all dance to it’. Na tyłach drugiego studyjnego krążka 20-letniej wokalistki czai się dość bliskie synth-popowemu brzmieniu Supercut oraz absolutnie uzależniające Perfect Places. Nie można wyobrazić sobie lepszego zakończenia opowieści owianej rozczarowaniami przeplatanymi z momentami ekscytacji niż skierowanie do słuchacza jednego z zasadniczych pytań, jakie nurtują obecnych młodych-dorosłych ‚what the fuck are perfect places anyway?‚.

Lorde na Melodramie zachwyca swoją słodko-gorzką opowieścią od pierwszej sekundy do samego końca: podobnie jak we wspomnianej na wstępie francuskiej grand opérze każdy element następującego po sobie muzycznego aktu jest przemyślany i niepowtarzalny, jednocześnie wyśmienicie odnajdując się w wybornym środowisku swoich współtowarzyszy. Zaskakująca dojrzałość wyrażona w przenikających słowach i intrygujących melodiach to istny biały kruk w dzisiejszym przemyśle muzycznym. Lorde za sprawą swojego drugiego albumu staje się kreatorką autentycznych, różnorakich i poruszających emocji, szkicując na muzycznej mapie swoją własną przestrzeń. Z pewnością dla samej wokalistki będzie to idealne, perfekcyjne miejsce – miejsce, w którym na moment, na dosłownie kilkadziesiąt krótkich i zbyt szybko upływających minut, zostaje uchylona magiczna furtka do wnętrza jej duszy.

(9/10)

Luvpop
Inni sprawdzili też:

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *