Świat znowu wstrzymał oddech. Wykorzystując rozwiązanie przetestowane podczas kampanii promocyjnej swojego piątego albumu, Beyoncé powtórnie zdecydowała się zaskoczyć zniecierpliwionych fanów i wydać kompletną, audiowizualną opowieść o intrygującym tytule ‚Lemonade’. Pierwsze słowa, jakie padają na szóstym studyjnym albumie byłej wokalistki Destiny’s Child nie pozostawiają jakichkolwiek złudzeń, co do tematyki krążka (‚You can taste the dishonesty, it’s all over your breath‚). Historia będzie gorzka, kwaśna i – nie dla każdego – lekkostrawna. Jak zatem smakuje muzyczna lemoniada serwowana przez Beyoncé?


Smakuje nad wyraz dobrze i … soczyście. Tym razem Beyoncé proponuje bowiem słuchaczowi prawdziwą – i niekiedy wybuchową – mieszankę muzycznych wariacji. Poza mało-wyróżniającym się na tle reszty albumu ‘Love Drought’, ‘Lemonade’ w swym niecodziennym składzie nie zawiera chociażby jednego przewidywalnego składnika. Artystka w niezwykle udany sposób flirtuje ze stylem reggae (‘Hold Up’) zadając fundamentalne właściwie pytanie o to, czy szaleństwo jest gorsze od zazdrości. Trzeba być wyjątkowo ostrożnym zapoznając się z tym kawałkiem: ciężko się później od niego uwolnić, co zresztą nie powinno nikogo zaskakiwać, skoro za produkcją ‚Hold Up‚ stoi sam Diplo. Zachwyca również dobrze już znane ‚Formation‚, którego mocno-czarne brzmienie i feministyczny tekst są jednymi z najlepszych w szóstym rozdziale dyskografii Beyoncé.

Albumowy „otwieracz” to poruszające i nieco majestatyczny w swych dźwiękach ‘Pray You Catch Me’. Emocjonująca rozgrywka, którą Beyoncé rozpoczyna swym ujmującym wyznaniem zawartym w tej kompozycji to niewątpliwie duży pokłon w kierunku twórczości Arethy Franklin czy też Roberty Flack. W zbliżonym klimacie utrzymane jest nieco minimalistyczne ‘Sandcastles’, które choć co prawda nie stoi w jednym szeregu z najpiękniejszymi balladami byłej wokalistki Destiny’s Child, to i tak broni się swoją niezaprzeczalną autentycznością w warstwie tekstowej i sporą dawką obdartych z jakichkolwiek zasłon emocji wyrażonych w głosie wokalistki.

Prawdziwie rockowe (dla każdego szanującego się fana popu!) przeżycie stanowić będzie z kolei nagrane wspólnie z Jackiem Whitem ‘Don’t Hurt Yourself’. Kawałek ten to najlepsze potwierdzenie tego, że Beyoncé nie boi się jakichkolwiek dźwięków. Prowokacyjny w swym przekazie utwór jest przepełniony życiowym gniewem artystki, a każdemu padającemu słowu towarzyszy równie agresywny dźwiękowy odpowiednik. Prawdziwie soczystym miąższem ‘Lemonade’ jest za to ‘Freedom’, z gościnnym udziałem Kendrick Lamar’a. Beyoncé brzmi tu lepiej niż kiedykolwiek, a mocno-energetyczne i niebanalne dźwięki sparowane z bojowym wezwaniem zawartym w tekście powodują, że kawałek ten stanowi iście waleczne serce szóstego albumu artystki (‘I break chains all by myself’). Triumfalny hymn w poszukiwaniu wolności bezpośrednio nawiązujący do ruchu ‪#‎BlackLivesMatter‬ niewątpliwie nie pozostawi nikogo obojętnym.

Wcale nie-mniejsze emocje wywołują ‘Sorry’ i ‘All Night’. Choć nie są one jakimikolwiek dźwiękowymi wariacjami w wykonaniu B, a raczej kawałkami najbardziej zbliżonymi w swej muzycznej stylistyce do dotychczasowych dokonań wokalistki, to niewątpliwie stanowią istotne elementy opowieści serwowanej przez Beyoncé. Najlepszym tego przykładem jest zagadka ‘Becky z dobrymi włosami’, o której wokalistka wspomina w ‘Sorry’, a której tożsamością od kilku dni niezmiennie zajmuje się połowa internautów.

Na ‘Lemonade’ znajdziemy również magnetyzujący utwór nagrany wspólnie z The Weeknd – ‘6Inch’. Piosenka o szpilkach elektryzuje, a uwodzicielska i różnorodna barwa głosu Beyoncé ma szanse na uczynienie z tego duetu kolejnego hitu wokalistki. O ile ‘6Inch’ to brzmienie dużo bliższe poprzedniemu albumowi artystki, to jednym z najmocniejszych punktów szóstego krążka B jest nowatorskie dla jej muzycznej stylistyki, doprawione domieszką country ‘Daddy Lessons’. Utwór zachwyca w sposób natychmiastowy – zarówno pod względem tekstowym, jak i w samym swoim wykonaniu. Bowiem pomimo tego, iż ten jeden z najpopularniejszych w Stanach Zjednoczonych gatunków muzycznych nie jest codzienną bajką byłej wokalistki Destiny’s Child, to Beyoncé zgrabnie przemyca do niego odrobinę siebie, nie pozwalając sobie na muzyczne copy-paste.

Ci, którzy szukają wyłącznie płaskich i uprzednio sprawdzonych kompozycji na ‘Lemonade’ nie znajdą nic dla siebie. Beyoncé po raz kolejny udowodniła, że nie będzie szukała poklasku nagrywając kawałki przechwycone prosto z taśm produkcyjnych nakierowanych na komercyjny i radiowy sukces. Jest wyjątkowo odważnie, nieco walecznie, ale przede wszystkim niezwykle autentycznie. Krople ‘Lemonade’ są niekiedy kwaśne, zaskakujące i niełatwe w odbiorze, ale po kilku bardziej refleksyjnych łykach każdy słuchacz zda sobie sprawę z tego, że poprzeczka postawiona przez Beyoncé jest tym razem zawieszona wyjątkowo wysoko.

9.2/10.0

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here