This is my commitment / My modern manifesto / I’m doing it for all of us – kluczowy fragment w kompozycji ‚Get Free’, zwieńczającej kolejny studyjny album Lany Del Rey, doskonale opisuje jego zawartość. To nie jest już era ulotnego romansu, nieuchwytliwego amerykańskiego snu i ezoterycznych problemów Lolity. ‚Lust for Life’ to moment pełnej świadomości połączonej z głęboką refleksją nad przeobrażeniami mającymi miejsce we współczesnych czasach. 


Żądza życia, miłość. Motyw kolejnego studyjnego albumu Lany Del Rey w dużej mierze zakłada odejście od posępnej atmosfery ‚Ultraviolence’ i minimalistycznych  dźwięków ‚Honeymoon’ na rzecz afirmatywnego podejścia do życia. Doskonale słychać to w antemicznym ‚Love’, które jest jednym z najlepszych tegorocznych singli: muzyczna oda o młodzieńczych uczuciach brzmi doskonale w każdej sekundzie, zaś wokale Del Rey uwodzą równie mocno co za czasów ery ‚Born to Die’. Ciekawość życia podtrzymuje duet nagrany z The Weeknd – tytułowa kompozycja to najlepszy dowód na idealne współbrzmienie głosów Lany i kanadyjskiego wokalisty. To również jeden z najłatwiej przyswajalnych refrenów na całym krążku: od pierwszego odtworzenia w głowie na długo pozostaje marzycielskie ‚Take off, take off / Take off all your clothes‚. Uzmysłowienie trudności wiążących się z codziennością nadchodzi wraz ze znakomitym ‚Beautiful People Beautiful Problems’: duet z wokalistką Fleetwood Mac, Stevie Nicks, to moment akceptacji wszechobecnych problemów połączony z wyrażeniem wewnętrznej woli walki o lepsze jutro.

Sława, fascynacja. Tematyka ‚Lust for Life’ to jednocześnie powrót do wątków mocno-zarysowanych w dotychczasowej dyskografii artystki. Klimatyczne ’13 Beaches’, odnoszące się do nieustannego podążania paparazzi za wokalistką, przywołuje na myśl doskonałe momenty z debiutanckiego albumu artystki, podczas gdy ‚Cherry’ i ‚White Mustang’ magnetyzują swoim stabilnym brzmieniem połączonym z unoszącym się w powietrzu elementem nostalgii. ‚Lust for Life’ zwraca się także ku nieco bardziej ociężałym dźwiękom: kolaboracje artystki z A$AP Rocky’m i Playboi Carti’m są dość interesującym dodatkiem do albumu, choć ‚Summer Bummer’ z pewnością twardo ląduje poniżej poprzeczki ustanowionej przez pozostałe kompozycje. Absolutna perła to przeszywające na wskroś ‚Heroin’. Trwający niemalże sześć minut utwór to nie tylko najmocniejszy punkt ‚Lust for Life’, ale także jedna z najlepszych pozycji w całej dyskografii Del Rey: muzyczna refleksja nad pożerającym nałogiem i marzycielska próba ucieczki od problemów wciąga w swój wir równie mocno, co tytułowa używka (I’m flying to the moon again / Dreaming about heroin).

Samoświadość, zmiana. Na ‚Lust for Life’ Ms Del Rey wydaje się być bardziej świadoma i pewna siebie niż kiedykolwiek. W intrygującym ‚In My Feelings’ bezpardonowo przejmuje kontrolę nad niedoszłym obiektem swoich uczuć dość wyraźnie dając do zrozumienia, że w tej relacji nie ma miejsca na kobiecą uległość (‚I’m laughing as I’m taking my prisoners / And taking down names / I’m feeling all my fucking feelings‚). Nieuniknioną zmianę czuć za to w zamykającym krążek ‚Get Free’: Lana dość otwarcie wyznaje słuchaczom, że to moment, w którym jej muzyka staje się swoistym manifestem biorącym pod swe skrzydła problemy codziennego świata. Świetnie słychać to również w promo-singlu ‚Coachella – Woodstock in my Mind’ w trakcie, którego padają fundamentalne pytania o przyszłość kolejnego pokolenia (‚Cause what about all these children / And what about all their parents’) oraz nienarzucającym się ‚Change’ zdającym sobie sprawę z potęgi ludzkiej i związanych z nią przeobrażeń. To chwile, w których wszelkie produkcyjne akrobacje i nieoczekiwane zwroty w linii melodycznej wydają się być całkowicie zbędne – wszakże to właśnie w poruszającej i zorientowanej na los człowieczeństwa warstwie lirycznej niekiedy tkwi cała siła muzyki.

Polityka, niepokój. Nowe wydawnictwo Lany Del Rey przesiąknięte jest niepokojem wywołanym aktualnymi zdarzeniami polityczno-społecznymi i odczuwalną trwogą artystki o dalsze dzieje. To zaskakujące, że jakże niezajmujący temat polityki stał się gruntem dla najbardziej poruszających kompozycji na ‚Lust for Life’. Pytanie o niepewny los Ameryki w ‚When The World Was At War We Kept Dancing’ przeszywa do samego wnętrza: stworzona atmosfera niepewności towarzyszy wykonawczyni w każdej sekundzie kompozycji, nadto spotęgowana zostaje jej hipnotyzującymi wokalami. Ukłonem w kierunku kobiet jest triumfalne ‚God Bless America – And All The Beautiful Women In It’, okraszone nieoczekiwanymi dźwiękami strzałów w tle, brzmiące jak gotowy-klasyk przywołujący na myśl starożytne peany. To jeden z najważniejszych momentów tej płyty, to kompozycja, której wydźwięk będzie relewantny również za kilkanaście lat. 

Uśmiech jest tylko pozorny. Okładkowa Lana Del Rey kryje coś więcej niż naturalnie wyrażaną radość z życia. Maskuje nim troskę o niepewny los przyszłych pokoleń, wyraża początek afirmistycznego podejścia do życia. Kryje życiową gorycz, walczy o nadejście zmiany. ‚Lust for Life’ przeszywa swoją autentycznością podejmując zagadnienia trudne i muzycznie nieoczywiste. Wejście w muzykę, której treść już na wstępie obrandowana jest jako zawierająca głębszy przekaz może dość szybko spalić się na panewce. Nie jest to wszakże temat łatwy, nie jest to też temat uniwersalnie przyswajalny. Odbiór tego albumu może być różnorodny, a problematyka poruszana przez Lanę prawdopodobnie uaktywni również te mniej przychylne jednostki. Niewpisujące się w aktualne kanony brzmienie ‚Lust for Life’ zweryfikowane zostanie dopiero przez przyszłość. Jednak jedno jest pewne już teraz: to brzmienie jest cholernie dobre.

9.5/10

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here