Pozytywnych opinii o filmie Bradleya Coopera na pewno nie brakuje. Sam soundtrack, na którym usłyszymy nie tylko samego reżysera, ale również Lady Gagę, także prezentuje się wzorowo, a przynajmniej prezentował się dopóki jego fizycznych wersji nie zabrakło już w pierwszym dniu sprzedaży. Ale czy jest to soundtrack godny Oscara?

Zdecydowanie zatęskniliśmy za silnym i jednocześnie wrażliwym głosem Lady Gagi. Od „The Cure”, które mogliśmy usłyszeć nawet na trasie promującej jej ostatni krążek „Joanne”, minęło ponad rok. Przez ten czas zdążyliśmy obejrzeć film dokumentalny „Gaga: Five Foot Two” dotyczący samej artystki, jej choroby i przygotowań do SuperBowl Halftime Show. Dowiedzieliśmy się o jej nadchodzącej rezydenturze w Vegas i serii zaplanowanych tam koncertów, a także o jej roli głównej w filmie Bradleya Coopera – „Narodziny Gwiazdy”. Wreszcie świat ma okazję obejrzeć artystkę na wielkim ekranie w wielkiej amerykańskiej produkcji. 32-latka oraz towarzyszący jej również przed kamerą sam reżyser nagrali wspólnie i osobno osiemnaście utworów, które możemy usłyszeć podczas seansu, ale również na soundtracku, którego premiera odbyła się piątego października.

Utwory z filmu „A Star Is Born” okupują iTunes! Sprawdź które piosenki znajdują się obecnie w czołówce zestawienia.

Osoby sięgające po raz pierwszy po album niech nie przestraszy otwierający rockowy kawałek Bradleya Coopera „Black Eyes”. Zdecydowany wokal 43-latka błędnie może zasugerować, że wokalista będzie prezentować się tylko właśnie z rockowej strony słysząc go w duecie z gitarą basową. Nic bardziej mylnego. Na dalszych pozycjach płyty poznamy jeszcze kilka zupełnie innych odsłon głosu Coopera. Tymczasem po mocnym uderzeniu czas na cover legendarnej kompozycji Edith Piaf z lat 40. – „En Vie La Rose” w wykonaniu Lady Gagi. Każde francuskie słowo wyśpiewane z największą dokładnością i wyczuciem tym bardziej, że nie słyszymy artystki w języku francuskim po raz pierwszy. Kontrast pomiędzy głosem z poprzedniego utworu, a tym mocnym i jednocześnie delikatnym kobiecym wokalem jest wyraźnie zauważalny.  Nie powinno jednak mieć to większego znaczenia, gdy słyszymy te piosenki podczas filmu w różnych odstępach czasowych.

„Maybe It’s Time” mieliśmy okazję poznać pokrótce w pierwszym zwiastunie filmu. Gitarowa przyśpiewka, która na upartego pasowałaby na ostatni album Lady Gagi będąc jedną z tych, którą pominiemy, a nawet o niej zapomnimy. Warto jednak wykluczyć, że podobnie będzie podczas samego seansu. Być może będzie to jeden z ważniejszych utworów w trakcie ponad dwugodzinnej produkcji. To samo wrażenie mamy przy słuchaniu „Too Far Gone”, z którego pamiętamy tylko”Set me free...”. Stety albo niestety aktor wraca do rockowego brzmienia nie ukazując swojego głosu w „Out Of Time”, ale w „Alibi” znów go słyszymy. Piosenka o zakochanym mężczyźnie najpewniej pojawi się w kontekście miłości głównych bohaterów filmu (So woman if I tell you that I love you, be okay, Cause I ain’t lyin’, I don’t lie…). Bradley upewnia nas w przekonaniu, że to to brzmienie daje mu szansę wykazać się swoim głosem w stu procentach.

Najwyższy czas usłyszeć filmową parę zakochanych wspólnie. To co już mieliśmy szansę usłyszeć, czyli „Shallow”, niestety na płycie jest ciągle w wersji filmowej. Oklaski widowni mogą rozpraszać i przeszkodzić w ogólnym odbiorze utworu. Poza tym oba głosy razem brzmią fenomenalnie. Brzmią coraz lepiej razem z kawałka na kawałek. Przy „Music To My Eyes” i „Diggin’ My Grave” dajemy naszym uszom country-rockową ucztę. Przypaść powinno to do gustu nawet największym krytykom tych gatunków. Ostatni raz słyszymy ich razem podczas „I Don’t Know What Love Is” (nie licząc filmowej wersji „I’ll Never Love Again”). Wystarczające spektrum gatunków aby wybrać swój ulubiony utwór w wykonaniu tej pary.

Jeśli mielibyśmy podzielić soundtrack na etapy to można by go podzielić na część, gdzie śpiewa sam Cooper, na część, gdzie śpiewa on z Gagą i na część, gdzie słyszymy samą Gagę i chyba od tej ostatniej części oczekujemy najwięcej. Etap rozpoczynamy piękną balladą (a tych będzie na płycie więcej), która nie robi nic więcej niż przypomina nam o talencie wokalistki. „Always Remember Us This Way” to piosenka na pewno nabierająca nowego sensu podczas filmu. Niemniej jednak w tym momencie już bardzo chwyta za serce, a przed nami „Is That Alright?” oraz „I’ll Never Love Again”, które już stały się na listach przebojów balladowymi zabójcami i nie trzeba się bać nazwania ich najlepszymi balladami swojego gatunku tego roku. Gdybyśmy mieli przez resztę życia słuchać jednej piosenki wybór padłby na jedną z tych dwóch ballad, które za każdym wywołują ciarki i szklane oczy. Poruszające wykonanie i jeszcze bardziej poruszający tekst z pewnością staje się wyciskaczem łez na sali kinowej.

Cóż to jednak byłaby za Gaga bez popowych bangerów, których nikt z nas tutaj się nie spodziewał. Owszem liczyliśmy na żwawsze utwory, jednak to, co się stało na tym albumie przechodzi wszelkie oczekiwania. Artystka cofnęła nas w czasie w utworze „Hair Body Face” stwarzając wrażenie odrzutu z „Born This Way” albo nawet wcześniej. Słyszymy o pragnieniu sukcesu pomimo braku wsparcia ze strony innych („Your friends are in the other room, heard every cruel thing they said, […] so I wrote this song in my head„). Czyżby była to aluzja do początków kariery artystki? Brzmienie z poprzedniej dekady przynosi ze sobą wspomnienia tego popu, na którym część z nas została wychowana. „Why Did You Do That” pobudza każdą możliwą część ciała do tańca, a „Heal Me” nazywane przez fanów wcześniej drugim „Bad Romance” wcale nie zapowiada się nim być, ale śmiało może powtórzyć niemały sukces „The Cure”, które jest w podobnym klimacie. „Look What I Found”, czyli ostatnio wydany utwór z teledyskiem i „Before I Cry” należą do tej grupy piosenek gdzie znajduje się piosenka Coopera, która na razie znika w tłumie dobrych kawałków. Gaga pokazuje się z każdej strony i przypomina, że umie nie tylko zamieść scenę swoim głosem w mocnych balladach i uspokoić się przy pianinie, ale i wykorzystać ten sam głos do wspomnienia o popie z najwyższej półki.

Album ten jest największym sukcesem dla Lady Gagi, ale czy Bradley Cooper przeszkadza na krążku? Nigdy! Miło jest usłyszeć śpiewającego popularnego aktora, tym bardziej jeśli był on komuś wcześniej nieznany (chociaż tych pewnie jak na lekarstwo). Jako wspólny głos z Gagą brzmią jeszcze lepiej i słychać między nimi pewną chemię, którą przenieśli najpewniej do filmu. Cooper wypełnia album lekko szorstką i rockową barwą głosu, a Gaga swoim silnym i kobiecym wokalem. Można rzec, że to połączenie idealne, dzięki któremu wybudzimy w sobie najskrytsze emocje.

9/10

 

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here