Natalia Ptak, to osoba, która w przemyśle muzycznym szlifuje swoje nazwisko już od 2014 roku, jako Ptakova od 2017, ale to właśnie w 2020 roku fani wokalistki doczekali się jej debiutanckiego albumu – „Suma wszystkich dźwięków”. W wywiadzie Ptakova opowiedziała nam dlaczego gonitwa w naszym życiu, to niezdrowe zjawisko, a także o swoich wartościach, którymi się kieruje w życiu.


Jesteś na rynku muzycznym od kilku lat. Wydałaś single, które wygenerowały dziesiątki, a nawet setki tysięcy odtworzeń w sieci. Teraz w końcu wydałaś cały album. Czy w związku z tym, że masz za sobą kilka projektów, które odniosły sukces, presja związana z zaprezentowaniem światu „Sumy wszystkich dźwięków” była mniejsza? A może wręcz przeciwnie?

Na pewno pomogło mi to w kontekście wcześniejszego obycia z branżą. Miałam możliwość dokładnej obserwacji i zastanowienia się, w którą stronę chcę iść. To właśnie wszystkie single i featuringi – choć czasem zaburzały jasny i klarowny przekaz wizerunkowy – ukształtowały tę Ptakovą, którą słyszycie na Sumie wszystkich dźwięków. Jestem za to wdzięczna, za tę lekcję i proces twórczy.

Wydanie debiutanckiego albumu to wielki krok dla każdego artysty – pytanie proste, ale na pewno potrzebne, co czujesz jako wokalistka, która wreszcie tego dokonała? Jakie masz oczekiwania względem tego krążka?

Traktuję tę płytę jak własny pamiętnik, trudno by mi więc było wiele oczekiwać. To spełnienie moich marzeń, zwieńczenie kilku ostatnich lat, a także wejście na kolejny poziom. Tworząc materiał na ten album, wypracowałam w sobie spokój i pewnego rodzaju satysfakcję. Pragnęłam, by ktoś mógł w tych tekstach i melodiach odnaleźć siebie, swoje historie, aby towarzyszyły mu w różnych życiowych momentach – tak, jak to było w moim przypadku. Ale nie wywierałam na sobie presji i nie wyrywałam włosów z głowy w chwili, gdy trzymałam już krążek w dłoni. Takie przygody dopadały mnie wcześniej. Teraz po prostu z ciepłem w sercu przyjmuję najróżniejsze opowieści oraz komentarze. Słucham i widzę tę płytę uszami i oczami odbiorców, to piękne!  

W wakacje na twoich social mediach mogliśmy dostrzec próby motywacji słuchaczy, kiedy to przekazywałaś im, że wieczna gonitwa i presja, którą wywieramy sami na sobie nie zawsze jest czymś zdrowym. Sama wówczas szukałaś wyciszenia. Czy cała ta sytuacja związana z pandemią i lockdownem bardziej Cię przybiła, czy jednak pomogła znaleźć i otworzyć kilka nowych artystycznych furtek? Jak wpłynęła ona na wydanie albumu?

Myślę, że o tym między innymi mówi utwór Wiór, który znajdziecie na płycie. To historia mojej walki z samą sobą. Toczyłam i toczę ją wielokrotnie, choć teraz już bardziej nad tym panuję. Rzucanie sobie samemu kłód pod nogi w postaci presji, szaleńczego biegu czy biczowania się za błędy nie jest w porządku. Długo tak się nie da, żyć w okrutnej, autodestrukcyjnej bańce. Najpewniej dlatego pisałam o tym również w swoich social mediach. Często nie potrafię ukrywać swoich emocji, a nawet nie chcę. 

Pandemia stała się dla mnie – wręcz odwrotnie – czasem na wyciszenie i odpowiedzeniem sobie na wiele pytań. Materiał na płytę gotowy był już początkiem 2020 roku, ale okres lockdownu służył wszelkim poprawkom i dopieszczaniu każdego z utworów. Wbrew wszystkiemu, jestem bardzo wdzięczna za ten trudny, a jednocześnie zbawienny dla ciała i głowy czas. Dodał mi wewnętrznej otuchy oraz jeszcze więcej spokoju, które przydały się w chwili premiery.

Odnośnie muzycznych furtek i szuflad – w którym gatunku muzyki umieściłabyś swoją twórczość? Po przesłuchaniu albumu słuchacz dostaje tak naprawdę jeden wielki roller coaster przez świat muzyki.

Jeśli już muszę, to… W wielkim skrócie jest to alternatywno-popowy miszmasz pełen emocji i najróżniejszych brzmień – tanecznych, spokojnych, refleksyjnych, etnicznych. Nie lubię szufladek, męczę się w nich. A roller coaster wręcz przeciwnie! Kiedyś uwielbiałam grać w RollerCoaster Tycoon!

Mówisz o tym, że czujesz się trochę „Siksą i damą” w jednym. Z łatwością przybierasz różne maski, czy po prostu podtrzymujesz to, że kolorowa Ptakova nie jest zaszufladkowana w żadnym aspekcie życia?

Podtrzymuję swoje stanowisko o niechęci do szufladek. Kocham swoją wielobarwność i ciekawość do świata. Słucham i tworzę różną muzykę, to po prostu ze mnie wypływa. Kocham być elokwentną, pełną gracji damą, a gdy nie muszę lub nie chcę – z uśmiechem na twarzy rozrzucam skarpetki po całym mieszkaniu. Widzicie? Ja naprawdę nie przepadam za szufladkami.

Obserwując Twoją twórczość, nawet tę z początków kariery, mam wrażenie, że poza tekstami i muzyką, ważny dla Ciebie jest też aspekt wizualny. Wielokrotnie zmieniałaś wizerunek, Twoje teledyski są bardzo artystyczne. Mam rację?

To prawda, od zawsze warstwa wizualna była dla mnie bardzo ważna. Być może dlatego, że od dziecka dużo rysowałam, później zawodowo zajmowałam się fotografią. Obracam się w kręgach mocno artystycznych, w tym i filmowych. Wszystko to pozwala mi rozwijać swą kreatywność, a także konfrontować pomysły i zapraszać szalenie zdolnych ludzi do współpracy. Cieszę się, że mam to szczęście mieć wkoło tak wspaniałe towarzystwo.

A co do zmian wizerunkowych, myślę, że to – podobnie, jak i muzycznie – pragnienie ciągłych poszukiwań i zgłębiania siebie. Nie boję się eksperymentów i szaleństw. Choć muszę przyznać, że od dłuższego czasu jestem wierna swoim naturalnym włosom. Chyba potrzebuję odetchnąć i nacieszyć się sobą, ot co.

Jako pierwszy singiel wybrałaś utwór „Kastaniety”. Śpiewasz w nim: „„Nie muszę już słuchać żadnych twoich rad. Sama wiem już jak”. Czy ten fragment możemy rozumieć właśnie jako taki nowy początek drogi artystycznej Ptakovej?

Kastaniety
są dla mnie utworem niezwykle przełomowym. Podczas jego pisania przechodziłam trudny czas, a także skupiałam się mocno na pracy nad sobą. Bardzo potrzebowałam tupnąć nogą i krzyknąć: basta! Wystarczyło aż lub tylko znaleźć odpowiednią osobę, która pomoże mi to z siebie wyrzucić. Padło na – i chwała mu za to – Marka Dziedzica, wspaniałego producenta mojej płyty. Myślę, że to chyba faktycznie jakiś nowy początek w moim życiu, nie tylko muzycznym.

Jednym z puzzli do ułożenia twojej albumowej układanki był też singiel „Corazón”, który jest już wszystkim na pewno dobrze znany. Łączysz w nim jednak coś, co na pierwszy rzut oka nie ma żadnych części wspólnych. Po jednej stronie stawiasz wiele ważnych dla człowieka wartości i opowiadasz o nich w tanecznym klimacie, ale po drugiej stronie wpuszczasz też do tekstu wiele ciężkich lirycznie zwrotów, które zmuszają słuchacza do głębszego zastanowienia się nad przekazem piosenki (tak jak np. „Zjadłeś serce mi”). Jaki jest jego prawdziwy przekaz?

Warto mieć otwarte oczy i serce, bo nigdy nie wiesz kiedy ktoś przyjedzie bez słowa i zaskoczy cię tak, że zakochasz się na wieki. Corazón to, jak wszystkie utwory z Sumy wszystkich dźwięków, historia wyjęta z życia. Jest owinięta wieloma metaforami, ale tak naprawdę i zjedzone serce, i to „chciałam, byś wyszedł” – przeżyłam oraz doświadczyłam całą sobą. 

Kiedy dobrych kilka temu ktoś mocno mnie zranił i podeptał uczucia, jakimi go darzyłam. Chciałam tylko schować się pod ziemię i zasadzić wokół siebie żywopłot, by nikogo nie dopuścić do cierpiącego serca. Aż nagle pewnego dnia, ta uparta Natalia otworzyła drzwi, za którymi znalazła prawdziwy dom i bezpieczną przystań. Mamy wielkie serca, pełne miłości i – tak, doskonale wiem, że to nie jest łatwe – czasami warto nie zamykać drzwi na wszystkie spusty, trust me.

Chciałbym też jednak nawiązać do Twoich słów o tej piosence i wpasować je trochę w dzisiejsze wydarzenia w naszym kraju. Wspominałaś o tym, że „Corazón” uświadomił Cię w tym, jak wielka moc drzemie w was – kobietach. Czy czujesz tę siłę szczególnie teraz?

Kobiety mają moc, jakiej ten świat potrzebuje. Mówi to chłopczyca, która całe swoje życie spędziła głównie z chłopakami, skacząc z nimi przez płoty, grając w piłkę nożną, w zespołach i działając w pracy. Czuję to już od paru lat i coraz bardziej odkrywam, jak piękna jest ta nasza kobieca siła. Wyjątkowa, jedyna.

Z kolei piosenka „A gdybym” to utwór, który opowiada o tęsknocie, ale także o wybieganiu w przyszłość z samym sobą. Z kreowaniem kogoś, kto w obecnej życiowej sytuacji o tej przyszłości może tylko pomyśleć i zadać sobie to tytułowe pytanie „a gdybym”.  Czy od zawsze planowałaś być piosenkarką? Jakie wydarzenia w Twoim życiu złożyły się na to, że postanowiłaś spróbować swoich sił właśnie w tej branży?

O widzisz, to piękne, jak odbierasz ten utwór. To niezwykłe, że mogę zobaczyć jak go widzisz, jakie refleksje się w Tobie pojawiły, dziękuję. Chyba od zawsze – choć brzmi to banalnie – czułam, że muzyka jest moją drogą. Jestem jednak poszukiwaczem i zawsze robiłam prócz śpiewania i komponowania mnóstwo innych rzeczy. Zajmowałam się fotografią, dietetyką, pracowałam jako instruktorka fitness, a nawet przez moment studiowałam filozofię. Ale coś musi być w tej muzyce, że niezależnie od wszystkiego, zawsze do niej wracałam. Z nią chciałam się kąpać, jeść, przy niej budzić i biegać. Pierwsze autorskie piosenki napisałam i skomponowałam, gdy miałam kilka lat. Bywa różnie, czasami się nienawidzimy, ale cały czas jestem temu wierna.

W trakcie jednej z ostatnich transmisji live wspomniałaś, że Twoim ulubionym utworem z płyty jest „Wiór”, ponieważ ma dla Ciebie sentymentalne znaczenie. Z czym wiąże się akurat ten kawałek?

Chyba wcześniej wspomniałam już o tym utworze, ale nie zaszkodzi powiedzieć raz jeszcze. Faktycznie – Wiór jest dla mnie wyjątkowy, mam do niego ogromny sentyment. Jestem osobą bardzo wrażliwą, a czasami nawet nadwrażliwą. Wiele razy w życiu odwiedzałam psychologów, psychoterapeutów czy coachów. Bywałam zagubiona, roztrzęsiona, przerażona. Wiór opowiada o walce, którą toczyłam i którą zdarza mi się nadal toczyć z samą sobą. Najczęściej z powodu własnoręcznie nakładanej na barki presji, oskarżeń i pytań. O tym, że często ludzie nie zdają sobie sprawy, jak z pozoru wesoła i towarzyska osoba, może umierać w domowym zaciszu z powodu psychicznych batalii. Mówi się już o tym coraz częściej, ale uważam, że warto wspominać jeszcze więcej. Dbanie o zdrowie psychiczne jest tak samo ważne, jak dbanie o zdrowie fizyczne – jeśli potrafimy udać się do internisty z powodu bólu głowy, a do stomatologa na wyleczenie zębów, tak samo nie bójmy się skorzystać z porady psychologa.  

Na albumie znajdziemy też utwór zatytułowany „Za dużo słów”. Opowiada o tym, że uczucia to chyba najcięższa z rzeczy, z jaką przychodzi nam w życiu walczyć, bo generalnie mamy problem z przekazywaniem ich, z otwieraniem się przed innymi. Mówi także o tym, że obecnie bardziej zabiegamy o ilość like’ów i opinii, aniżeli realnych interakcji. Czy uważasz, że w dzisiejszych czasach media społecznościowe i powoli przechodzące do nich realne życie są problemem dla ludzkości?

Każdy kij ma dwa końce, a większość rzeczy na tym świecie z pewnością da się przedawkować. Mam wrażenie, że ludzkość coraz bardziej odchodzi od swoich korzeni i pierwotnych instynktów. Coraz mniej słuchamy swoich ciał, coraz rzadziej zagłębiamy się w znaki, jakie daje nam natura. Zasypiamy i budzimy się czytając krzyczące nagłówki portali i gazet. Myślimy w kategoriach wyświetleń, followersów i like’ów. Nie wiemy kto mieszka piętro niżej, a czasem nawet nie wiemy o czym rozmawiać z własną matką. To przerażające, czyż nie? 

Internet i technologia dają nam niesamowite możliwości do rozwoju, ale i ogromne pole do popisu w kontekście zagubienia i zatracenia człowieczeństwa.

Nie dziwi mnie skala chorób psychicznych, ani że ludzie noszą w kieszeniach gaz pieprzowy, bo boją się, że nagle ktoś wyskoczy zza rogu i zaatakuje bez powodu. Nie dziwią mnie pandemia, efekt cieplarniany, tsunami, huragany. Nie dziwią protesty i fala krzyków „wypierdalać”. Nie dziwi, bo świat zwariował i ma dość. 2020 jest tego doskonałym przykładem. Media mają moc, ale ważne jest, abyśmy w całym tym uzależniającym mirażu nie obudzili się z ręką w nocniku.

Po przesłuchaniu całego albumu „Suma wszystkich dźwięków” możemy odnieść wrażenie, że znajduje się na nim bardzo dużo prawdziwych i odczuwalnych emocji, doświadczeń, czy jak sama piszesz – westchnień, grymasów i śmiechów do łez. Czy taki był Twój cel, by odsłonić siebie przed słuchaczami już na pierwszym krążku?

Chciałam, aby ta płyta pokazała słuchaczom tę naturalną, prawdziwą Natalię. Wiedziałam, że Suma wszystkich dźwięków będzie jak pamiętnik. Nie czułam i nie czuję krępacji w związku z odsłonięciem sporej części swojego życia w tych utworach. To zupełnie niewymuszony i szczery proces, a teraz – dzięki temu – czuję lekkość i wejście w kolejny życiowy etap.  

W kontekście wspomnianego już internetu chciałbym nawiązać też do koncertów w dobie pandemii – uważasz, że z biegiem czasu koncerty online mogą zastąpić te wielkie wystąpienia na żywo? Nie obawiasz się tego, że na promocję wydawnictwa z prawdziwego zdarzenia trzeba będzie jeszcze trochę zaczekać? Jakie masz plany na najbliższe tygodnie?

Staram się nie zamartwiać i nie pogrążać w żalu w związku z pandemiczną sytuacją i obostrzeniami. Cieszę się chwilą i robię tyle, na ile pozwala ten moment. Nie sądzę również, aby koncerty online w pełni zastąpiły nam te prawdziwe, w klubach i na festiwalach. Ludzie łakną emocji – fani z artystami, a artyści z fanami. Nie ma drugiej takiej wymiany energii. I oczywiście, to ciekawy zamiennik i możliwość łączenia się z odbiorcami, ale nie na stałe. 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here