Świat popu od lat rządzi się swoimi własnymi, niepodważalnymi prawami. Niejednokrotnie do wejścia na wyżyny komercyjnych zestawień nie wystarczy jedynie imponująca skala głosu i zdolność docierania do rejestrów dźwięków nieosiągalnych dla innych: równie istotne jest wysokie stężenie przebojowości w wydawanym materiale i jego uniwersalność, nie zaszkodzi także osobowość na tyle interesująca z punktu widzenia odbiorcy, by wyciągnąć z rękawa własną kartę muzycznego pasjonata.


Purposeful-pop. Dokładnie tak nowy rozdział w swojej dyskografii określa sama zainteresowana. Przekaz nowego wydawnictwa Katy Perry jest raczej jednoznaczny: 32-letnia wokalistka nie chce być już dłużej obiektem westchnień śpiewającym wyłącznie politycznie poprawne teksty. Tym razem Perry pragnie wziąć sprawy w swoje ręce i przejąć kontrolę nad swoją muzyką w każdym jej aspekcie. Czy ta godna poklasku idea znajduje pokrycie w rzeczywistości? Nie do końca.

Bliska popowego ideału tytułowa kompozycja, zabójczo dobre Roulette  i wywołujące czystą ekstazę Swish Swish to niewątpliwie mieszanka dźwięków warta każdego grzechu. Ruletka zakręcona przez Perry, bezceremonialnie romansująca z europejskim synth-popem ubiegłych lat, już w pierwszej swej sekundzie wybija się znacznie ponad średnią arytmetyczną dotychczasowej dyskografii wokalistki. W wyprodukowanej przez Shellbacka i Maxa Martina kompozycji Katy bowiem brzmi odważniej niż kiedykolwiek, zaś sama struktura Roulette sprawia, że utwór z sukcesem wkrada się na długo do podświadomości odbiorcy. Podobnie jest z utworem tytułowym – Witness oraz wibrującym w wirze ciemnej odsłony elektronicznego popu Déjà Vu: wspomniane kompozycje nakierowują ewolucję brzmienia Perry na właściwe tory i zdają się zrywać z niej łatkę wokalistki serwującej pop opieczętowany wyłącznie symbolem grzesznej-przyjemności.

Po zapoznaniu się z całością premierowego materiału nie dziwi również wybór Chained to the Rhythm na singiel zwiastujący projekt: to przyzwoicie skrojony popowy kawałek, brzmiący odrobinę rozsądniej niż lwia część zaprawiających niekiedy o absurd (ale jakże przyjemnych!) utworów wokalistki (‚I wanna see your peacock, cock, cock. Your peacock, cock, anyone?). Muzyczny orgazm dla uszu zapewnia  bezczelnie-niegrzeczne, a zarazem cholernie dobre Swish Swish. Ogniste fragmenty Nicki Minaj trafiają swoją strzałą centralnie w najbardziej czuły punkt, zaś całość, dopełniona iście obłędną melodią flirtującą z zainspirowaną house’owym brzmieniem odmianą EDM, przyprawia o ciarki w najbardziej niepożądanych miejscach ciała. To właśnie w takich momentach Perry brzmi najlepiej: świeżo i pociągająco, zuchwale i nowocześnie, ekscytująco i grzesznie.

Sporą dawką komercyjnego potencjału może poszczycić się współtworzone przez Się Furler energiczne Hey Hey Hey: siła wspomnianej kompozycji tkwi przede wszystkim w jej prostocie, wzmocnionej przez mocny beat i charakterystyczny refren, który mimowolnie wkrada się do głowy. Jasnym punktem Witness jest także hipnotyzujące Tsunami: odpowiadający za produkcję utworu Mike Will Made It całkiem sprawnie wydobył nieco bardziej dojrzałe oraz pociągające oblicze Perry. Do ambitnego zestawu udanych eksperymentalnych muzycznych wycieczek wokalistki można spokojnie zaliczyć zabarwione elektroniką Mind Maze.

Pewnego uroku nie sposób odmówić zawartym na Witness balladom, choć w tym przypadku Katy raczej powiela rozwiązania sprawdzone przy swoich poprzednich wydawnictwach, uciekając od zaskakujących lub nieprzewidywalnych ruchów – wszakże zarówno Save as Draft, jak i Miss You More z sukcesem mogłyby odnaleźć się na wydanym w 2013 roku Prism. Oklepane schematy realizuje również zamykające wydawnictwo Into Me You See: kompozycji jednocześnie brakuje odrobiny autentycznych emocji, które tak pięknie wzbogacały końcówkę poprzednich wydawnictw Perry (Not Like The MoviesBy the Grace of GodI’m Still Breathing). Prawdziwą gorzką pigułką do przełknięcia są teksty wspomnianych ballad, które rażą swoją prostotą i sztampowością celując lirycznie raczej w target nastoletni (‚I miss you more than I loved you / I do / I miss you more than I loved you  / I do‚). W swej odsłonie tekstowej Witness zawiera jeden z gorszych zestawów, jaki wyszedł spod pióra piosenkarki, którego zawartość wywołuje konfuzję i szereg wątpliwości co do wieku mentalnego ich autorki.

Jako nieudany eksperyment jawi się Power, którego przegadana produkcja sprawia, że piosenka nie nabiera takiego rozpędu jakiego w teorii powinna nabrać. Utwór, który w swym założeniu miał stanowić hymn kobiecej pewności (’cause I’m a goddess and you know it / Some respect, you better show it’) wypada w rezultacie miernie wykładając się na prostej zasadzie głoszącej, iż przy produkcji kompozycji więcej nie zawsze znaczy lepiej. Swojego pełnego potencjału nie osiąga również Bon Appetit, które rozkręca się zdecydowanie za późno, zaś krótki moment, w którym Katy lśni zostaje brutalnie zakończony przez mocno-eksploatowane ostatnio trio Migos. Krokiem do przodu nie jest z pewnością również Bigger Than Me, kulejące zarówno w refrenie, jak i przy zwrotkach, w rezultacie sprawiając, iż kompozycja wypada dość bezbarwnie na tle materiału zawartego na Witness.

Katy musiała dorosnąć. Wszakże ciężko jest być kobietą wchodzącą w ciemne zakamarki życia po trzydziestce w dalszym ciągu okazjonalnie strzelając bitą śmietaną z wiadomych części ciała, radośnie podrygując w deszczu conffeti, a wieczorami pretendując do miana nastoletniej królowej amerykańskich domówek. Coś musiało drgnąć, ulec zmianie. Co zatem kryje się pod metką materiału firmowanego jako dojrzałe brzmienie Katy Perry?  Niewątpliwie pewna interesująca idea, która gdzieś w połowie drogi z niewiadomych względów została przygnieciona przez wyjątkowo mało ekscytującą i przeciętną wersję wokalistki (Into Me You SeeSave as Draft, Bigger Than Me). A szkoda, bo spora część kompozycji zawartych na Witness broni się intrygującym i świeżym brzmieniem: płyta ma mocny i spójny start, nakreślający pewien kierunek nieszablonowej jazdy, która w pewnym momencie zostaje brutalnie przerwana przez niepotrzebne wciśnięcie wstecznego.

6.0/10

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here