Najciekawsze albumy to takie, które od swojej pierwszej sekundy przedstawiają spójną i przemyślaną opowieść. Sama koncepcja, a także jej wykonanie może być lepsze lub gorsze, jednak sam fakt podjęcia próby zamknięcia pewnej historii w kilkudziesięciu minutach rozmaitych dźwięków zawsze świadczy dobrze o kreatywności artysty. Drugi studyjny krążek Halsey opowiada historię starą jak świat przyodzianą w nowe szaty: ‚hopeless fountain kingdom’ to współczesna, muzyczna wersja Romea i Julii, w tym przypadku ukazująca dzieje zwaśnionych rodów Angelus i Aureum.


Halsey nie idzie na łatwiznę. Mając na pokładzie producentów tworzących kolejne numery jeden (Greg Kurstin, Benny Blanco, Cashmere Cat) bez krótkiej chwili namysłu i refleksji można postawić na wydawnictwo pozbawione głębszego zamysłu, za to naszpikowane skrojonymi pod rozgłośnie radiowe numerami urzeczywistniającymi aktualnie panujące trendy. Tak się jednak nie stało, a wyimaginowana kraina 22-letniej wokalistki wymaga od słuchacza czegoś więcej niż po prostu leniwego włączenia przycisku PLAY.

W każdej kolejnej sekundzie właśnie-wydanego albumu Halsey brzmi odważniej, soczyściej i pewniej siebie niż kiedykolwiek: oscylującym wokół bi-seksualnej orientacji artystki Bad At Love oraz Strangers (nagranemu z Lauren Jauregui) daleko do sztandarowych popowych kompozycji wyciętych z gotowego wzorca. Jak na ironię losu jednocześnie blisko im do miana perfekcji alternatywnego popu: duet z świetnie-współbrzmiącą wokalistką Fifth Harmony jest (o dziwo!) jednym z najlepszych momentów tej płyty, zaś zadziorne Bad At Love sprawi, że każde z Was odnajdzie w sobie pokłady niezbadanego wcześniej czynnika doskonale znanego każdemu prawdziwemu twardzielowi.

Oczywiście, na drugim studyjnym krążku autorki Badlands nie brakuje także numerów, które wywołują dość bezpośrednie skojarzenia z odnoszącymi sukcesy koleżankami z branży: w wybranej na pierwszy singiel kompozycji Now or Never Halsey niebezpiecznie blisko do klimatów Needed Me Rihanny, zaś refren pełnego emocji Devil in Me nosi w sobie znamię wytworzone przez pióro współautorki utworu – Sii Furler. I o ile w przypadku niektórych wykonawców zabieg taki kończy się przyjęciem w 100 procentach formuły i ram utworu wypracowanych pierwotnie przez jego autorów (hey Camila!), o tyle w przypadku Ashley Frangipane nadal dostajemy poważną cząstkę jej samej.

Jednym z najbardziej wciągających utworów na hopeless fountain kingdom jest z pewnością okraszone mocniejszym beatem Eyes Closed. Tajemnicza aura kompozycji oraz przejrzyste jak szło wokale Halsey bezpardonowo hipnotyzują wprost do momentu nadejścia odważnego i pyskatego Heaven in Hiding, które z łatwością wkrada się do podświadomości słuchacza. Mocnym akcentem tego albumu jest przede wszystkim różnobarwność emocji serwowanych przez Halsey: wokalistka w kompozycji Sorry wzrusza kompletnie jedynie przy akompaniamencie pianina oraz silnego w przekazie tekstu, tylko po to, by za pomocą dźwięków zadziornego Don’t Play ustawić w pionie kilku nieposłusznych chłopców. Utwory te należą do ścisłej czołówki na hopeless fountain kingdom – każdy z nich mógłby spokojnie sprawdzić się jako jeden z kolejnych singli promujących krążek.

Mniejszą zdolność odróżniającą w swym brzmieniu posiada wyprodukowane przez Ricky Reeda 100 Letters, które niemniej jednak przykuwa uwagę uniwersalną w swym przekazie warstwą tekstową (‚I find myself alone at night unless I’m having sex’), oraz znikające w tłumie Alone. Nie oznacza to jednak, że kompozycja ta należy do złych lub nieudanych – nic bardziej mylnego, utwór wszakże idealnie sprawdzi się w roli piosenki albumowej. Pretensje można mieć zaś o uwzględnienie 1/3 Migos w kompozycji Lie: dzięki zupełnie niepotrzebnej wstawce nadto-eksploatowanego w ostatnich tygodniach Quavo wszystko to, co w tej piosence dobre znika właściwie tuż po zakończeniu części Halsey.

Hopeless Fountain Kingdom to odważny i ekspresywny manifest tożsamości artystycznej Halsey: poczynając od mrocznego, lecz chwytliwego Heaven in Hiding (‚I can put on a show / Don’t you see what you’re finding? /This is Heaven in hiding’), a kończąc na momencie-prawdy w postaci ujmującej ballady Sorry, autorka przeboju New Americana zdaje się raz na dobre odcinać wszelkie zbędne konotacje z dziewczyną śpiewającą generyczne Closer. Dwudziestodwuletnia Halsey miała na ten album swój własny, intrygujący pomysł, który za sprawą producenckich magików oraz jej samej został zrealizowany całkiem sprawnie. Szanowni, to nie jest album nagrany wyłącznie z myślą o nadchodzących wakacjach, muzycznych trendach w roku 2017 czy też sposobach na znalezienie swojego własnego numeru jeden. hopeless fountain kingdom to wydawnictwo, które od swojej pierwszej sekundy do odległego końca stanowi urzeczywistnienie wielobarwnej koncepcji artystycznej wyrażonej za pomocą tekstów, wciągających melodii i żywych emocji. Wielkie rzeczy nadchodzą dla tej Pani.

8.0/10

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here