Fonograficzny debiut Grace Sewell to niewątpliwie jedna z najciekawiej zapowiadających się tegorocznych premier. Współczesna wersja klasycznego przeboju Lesley Gore ‚You Don’t Own Me‚, nagrana  wspólnie z G-Eazy’m, najpierw podbiła rodzimą Australię po czym zgrabnie zawładnęła rynkiem brytyjskim wskakując do ścisłej czołówki najpopularniejszych singli. Teraz pora na całość debiutanckiej ery zdolnej nastolatki: cover coverem, ale co tak naprawdę w duszy Grace gra?

W zamyśle artystki stylistyka debiutanckiego ‚FMA‚ zdaje się oscylować w klimacie zdartych winyli rozbrzmiewających we wnętrzach amerykańskich knajp lat 60 ubiegłego wieku. Nie dziwi zatem wybór na singiel promujący krążek odświeżonej wersji ‚You Don’t Own Me’, które dokładnie w tamtych czasach królowało na lokalnych potańcówkach. Kompozycja – wzbogacona rewelacyjnymi wstawkami G-Eazy’ego – brzmi nadzwyczaj dobrze, a intrygujące wokale Grace z sukcesem oddają niepowtarzalny klimat dawnych lat. Wiatr we włosach czuć za to już przy pierwszych dźwiękach piekielnie dobrego ‚Hell of a Girl‚: kompozycja wyprodukowana przez Constable to zdecydowanie jeden z najmocniejszych punktów ‚FMA‚. Żywe dźwięki najrozmaitszych instrumentów wystukujących rytm w połączeniu z mocnym głosem Pani Sewell prawiącym o karmie to połączenie niemalże idealne (‚Bet you feel so stupid that you played with my heart / I don’t care to see you, I don’t care where you are / I know you didn’t think it comes back around, oh / Karma, karma, karma, she’s a hell of a girl, oh, oh‚). Trzecią perełką debiutu Grace bezapelacyjnie jest nastrojowa ballada ‚How to Love Me‚, która urzeka swoją prostotą otuloną brzmiącym lepiej niż kiedykolwiek wokalem Australijki. Kompozycja ta to minimalistyczny spektakl, w którym pierwsze skrzypce gra muzyczna dojrzałość i świadomość treści przez siebie przekazywanych.

Nieco bardziej zadziorny klimat stwarza rozpoczynające krążek ‚Church on Sunday‚, w którym bujane rytmy sukcesywnie napędza przejmująca kontrolę nad sytuacją Grace. Nie bez powodu tytuł debiutu Australijki to skrót od ‚Forgive My Attitude‚ (w wolnym tłumaczeniu: ‚wybacz moje nastawienie’). Bardziej leniwe dźwięki odnaleźć można w marzycielskim ‚Coffee‚, które do gustu przypadnie fanom twórczości Duffy i Rebecci Ferguson. W równie klimatycznym nastroju utrzymane są kompozycje ‚Song Cries and Amens‚ i ‚New Orlean‚. I choć pierwsza z nich sprawia wrażenie niedokończonego i niezbyt udanego intro, to piosenka o amerykańskim mieście swoim smakiem, estetyką i urokiem rekompensuje wszelkie uszczerbki. Iskra odpalona zostaje przez dźwieki ‚Hope You Understand‚: tu jednakże momentami zdaje się być wszystkiego za dużo a do kompozycji wkrada się chaos, co po kilku odsłuchaniach ma prawo męczyć.

Dalsza droga Grace na ‚FMA‚ jest kręta, wyboista i niekoniecznie trafiona: poczynając od nieudanej nowej wersji pochodzącego z zeszłorocznej EP-ki wokalistki ‚Boyfriend Jeans‚ (zabieg kompletnie zbędny: czarujący oryginał obroniłby się w swoim pierwotnym kształcie), po katastroficzne ‚Crazy Over Here‚ nagrane wspólnie z Parkerem. Większy pomysł nie zdobi za to wyprodukowanego przez R!O ‚Boys Boys Boys‚, a solidna dawka nudy wieje z nużącego ‚Feel Your Love‚. Niewiele więcej dzieje się także w kompozycji ‚Say‚, która przemyka przez ‚FMA‚ niepostrzeżenie. Kawałki te jawią się jako zwykłe zapychacze stworzone na poczekaniu w celu szybkiego domknięcia nagrywanego materiału.

Debiut Panny Sewell pozostawia w uczuciu nienasycenia. Przez część materiału dźwięki okraszone klimatem retro brzmią bowiem wyjątkowo smacznie i ciekawie, a perełki w postaci kompozycji takich jak ‚Hell of A Girl ‚ i ‚How To Love Me‚ pozostawiają w stanie błogim na dłużej niż chwilę. Niestety, gdzieś po drodze zaczyna brakować pomysłu i wkrada się przewidywalna nuda, co sprawia, że na tle czołowych kompozycji tego krążka cała reszta wypada dość blado. Nie zmienia to faktu, ze Grace przez większość materiału z ‚FMA‚ nie brzmi jak zwyczajna dziewiętnastolatka, lecz swą barwą i muzyczną dojrzałością przypomina sączącą kolejny kieliszek dobrego wina czterdziestolatkę. To zjawisko rzadko spotykane i niewątpliwie godne śledzenia dalszych losów tej utalentowanej damy.

[6.0/10.0]

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here