Rozdanie najważniejszych nagród muzycznych w Polsce za nami. Jak zapewne zdążyliście zauważyć, nie obyło się jednak bez zbędnego zamieszania i kontrowersji. Byłem tam na miejscu, bacznie obserwowałem i teraz podzielę się z wami moimi wrażeniami.

Tegoroczne rozdanie nagród Fryderyk od miesięcy zapowiadane było jako zupełna nowość, coś wyjątkowego i przełamującego standardy, jakimi charakteryzowały się ubiegłe edycje. Po raz pierwszy w historii uroczysta gala nie odbyła się w Warszawie, a w Katowicach, na widowni zasiadła publiczność złożona z fanów muzyki, a nie sami artyści. Wskrzeszono też statuetkę w kategorii „Nagroda publiczności”. Wszystko pięknie, ale jak wyszło w rzeczywistości?

Jeśli chodzi o ideę włączenia publiczności, to jestem jak najbardziej na tak. Organizatorzy 25-lecia nagrody Fryderyk ewidentnie wzięli sobie za wzór galę BRIT Awards i muszę przyznać, że wyszło to dobrze. Scena, na której występowali artyści była ogromna, dzięki czemu uniknięto chaosu podczas prezentowanych w telewizji wykonań. Mniejsza scena, na której przyznawano nagrody połączona była ze sceną główną za pomocą wybiegu, dzięki czemu fani zebrani w strefie „golden” mieli okazję zobaczyć artystów z naprawdę bliska. Dodatkowo, nominowani, prezenterzy oraz wykonawcy zajmowali miejsca w centralnej części obiektu, więc było ich widać zewsząd.

Skoro jesteśmy przy artystach, to organizatorom należą się brawa za dobór wykonawców. Już same nominacje były pozytywnym zaskoczeniem, ale dopiero występy na żywo „zrobiły” tę galę. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Na scenie wystąpili znani jeszcze naszym dziadkom Skaldowie, przedstawiciele nowej ery w muzyce, czyli Podsiadło, Zalewski, Kortez, Roksana Węgiel, Tulia i Lanberry oraz artyści, którzy na swoim koncie mają po kilka, kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt Fryderyków, tacy jak Nosowska, Kayah, Edyta Górniak, Reni Jusis czy Monika Brodka. Na osobną pochwałę zasługuje występ Artura Rojka, który zamykał galę i pomimo problemów technicznych, brawurowo wykonał singiel „Beksa” w towarzystwie śląskiego zespołu pieśni i tańca.

Elementem zaskoczenia, również przejętym z zagranicznych gal muzycznych, było zaproszenie stand-uppera Rafała Paczesia. To także krok w fajną stronę. Skoro sprawdza się w innych krajach, dlaczego nie próbować u nas?

W związku z tym, że wprowadzono tak wiele zmian, nie mogło zabraknąć niedociągnięć. W mediach bardzo mocno skrytykowano sposób przyznania nagród w kilku kategoriach, w szczególności za „Najlepszy album hip-hop”. Wręczenie statuetki nie było emitowane w telewizji, a laureatów było aż trzech: PRO8L3M, O.S.T.R. i Taconafide. Czemu tylko nikt nie zwrócił uwagi na to, że żaden ze wspomnianych twórców nie pojawił się na gali? TVN to telewizja komercyjna, widzowie oczekują zobaczyć artystów, a nie managerów czy ludzi z wytwórni, wygłaszających przemówienia w ich imieniu. Poza tym, również za granicą, wiele statuetek przyznawanych jest podczas tzw. pre-show.

Czego sam doświadczyłem i co mogę potwierdzić, to bardzo słaba organizacja. Ochroniarze, pomimo tego, że było ich wielu, nie potrafili poradzić sobie z widzami, pokierować ich do konkretnych sektorów czy odpowiedzieć na, wydawać by się mogło, podstawowe pytania. Również bardzo złym posunięciem było całkowite pominięcie „Nagrody publiczności”, która de facto była jednym z głównych punktów na liście fryderykowych zmian i powinna być potraktowana jako jedno z najważniejszych wyróżnień.

Dzień później, 10 marca, w tym samym miejscu odbył się Festiwal Fryderyk, podczas którego na scenie zaprezentowali się przedstawiciele polskiej sceny alternatywnej, rockowej, mniej komercyjnej, m.in. Brodka, Mela Koteluk, Męskie Granie Orkiestra, Tęskno, Łąki Łan oraz Dawid Podsiadło. I co do tej części chyba nikt nie ma zastrzeżeń, bo wszystko wypadło naprawdę świetnie.

Pomimo tego, że Gali Muzyki Rozrywkowej i Jazzowej daleko było do ideału, i tak uważam, że jest to bardzo duży krok w dobrą stronę. Niełatwo jest nie polec choć w minimalnym stopniu, tworząc coś w zasadzie od nowa. Myślę, a raczej liczę na to, że organizatorzy wezmą sobie do serca wszelkie uwagi i kolejne edycje odbędą się bez żadnych narzekań. Muzyka i wszystko, co się z nią wiąże ma scalać, a nie dzielić. Pamiętajmy o tym.

Aby zobaczyć pełną listę zwycięzców, należy kliknąć tutaj. Najwięcej statuetek otrzymał bezkonkurencyjny w ostatnim czasie Dawid Podsiadło, bo aż sześć. Zarówno za swój album „Małomiasteczkowy”, pochodzące z niego single, jak i współpracę z Krzysztofem Zalewskim i Kortezem na rzecz zeszłorocznej edycji Męskiego Grania.

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here