Opowiadając dziennikarzom o nadchodzącym albumie Florence + The Machine, Florence Welch stwierdziła, że podążyła w trochę innym kierunku niż dotychczas, a przygotowany materiał jest mniej „florence-owy”. Fani zespołu wstrzymali oddech – to nie pierwszy raz, gdy usłyszeli już coś takiego. Wydany w 2015 roku album „How Big, How Blue, How Beautiful” zaczął już powoli zawracać ze ścieżki podpisanej: „Melodramat muzyczny, w którym plemienne bębny spotykają się z orkiestrą, fortepianem i wokalem rozedrganym ciężkim vibrato”. Czy „High As Hope” zszedł z niej całkowicie?


Florence Welch ponownie zafundowała fanom niemałą zagwozdkę. Gdzie są harfy? Gdzie potężna perkusja i smyczki? Gdzie monumentalne brzmienia podsycane sporą dawką patosu i fantazyjnych metafor? „High As Hope” pokazuje inną Florence – spokojniejszą i bardziej wyciszoną, ale też szczęśliwszą i bardziej dojrzałą. I szczerą jak nigdy.

Krążek otwiera spokojne „June”, którego słowa mogą być nawiązaniem do tragicznej nocy w klubie „Pulse” w Orlando z czerwca 2016 roku. („In those heavy days in June / When love became an act of defiance”). Ascetyczna zwrotka i względny brak bałaganu przechodzące w podniosły, niezwykle poruszający refren stanowią doskonałą zapowiedź tego, co zaserwuje nam Florence w dalszej części albumu. W singlowym „Hunger” słychać dużo „starej Flo” znanej z „Shake It Out” i „Ship To Wreck”. Utwór powstał jako wiersz, w którym artystka rozlicza się ze swoją burzliwa przeszłością i opowiada o wyboistej drodze w poszukiwaniu miłości i szczęścia. O tych lepszych wspomnieniach z młodości w Camberwell usłyszymy w „South London Forever”. Prawdziwą perłą na płycie jest utwór „Big God”, którego temat wydaje się co prawda oklepany (nieodwzajemnione uczucie), jednak muzycznie ten utwór to prawdziwy majstersztyk. Tajemniczy, surowy początek rozwija się, gdy do minimalistycznego pianina dołącza potężna perkusja i przytłumione dźwięki orkiestry. W „Sky Full Of Song” orkiestra również jest obecna, ale unosi się w oddali za wyciszonym kontrabasem. Utwór, który był pierwszą zapowiedzią „High As Hope” kontrastuje bardzo mocno z dekoracyjnym i buńczucznym „What Kind Of Man”, które stanowiło pierwszą odsłonę „How Big, How Blue, How Beautiful”. Niezwykle emocjonalny tekst kontrastuje ze spokojem linii melodycznej i minimalizmem aranżacji.

Najbardziej „florence-owymi” spośród tych „nieflorence-owych” utworów są „Patricia”  (zaadresowana do jednej z największych idolek i inspiracji Florence – Patti Smith) i „100 Years”. Dudniąca perkusja, fantazyjne metafory i wyrazisty, wręcz wykrzyczany refren – fani Flo znajdą tu wszystko to, za co ją pokochali w erze „Lungs”. Krążek kończy się bardzo emocjonalnie. Z pozoru mętne i rozmyte „End Of Love” jest w istocie bardzo tragicznym utworem, którego warstwa liryczna porusza tematy tak ważkie, jak choćby samobójstwo bliskiej osoby. „It’s hard to write about being happy” – tymi słowami, które padają w „No Choir”, kończy się czwarty album Florence and The Machine. To zdanie doskonale wieńczy i opisuje „High as Hope”. Mniej tutaj tekstów o dramatycznych rozstaniach i nieszczęśliwej miłości. Zamiast tego mamy teksty ekstremalnie osobiste, wręcz intymne.

LUVPOPnation 🌍

101% popowych ciasteczek. Dołącz do grupy Luvpop i dziel się interesującymi dla Ciebie treściami 🔥 👉 FB: facebook.com/luvpopPL 👉 INSTAGRAM: instagram.com/luvpop.pl 👉 TWITTER:…

Florence zaprasza nas w najgłębsze zakamarki swojej duszy, tworząc jak zwykle fantasmagoryczny świat, w którym słuchacze mogą się zatracić. Robi to jednak w sposób inny niż dotychczas, bardziej spokojny i wyciszony. „High As Hope” jest najbardziej „ziemskim” ze wszystkich albumów Florence and The Machine. Opowiada o rzeczach trudnych i robi to niezwykle dojrzale. Może wydawać się, że czasem brakuje mu tej magicznej energii znanej z poprzednich albumów Brytyjki. Tym razem jednak muzyka najbardziej pociąga, gdy jest odsunięta na dalszy plan, głos jest najsilniejszy, gdy Florence śpiewa najciszej.

8.0/10

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here