Droga Fergie do 22 września 2017 roku z pewnością nie była usłana płatkami róż. Po długich i nieco męczących bojach drugi studyjny krążek amerykańskiej księżniczki delikatnie zabarwianego hip-hopem popu właśnie pojawił się na półkach sklepowych. ‚Double Dutchess’ to jednak dość słodko-gorzki sukces.


‚To say it’s complicated, understatement of the year’. Linijka lirycznie otwierająca album ‚Double Dutchess’ doskonale opisuje historyczne tło prowadzące do momentu premiery następcy wydanego w 2006 roku debiutanckiego ‚The Dutchess’. Wyciek całości nowego albumu na niemalże dwa miesiące przed jego oficjalną premierą, brak większego komercyjnego sukcesu wydawanych singli i nieustanne odwlekanie premiery krążka to tylko wierzchołek góry lodowej zwanej ‚Double Dutchess’. Po serii epickich fuckup-ów komercyjny ratunek dla nowej ery Fergie do najprostszych z pewnością należeć nie będzie, niezależnie od tego, jak bardzo poprawny będzie materiał wypuszczony w jej trakcie.

Drugi studyjny krążek Fergie nie jest albumem złym. W pierwszym rzędzie hierarchii ‚Double Dutchess’ siedzi singlowe ‚M.I.L.F.$’, bomba erotyki w wydaniu mamusiek po 40-stce oraz nagrane z Rickiem Rossem ‚Hungry’, idealnie sprawdzające się jako otwieracz albumu. Każdy z tych utworów zawiera w sobie charakterystyczny dla wykonawczyni ‚Glamorous’ pierwiastek dojrzałego seksapilu zaserwowanego w całkowicie zjadalny sposób. Znacznym potencjałem komercyjnym charakteryzuje się również antemiczne ‚A Little Work’. Już po pierwszych kilku odtworzeniach jest dość jasne, iż wspomniana kompozycja doskonale odnajdzie się w popowych rozgłośniach radiowych, głównie za sprawą wpadającego w ucho refrenu oraz charakterystycznej linii melodycznej. Ewentualne komplikacje mogłyby jednakże zostać wywołane przez zupełnie inny czynnik: wśród listy współtwórców piosenki widnieje owiany złą sławą Dr Luke, którego zaangażowanie w ‚A Little Work’ równie dobrze mogłoby się zakończyć dla Fergie PR-ową klęską. Kolejną.

fergie

Na tle nowego zestawu piosenek przygotowanego przez Fergie z łatwością wyróżnia się podgrzewające seksualne napięcie ‚Tension’, wybuchowe ‚Enchante (Carine)’ oraz zamykające krążek ‚Love is Pain’. Pierwszy z nich za sprawą energetycznej linii melodycznej doskonale odnajdzie się w klubowych klimatach, dobrych kilka lat temu ‚Tension’ zresztą równie przyzwoicie poradziłoby sobie na listach przebojów. Autentyczna do bólu ballada ‚Love is Pain’ jest zaś najlepszą nagrodą dla śledzących losy Fergie za ich dziesięcioletnią gehennę: pełna emocji pościelówka obwarowana brzdąkającą gitarą i wokalnymi akrobacjami wokalistki Black Eyed Peas to jeden z lepszych momentów nie tylko na ‚Double Dutchess’, ale i w całej dotychczasowej twórczości amerykańskiej gwiazdy.

Flirtujące ze starą szkołą hip-hopu ‚Like It Ain’t Nuttin’ oznaczone jest dystynktywną muzyczną metką Fergie wzdłuż i poprzek, podobnie zresztą jak wydane ponad dwa lata temu ‚L.A. Love (La La)’. Utwory te posiadają charakterystyczne dla dotychczasowego dorobku Ferguson odważne i bujające rymy, przesiąknięte pewnością siebie oraz niepodrabialną muzyczną zadziornością. Przyjemnym akcentem jest również ballada ‚Save It Till Morning’, w której nie trudno odszukać podobizn do ‚Big Girls Don’t Cry’, gigantycznego przeboju wyprodukowanego przez Fergie w trakcie swojej debiutanckiej ery. I choć szanse na powtórkę komercyjnego sukces sprzed 10 lat za sprawą tego typu ballady są raczej nikłe, to z pewnością emocjonalna odsłona amerykańskiej wokalistki wywoła nutkę nostalgii u niejednego fana.

fergie-double-dutchess

Na ‚Double Dutchess’ można jednocześnie odnaleźć sporą rzeszę utworów, którym do muzycznego ideału nieco daleko: produkcyjna odsłona krążka w wielu momentach kuleje, w niektórych punktach brak przysłowiowej kropki nad „i”, w innych zaś odkryta zostaje spora generyczność materiału i brak kreatywności w serwowanych dźwiękowych figurach. Nie zachwyca chaotyczne ‚You Already Know’ nagrane we współpracy z Nicki Minaj w trakcie, którego dzieje się o wiele za dużo. ‚YAK’ momentami sprawia wrażenie mocno niedopracowanego oraz nieco nieprzemyślanego: zbędne rozciągnięcie piosenki o kolejne minuty oraz dodanie nowych akcentów na finiszu powoduje nieznośny natłok kompletnie zbędnych elementów, których nie są w stanie obronić nawet ogniste wersy Minaj.

Nie bronią się również zbyt basicowe kompozycje pokroju singlowego ‚Life Goes On’ i zabarwionego reggae ‚Love is Blind’: wydane pod koniec ubiegłego roku ‚Life’ razi swoją zbytnią przewidywalnością i oczywistością w trakcie, której wyróżnia się jedynie mocna sekcja kobiecego rapu w wydaniu członkini Black Eyed Peas („You call yourself a rider / You need to speed your loyalty up like Bugatti / Baby don’t underestimate my underdog mentality / We ’bout to race ahead, ambition on Ferrari„). W finalnej rozgrywce gdzieś po drodze gubi się również jednostajne ‚Just Like You’, którego potencjał nie został przez Panią Duhamel w pełni wykorzystany.

fergieteaser

‚Double Dutchess’ to album, który posiada swoje mocne i solidne punkty, całościowo daleko mu jednak do tego, czego można byłoby oczekiwać po następcy legendarnego ‚The Dutchess’. Zestawowi zaproponowanemu przez Fergie w pewnych momentach zdaje się bowiem brakować wystarczającej dawki siły, aby triumfalnie powalczyć na najważniejszych listach przebojów. Oczywiście, myśląc zdroworozsądkowo na tym etapie kampanii promocyjnej, skutecznie palonej od kilku lat, sam fakt pojawienia się nowych singli w popowym eterze powinien być uznany za niemały sukces Fergie. Myśl jednak o tym, że przy właściwym rozdaniu kart w odpowiednim czasie część materiału z ‚Double Dutchess’ mogłaby pomóc wrócić artystce na muzyczny piedestał (‚A Little Work’, ‚Save It Till Morning’, ‚Enchante’) wywołuje ciężki do zwalczenia gorzko-słodki uśmiech. Panie, Panowie, największy bałagan promocyjno-wizerunkowy ostatnich lat mamy już oficjalnie za sobą.

5.8/10

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here