Ewelina Lisowska długo pracowała nad swoim najnowszym longplayem. Na album „Cztery” fani 26-latki czekali prawie dwa lata. Kilka tygodni po premierze krążka w rozmowie z nami Ewelina opowiada o trudach związanych z jego powstaniem, kontrowersjach związanych z singlem „T-Shirt”, a także o swoich muzycznych początkach.

<< ZNAJDŹ NAS NA FACEBOOKU >>

Szukając jakichś ciekawostek na Twój temat, dotarłem do informacji, że Twoja mama jest nauczycielką w szkole podstawowej. Tak się składa, że moja też i z własnego doświadczenia wiem, że tacy rodzice bardzo często widzą przyszłość swoich pociech w branży naukowo-edukacyjnej. Jaka była jej reakcja na Twoje plany o rozpoczęciu kariery w przemyśle muzycznym?

Oczywiście, moja mama, jako nauczycielka, zawsze stawiała wykształcenie na pierwszym miejscu.  Nie wyobrażała sobie, żebym miała nie pójść na studia. Nawet studiowałam przez jakiś czas filologię angielską, ale przerwałam to, bo nagle się okazało, że zaczęłam zajmować się muzyką na poważnie.

Nie byli zadowoleni z Twojego wyboru?

Początkowo moi rodzice podchodzili do tego bardzo sceptycznie, bo muzyk to nie był dla nich do końca zawód. Co innego, gdybym była nauczycielką muzyki… Ale taka piosenkarka – nie do końca im to pasowało. Planowałam zostać nauczycielką języka angielskiego, ale na całe szczęście do tego nie doszło. Cieszę się, że mogę rozwijać swoją pasję i robić w życiu to, co sprawia mi największą przyjemność.

Teraz już chyba jest lepiej?

Teraz już oczywiście nie mają wątpliwości. To były początki, kiedy oni nie do końca mieli świadomość, jak to moje życie będzie wyglądało. Moje piosenki nie były jeszcze grane w rozgłośniach radiowych. Wydaje mi się, że wciąż mają do tego zdrowe podejście, bo wiedzą, że wiele może się zmienić i nauczyli też mnie takiego twardego stąpania po ziemi.

Ty na początku nie tworzyłaś popowej muzyki, nawet growlowałaś.

Tak, tworzyłam muzykę metal core-ową, growlowałam, screamowałam…

Nie kusi cię, żeby do tego wrócić?

Nie…

To nie było to?

Ależ nie, to było jak najbardziej to! Problem w tym, że nie tylko metalem muzyk żyje. Ja mam szerokie horyzonty i uwielbiam muzykę. Niestety, w gatunku metal core często brakowało mi tego, że za mało śpiewałam i bardzo się ucieszyłam, gdy mogłam wreszcie zacząć tworzyć popowe utwory.

To była spora muzyczna metamorfoza.

Pamiętam swoją przemianę wokalną. Często inspirowałam się zespołami rockowymi, w których śpiewali mężczyźni i nie do końca miałam takie wzorce wokalne wśród kobiet. Później usłyszałam muzykę Christiny Aguilery i stałam się jej wielką fanką. Nagle zauważyłam, że mój głos zaczął w ogóle inaczej pracować.

<< ZNAJDŹ NAS NA FACEBOOKU >>

Ten sam głos można wykorzystać w inny sposób.

Tak, jak najbardziej. Uwielbiam występować na scenie i dobrze się czuję, wykonując zarówno muzykę metalową, jak i popową. Zresztą moje koncerty nawet nie są wcale takie popowe – gramy z rockowym uderzeniem. Mam bardzo fajny, zgrany zespół i kompletnie nie brakuje mi tej energii.

A gdybyś dostała propozycję taką, jak na przykład swego czasu Doda, żeby zaśpiewać ze Slashem?

Oczywiście, że bym ją przyjęła!

Tylko kto to mógłby być? Kto jest Twoim idolem?

Mam takie małe marzenie, żeby wystąpić kiedyś z zespołem Papa Roach.

A jeżeli chodzi o współpracę z artystami na polskim rynku muzycznym?

Nie mam takich marzeń. Być może, gdyby pojawiła się jakaś taka ciekawa propozycja. Tu bardziej chodzi już o samą muzykę, o utwór. Jeśli ktoś miałby jakąś świetną piosenkę i czułabym, że się w niej sprawdzę, to na pewno bym się zgodziła.

Piszesz też piosenki dla innych artystów – widziałem, że pisałaś na przykład dla Dawida Kwiatkowskiego.

To była taka jednorazowa akcja, kiedy napisałam dla kogoś piosenkę. Nie ukrywajmy, że skupiam się przede wszystkim na sobie. Wydałam cztery płyty i na każdej z nich większość utworów jest napisana przeze mnie. Dużo daję z siebie dla siebie i bardzo ciężko byłoby mi się skupić na kimś innym.

A gdybyś dostała propozycję wspólnej piosenki z osobą, która nie jest popularna, na przykład jest debiutantem? Piosenka byłaby świetna, ale osoba nie jest w ogóle znana.

To bardzo trudny temat. Nawet nie chodzi nawet o to, czy ktoś jest znany czy nieznany. Ja bardzo rzadko się czymś na tyle ekscytuję, żeby chciało mi się wziąć w tym udział. Lubię robić swoją muzykę i naprawdę ktoś musiałby przyjść do mnie z oryginalnym pomysłem. Chociaż biorę udział… Nie mogę o tym za bardzo powiedzieć, bo jeszcze nic nie jest oficjalne, ale zgodziłam się wziąć udział w pewnym projekcie. Mam nadzieję, że będzie to można usłyszeć niebawem. I żeby nie było – właśnie są to osoby nieznane! Zgodziłam się ze względu na to, że utwór mi się po prostu bardzo spodobał.

Tymczasem Twoja nowa płyta – „CZTERY” – na półkach sklepowych jest już od trzech tygodni. Jak się czujesz ze swoim nowym dzieckiem w dorobku muzycznym?

Bardzo dobrze się czuję. Cieszę się, że zeszło ze mnie to ciśnienie, że muszę wydać płytę, bo fani pytają, kiedy wreszcie będzie coś nowego. Wreszcie mam to za sobą i mogę złapać oddech.

Była aż taka duża presja?

Tak, jak najbardziej. Kiedy nie wydaje się albumu przez dwa lata, to fani zaczynają się już upominać. Wypadałoby wydać coś nowego.

A to nie jest taka prosta sprawa.

Ja dużo rzeczy piszę sama, więc naprawdę jest mi bardzo ciężko. Wbrew pozorom, dwa lata to jest taki zdrowy okres na wydanie płyty. Jeśli miałabym wydać płytę rok po roku, byłoby to prawie niemożliwe.

Ale chyba rzadko się to zdarza – wydawać płyty tak często.

Teraz już chyba coraz rzadziej. Pamiętam, że kiedyś moi ulubieni artyści wydawali płyty co roku, ale podejrzewam, że mieli większą pomoc od kompozytorów. Kiedy ktoś pisze w dużej mierze sam, to naprawdę trudno jest zebrać przez dwa lata wystarczająco dużo pomysłów. Wydałam już czwartą płytę i czasami mam wrażenie, że zjadam własny ogon. Czasem kompletnie nie wiem, co mogę zrobić inaczej.

Właśnie, „Cztery” pisałaś sama, a prace przebiegały ponoć w domowym zaciszu. Potrzebujesz takiego skupienia, tylko ty i twoje myśli w czterech ścianach?

Tak. Staram się nie polegać na innych do końca. Nie ukrywajmy – artyści są tacy, że pójdą tam, gdzie ich wiatr poniesie. Często ciężko jest mi zmobilizować do działania moich muzyków.  Tak często bujają w obłokach, a ja jestem jednak konkretna.

Przejmujesz stery.

Tak. Ta płyta wyszła tak szybko, dlatego że sama się wzięłam ostro do roboty. Początkowo miałam napisać płytę z moim zespołem. Nawet spotkaliśmy się na próby i zrobiliśmy pięć utworów. Mieliśmy wtedy inną wizję tej płyty – miała być bardziej rockowa. Bardzo chciałam wydać szybko tę płytę, więc sama nagromadziłam na swoim komputerze wiele demówek w stylizacji pop. Chciałam napisać jakiś chwytliwy singiel, więc nazbierałam naprawdę masę tych propozycji. Kiedy chciałam już coś z tego wydać, odezwała się do mnie wytwórnia: „Ewelina, chcielibyśmy usłyszeć od ciebie więcej propozycji niż jeden singiel – całą płytę. Możesz nam już pokazać, jak ona ma wyglądać? Chcemy ją wydać w tym roku”. A ja miałam tylko pięć utworów nagranych z chłopakami na dyktafon i to się kompletnie nie nadawało do pokazania nikomu.

Co zrobiłaś? 

Stwierdziłam, że będę działała sama. Zebrałam te wszystkie pomysły z komputera. Okazało się, że jak pogrzebałam, to znalazłam bez problemu dziesięć utworów. Poczułam, że ta płyta nie jest robiona na siłę, tylko mam w czym wybierać. Nawet na końcowym etapie zamieniłam jeden utwór. Powiedziałam producentowi: „Stop! Nie zabieraj się jeszcze za robienie tego kawałka. Ja ci przyniosę lepszy!”, bo czułam, że go napiszę i rzeczywiście to zrobiłam. [śmiech] Tego samego dnia od razu mu wysłałam nową propozycję.

Ta płyta jest dopracowana.

Tak, czuję, że każdy z kawałków jest taki dopieszczony. Żaden nie był robiony na siłę.

Czujesz presję sukcesu komercyjnego przy tej płycie czy nie zwracasz na to uwagi?

Zupełnie nie zwracam na to uwagi. Zwariowałabym, gdybym miała jeszcze kalkulować i patrzeć na lajki, wyniki sprzedaży, wyświetlenia… Kompletnie nie chcę się tym interesować, moja psychika jest wtedy zdrowsza.

Nie bierzesz udziału w wyścigu szczurów?

Ja z nikim się o nic nie ścigam – po prostu dostarczam ludziom swoją muzykę, bo to potrafię robić. Niech to sobie żyje własnym życiem, nie chcę tego na siłę pompować i nachalnie reklamować.

Twój singiel „T-shirt” wywołał burzę w sieci.

Tak, zupełnie się tego nie spodziewałam, ale cieszę się z tego powodu, że przynajmniej ludzie mieli o czym porozmawiać. [śmiech]

Wsadziłaś kij w mrowisko. Zarzucano ci, że w dobie walki o prawa kobiet Ty zajmujesz się takimi tematami… 

Ale to jest kompletna bzdura! Uważam, że kobiety są już w dzisiejszych czasach silne i niezależne. Okej, niektóre rzeczywiście znajdują sobie powody, dla których muszą o siebie walczyć. Ja absolutnie nie czuję, że jako kobieta muszę o cokolwiek w życiu się bić. Jestem silna, niezależna, robię to, co kocham. Ciężko jest mi zarzucić, że śpiewając w utworze o dziewczynie, która jest totalnie podporządkowana swojemu mężczyźnie, śpiewam o sobie bądź taki model promuję. Zupełnie nie. [śmiech]

Czyli to taki żart.

Tak, jest to karykatura tego typu osoby. Dziwię się, że niektóre kobiety naprawdę chcą być czyjąś ozdobą, takim kwiatkiem w butonierce. To mi się po prostu nie mieści w głowie, że można nie mieć pasji, kompletnie się do kogoś dokleić i żyć czyimś życiem.

Podkreślasz, że tekst do „T-Shirt” należy traktować jako parodię takiego zachowania, jednak niektórzy i tak tego nie przyjmują do wiadomości zalewając Twoje media społecznościowe przeróżnymi komentarzami. Nie masz czasem ochoty się z nimi wdać w polemikę?

Zupełnie mi się nie chce tracić na to energii. Podchodzę do życia z uśmiechem i staram się nikomu nie przeszkadzać. Dziwię się, że niektórzy ludzi potrafią być na tyle obrzydliwi. Zapominają, że wszyscy jesteśmy tylko ludźmi. Ja nie jestem inną osobą niż oni ani stojącym posągiem, który przyjmie na siebie wszystko. Ludzie nie znają wagi słowa i rzucają często jakieś komentarze, nie myśląc, że mogą kogoś urazić. Ja stałam się już odporna na to wszystko, bo działam w tej branży kilka lat. Zresztą po mojej przygodzie z reklamą nic nie jest w stanie mnie już zaskoczyć. Spadła na mnie wtedy ogromna fala hejtu i nie sądzę, żeby teraz cokolwiek jeszcze mogło mnie przewrócić.

Pomówmy o Twojej aktywności w sieci. Na mediach społecznościowych niektórzy dzielą się z innymi każdą sekundą swojego życia. Ty tego nie robisz.

Nie lubię.

Nie dzielisz się swoją prywatnością.

Nie za dużo. Wiem, że moi fani często chcieliby troszkę więcej mnie zobaczyć na Instagramie,  ale nie ukrywam, że ja wolę żyć tu i teraz – nie tym, co się dzieje w Internecie.

A irytujesz się, kiedy ktoś cię nazywa celebrytką?

Na pewno nie jestem celebrytką, więc ciężko jest mi się denerwować z tego powodu, skoro nie pasuję do tego portretu.

Kim jest celebryta według ciebie?

To osoba, która biega po ściankach.

Ty za to nie biegasz po ściankach.

Nie biegam po ściankach. Pojawiam się tylko i wyłącznie na imprezach muzycznych. Skupiam się na muzyce. Poza tym, że wzięłam udział w jednej głośnej reklamie, to nie jestem standem reklamowym i nie wciskam ludziom różnych produktów na każdym kroku.

Podkreślałaś w paru wywiadach, że to, co ci pozwala przetrwać, to fakt, że mieszkasz poza Warszawą. Nie lubisz tego miejsca?

Jest mi tutaj zbyt duszno i tłoczno. To może jest śmieszne, ale ja naprawdę uwielbiam mieszkać w swojej niewielkiej miejscowości, gdzie mam blisko rodzinę i swoich znajomych.

Ilu tam ludzi mieszka?

Czterdzieści tysięcy.

Widzisz siebie za kilkadziesiąt lat jako emerytowaną piosenkarkę mieszkającą właśnie w takim małym miasteczku.

Na wiosce! Na pewno. Nawet mam takie plany, bo wyobrażam sobie docelowo mieszkać w domu z ogrodem na wsi. Mam już właściwie takie swoje upatrzone miejsce na ziemi, więc raczej tam zostanę i absolutnie mi to nie przeszkadza. Nie potrzebuję dużego miasta, nie potrzebuję całego tego zamieszania i szumu.

Warto wspomnieć o Twojej ostatniej przygodzie z dubbingiem. Brałaś ostatnio udział w filmie „Książę Czaruś”. Wcześniej, parę lat temu dubbingowałaś w „Ryśku Lwie Serce”. Odnajdujesz się w tym?

Bardzo mi się to podoba i mogłabym to robić częściej. Naprawdę jest to super frajda.

Gdybyś nie była piosenkarką, mogłabyś być na przykład aktorką dubbingową.

A czemu nie! [śmiech] Na pewno dobrze bym się bawiła na nagraniach.

Nagrałaś też piosenkę do filmu „Książę Czaruś”.

Tak, ale powiem szczerze, że nagrywanie piosenek do bajki jest dużo trudniejsze niż dubbing. Fajnie jest się wcielić w jakąś postać i zagrać rolę, ale kiedy trzeba zaśpiewać piosenkę i nie można do końca pokazywać w niej siebie, to jest ciężej.

Dlaczego?

Ja już mam swoje nawyki i staram się śpiewać utwory we własny sposób, a tutaj musiałam troszkę się dopasować. Nie do końca mi się akurat to podobało. Ale jeśli chodzi o odgrywanie roli, to jest to bardzo fajne.

Musiałaś śpiewać z perspektywy Kopciuszka.

Tak, a poza tym mieć na uwadze, że jest to bajka i głos musi być taki bajkowy, a nie taki charyzmatyczny, jak pokazuję na co dzień.

A jak ci się współpracowało z Honoratą Skarbek i Martą Gałuszewską?

Nie miałam zbyt dużej styczności z nimi, bo każda nagrywała oddzielnie. Razem nagrywałyśmy tylko klip i był to jeden dzień zdjęciowy, który przebiegł bardzo szybko, było dużo pracy.

Sprawnie poszło. A masz coś w sobie z tego Kopciuszka w życiu prywatnym?

Jeśli chodzi o tę rolę, to w jakiś sposób tak. Ten mój Kopciuszek jest taką dziewczyną z jajami i wydaje mi się, że ta postać akurat bardzo do mnie pasowała.  Pewnie dlatego mi ją dali.

I ten Kopciuszek musiał śpiewać, więc odezwali się do kogoś, kto śpiewa. Z takich innych Twoich pozamuzycznych dokonań, cofnijmy się o parę lat, kiedy to wygrałaś „Taniec z Gwiazdami”. Co się stało z Kryształową Kulą?

Kryształowa Kula została przekazana na licytację charytatywną. Wspieram Stowarzyszenie Przyjaciół Dzieci i Osób Niepełnosprawnych w Milczu. Oni dostali tę kulę. Koncert charytatywny, który wtedy dla nich zagrałam, zapoczątkował otwarcie tam pokoju wytchnień dla rodziców. Wszyscy mówią o tym, że musimy adaptować pomieszczenia na użytek osób niepełnosprawnych, ale nikt nie myśli o tym, że ich rodzice też czasami potrzebują pomocy i chwili na oddech. Wciąż muszą się zajmować tymi dzieciakami przez całe ich życie. Ci rodzice często są już starsi i schorowani. Jest im trudno. Nie mogą sami pójść do lekarza, bo z dzieckiem nie ma kto zostać. Powstał więc taki pokój wytchnień, w którym rodzice mogą je zostawić pod dobrą opieką bez zamartwiania się i spokojnie załatwić swoje sprawy życia codziennego lub po prostu odpocząć. Cieszę się, że dzięki temu wszystkiemu ten projekt mógł ruszyć. Teraz to wszystko się tak rozwinęło, że już ponad czterdzieścioro dzieci z tego korzysta.

Świetnie wyszło z tą kulą. Dobra inicjatywa. A gdybyś dostała propozycję wzięcia udziału w jakimś innym programie telewizyjnym – zgodziłabyś się?

Niestety, nie ma na chwilę obecną programu, który mógłby mnie zainteresować. Taniec był dla mnie wyzwaniem i bardzo chciałam tego spróbować. Już jako dziecko zawsze marzyłam o tańcu, ale jakoś nigdy nie było mi po drodze.

A nie ma w Tobie takiej chęci survivalowej przygody? Chodzi mi o takie programy typu „Azja Express” czy „Agent”, które ostatnio są na fali.

Być może kiedyś, zobaczymy. Nie mówię nie. Teraz nie miałam takiej potrzeby. Kto wie, może się to zmieni.

A propos podróży – podróżujesz dużo w związku z trasą koncertową. Jak sobie z tym radzisz? Jednego dnia jesteś w Dąbrowie Górniczej, drugiego w Gdańsku. Jak to jest?

To jest rzeczywiście życie na wariackich papierach, ciągle na walizkach. Momentami nawet sama muszę prowadzić! Ostatnio mieliśmy taki wyjazd na Mazury. Zagraliśmy koncert, skończyliśmy rozdawanie autografów o północy, a o godzinie czwartej rano ja już musiałam wsiąść do samochodu i jechać sześć godzin. To było megawyzwanie. Czasami takie wyzwania się pojawiają, ale jestem wtedy bardzo zmobilizowana i skoncentrowana na tym, co robię. Później w poniedziałek mogę odpoczywać – dla mnie poniedziałek jest taką niedzielą, wszystko mi się przesuwa. [śmiech]

Czyli to nie jest tak, że biorą Ewelinę, wsadzają w helikopter, zawożą gdzieś, ona tylko wychodzi na scenę, śpiewa i potem ją przewożą w inne miejsce. A prezentowałaś już utwory z najnowszej płyty na koncertach? Jak się przyjmują?

Tak, gramy trzy utwory. Mam na koncie cztery albumy i nie da się zagrać więcej z nowej płyty, kiedy mam kilkanaście singli. Nawet nie wszystkie gramy, bo staramy się powybierać te najbardziej popularne, żeby móc wpleść w set listę i pokazać inne utwory z płyty, które nie są znane, a nam sprawiają frajdę na koncertach.

Twoje ulubione utwory z najnowszej płyty?

Na pewno moim ulubionym utworem z tej płyty jest „Nie Ufaj”, ale bliski mojemu sercu jest też „Pokonamy Sztorm”.

Super, też go lubię. Wspomniałaś już, że od Twojego debiutu minęło już kilka lat – a Ty ciągle jesteś na topie.

Nie wiem, czy jestem na topie. Cały czas mi się wydaje, że już troszkę odchodzę do lamusa, że się starzeję, że młodzież ma już zupełnie inne zajawki. Teraz wchodzą te trapy, rapy i inne historie, które ja nie do końca czuję i rozumiem.

Nie chciałabyś spróbować czegoś takiego?

Chyba nie. To raczej nie są moje klimaty i chyba ludzie nie chcieliby mnie usłyszeć w takim wydaniu. Ciężko jest mi powiedzieć, czy jestem na topie. Być może dlatego, że mieszkam w małej miejscowości i wydaje mi się, że moje życie jest kompletnie nieciekawe. Jestem zupełnie normalną osobą. [śmiech]

Ale sukces odniosłaś i nadal odnosisz. Masz jakiś przepis?

To jest bardzo trudne pytanie. Na pewno trzeba robić w życiu to, co się czuje i co się lubi. Nie mieć na nic ciśnienia – to jest też ważne, żeby nie poddać się presji.

Robić to, co się kocha.

Tak, na spontanie, na luzie.

Wspaniale! Dziękuję bardzo za rozmowę!

Dzięki, bardzo miło mi się rozmawiało. [śmiech]

A, nie! Jeszcze mam jedno dodatkowe pytanie. Miałem Ci je zadać, ale pomyślałem, że słyszałaś je już wiele razy, więc zrobię to od drugiej strony. Ilu ludzi Cię pytało, czy znajdą za zakrętem nowe horyzonty i jaka była wtedy Twoja odpowiedź?

Wydaje mi się, że naliczyłabym z dziesięć osób, które w komentarzach gdzieś na fejsie kiedyś mnie atakowały przy premierze płyty „Nowe Horyzonty”. I co ja odpowiadałam? Chyba: „Na pewno! Try it!” [śmiech].


K O N K U R S!

Dla wszystkich fanów Eweliny Lisowskiej mamy niespodziankę – konkurs, w którym do zgarnięcia są trzy najnowsze płyty Eweliny podpisane przez wokalistkę. Co należy zrobić?

  1. udostępnij ten wywiad na swoich mediach społecznościowych publicznie (Facebook lub Instagram) oznaczając nas w poście (@luvpop.pl) i dodając hasztag #CZTERYluvpop,
  2. wśród wszystkich uczestników wybierzemy TRZY osoby, do których powędruje krążek Eweliny „CZTERY” z autografem.

Na Wasze zgłoszenia czekamy do 30 lipca 2018 roku. Wyniki pojawią się do 5 sierpnia 2018 roku w tym poście.

Wyniki konkursu:

Płyty Eweliny Lisowskiej – „Cztery” – trafiają do:

  1. Weronika Łukaszewska,
  2. Mateusz Witała,
  3. Jarek Kamiński.

Zwycięzcom gratulujemy i prosimy o kontakt e-mail (kontakt@luvpop.pl) z danymi do wysyłki.

<< ZNAJDŹ NAS NA FACEBOOKU >>

LUVPOP

LUVPOP. 8,011 likes · 1,048 talking about this. 101% popowych ciasteczek. www.instagram.com/luvpop.pl www.twitter.com/luvpopPL snap: luvpopPL kontakt@luvpop.pl

<< ZNAJDŹ NAS NA FACEBOOKU >>

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here