Pod koniec ubiegłego roku, po owocnej serii kapitalnych singli, największym pragnieniem lwiej części popowych śmiertelników była chociażby jedna upojna noc z debiutanckim albumem Duy Lipy. Wbrew pozorom w rzeczywistości marzenie to nie okazało się należeć do najłatwiejszych do spełnienia: niekompetencja osób odpowiedzialnych za rozkwit kariery młodej Brytyjki sprawiła, że jej debiut fonograficzny miał około 656 różnych dat premiery, a przez ten czas wypstrykano ponad pięć singli.


Finalny efekt jest jednak godny niemiłosiernie długiego czekania: w czasie, w którym niektórym udało się zdać maturę (a następnie ją poprawić), a inni zdołali dwu- lub trzykrotnie wylecieć ze studiów, Dua Lipa przygotowała odpowiedź na wszystkie Wasze muzyczne modlitwy. Starannie, skrupulatnie, nienagannie. Niełatwa podróż brytyjskiej piosenkarki kosowsko-albańskiego pochodzenia obrodziła w szereg znakomitych, świeżo-brzmiących kompozycji. Od intrygującego swym dźwiękiem New Love i okraszonego jedynie brzdąkającą gitarą Thinking ‚Bout You do całkowicie-wciągającego Last Dance – Dua Lipa swym debiutanckim albumem stawia pewny krok jasno dając do zrozumienia, iż w popowym świecie musi się znaleźć miejsce także dla niej. Gdy część rówieśniczek Brytyjki w dalszym ciągu nie do końca potrafi odnaleźć swoją muzyczną tożsamość Lipie idzie to wręcz wyśmienicie: otwierające album Genesis idealnie wytwarza aurę tajemniczości zamkniętą w popowej doskonałości (refren – chapeau bas!), podczas gdy wyprodukowane przez kanadyjskiego muzyka Grega Wellsa Garden skutecznie wprowadza nutkę dramaturgii owianą nowoczesną produkcją i biblijnym motywem (‚So are we leaving this garden of eden?‚). Propozycją-nie-do-odrzucenia jest także IDGAF: wciągająca melodia połączona z pyskatym tekstem oraz doskonałą produkcją brytyjskiego muzyka MNEK’a sprawia, że to jeden z najpoważniejszych kandydatów do roli kolejnego singla.

Prawdziwy moment pop-gwiazdy następuje wraz z nadejściem energetycznego Hotter Than Hell. Wyprodukowana przez Jay’a Reynoldsa kompozycja (Paloma Faith, The Vamps, Pixie Lott) skutecznie podnosi ciśnienie już od swojego pierwszego taktu sprawiając, że po trzech żywiołowych minutach na próżno szukać w obrębie trzystu kilometrów sponiewieranej peruki. Docelowe uderzenie ma jednak dopiero nadejść: zagrane na milion różnych sposobów przez rozgłośnie radiowe synth-popowe Be The One nie pozostawia nawet najmniejszych złudzeń co do swojego statusu w dyskografii Lipy. Jeśli bowiem po niemalże dwóch latach codziennego maltretowania danym utworem, na dodatek z każdej możliwej strony, brzmi on nadal dobrze to okoliczność ta może oznaczać wyłącznie jedno: to absolutny cholerny popowy-majstersztyk. 

Debiut fonograficzny DL mógłby spokojnie zostać zrealizowany bez jakichkolwiek duetów. Pomysł ten byłby zresztą całkiem dobrym rozwiązaniem, w szczególności biorąc pod uwagę fakt, iż występujący w Lost in Your Light Miguel zmierza wprost donikąd, zaś po drodze skutecznie odciąga uwagę od głównej zainteresowanej rozmywając potencjalną energię kawałka. O tym jak świetnie wokalistka brzmi w wersji solo świadczyć może chociażby przebojowe Blow Your Mind (Mwah), w którym muzyczna przestrzeń jest zagospodarowana w 100 procentach zas sprawą zapadającemu w pamięć refrenowi i charakterystycznym wokalom. To właśnie niepodrabialna barwa głosu 22-letniej wokalistki stanowi najlepszy ulepszacz każdej kompozycji zawartej na jej debiutanckim krążku – wszakże zdolność odróżniająca głosu Duy jest niebywała, a także nadaje muzycznym propozycjom spod szyldu piosenkarki własny i niepowtarzalny charakter. W tle energetycznych bangerów i gotowych do podbicia list przebojów kawałków pozostaje nieco spokojniejsze Homesick. Kompozycja, w której gościnnie pojawia się Chris Martin z Coldplay, stanowi przyjemny i zasłużony odpoczynek, lecz nie przykuwa uwagi równie mocno co poprzednicy. Podobny problem spotyka Begging, które jest jednym z mniej charakterystycznych utworów na fonograficznym debiucie brytyjskiej wokalistki. Kompozycje te odchodzą w zapomnienie wraz z nadejściem urokliwego No Goodbyes, hipnotyzującego Room For 2 czy też pełnego energii, znakomitego New Rules. Ten ostatni pod względem przebojowości nie ustępuje nawet w jednej setnej sztandarowym przebojom Duy z właśnie-wydanego krążka – Be The OneHotter Than Hell i Blow Your Mind (Mwah). 

Świat popu rozpaczliwie potrzebował tej dziewczyny. Opóźnienia w premierze pierwszego autorskiego albumu Duy Lipy w żaden negatywny sposób nie wpłynęły na jego odbiór: kawałki wydane na przestrzeni ostatnich dwóch lat nadal brzmią wyjątkowo świeżo (Be The One, Last Dance, New Love), a pozostała cześć premierowego materiału niewątpliwie nadąża nad swoimi bardziej znanymi poprzednikami. Debiut fonograficzny Lipy jest naszpikowany kompozycjami, które należy poczytywać za ostateczną definicję tego, jak brytyjski pop powinien brzmieć w 2017 roku – New Rules, IDGAF i Genesis udowadniają, że Dua Lipa w ciągu najbliższych kilku miesięcy ma olbrzymie szanse na podbicie najważniejszych rynków przemysłu muzycznego. Debiutująca gwiazda powinna jednocześnie jak najszybciej zadbać o nowe wizytówki: od momentu premiery pierwszego krążka musi widnieć na nich już tylko jeden napis – najbardziej ekscytująca popowa dziewczyna ostatnich lat.

8.7/10

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here