Mówi się, że dla artysty największym wyzwaniem jest wydanie drugiej płyty. Tym trudniejsze jest to zadanie, kiedy debiut został bardzo dobrze przyjęty zarówno przez publiczność, jak i krytyków muzycznych. Wybrać bezpieczeństwo i nagrać coś zbliżonego klimatem do poprzedniego krążka czy zaryzykować i wydać coś zupełnie innego, nie mając pewności czy ludzie to kupią? Przed takim wyborem stanęła Daria Zawiałow. Wybrała to drugie. Dziś oceniamy efekt, jakim jest wydany 8 marca album „Helsinki”.

Już pierwszy singiel „Nie dobiję się do Ciebie” zwiastował, że 26-letnia artystka odeszła od tego, co zaprezentowała na płycie „A Kysz!” i sięgnęła po charakterystyczne dla lat 80. brzmienie. Nie inaczej było przy kolejnym utworze promującym „Helsinki”, zatytułowanym „Szarówka”. Oba single okazały się być strzałem w dziesiątkę. Za balansujące w klimatach elektroniki „Nie dobiję się do Ciebie” Daria otrzymała nominację do Fryderyka w kategorii „Utwór roku”, a klip do „Szarówki” cieszy się sporym sukcesem na YouTubie i w niedługim czasie przekroczył liczbę miliona wyświetleń. Jak zatem wybrane single odnoszą się do materiału zgromadzonego na całym krążku?

„Helsinki” to płyta niezwykle eklektyczna, co stanowi jej zdecydowany atut. Ci, którzy sądzili, że „ejtisowy” klimat zdominuje całe jej brzmienie, mogą być mocno zaskoczeni. Tak samo mylny mógł okazać się tytuł krążka. „Helsinki” w kontekście płyty zostały użyte nie jako wyraz nadmiernej inspiracji, przesiąknięcia skandynawską muzyką, a raczej jako symbol chłodu oraz magii tego miejsca. Co prawda, mamy tu kilka utworów wpasowujących się w wytworzone przez single oczekiwania, takie jak chociażby fenomenalne „Gdybym miała serce” czy „Hej Hej!”, które widzę w roli kolejnych singli, ale nie zabrakło też miejsca na klimatyczne ballady w postaci utworów „Winter Is Coming” lub „Płynne szczęście”, której umieszczenie w roli kawałka otwierającego wydawnictwo było posunięciem wręcz kapitalnym.

Jeśli chodzi o moje osobiste faworyty, to jak napisałem wcześniej, są to przede wszystkim „Gdybym miała serce” oraz „Hej Hej!”, ale także tytułowe „Helsinki”, rytmiczne „Wielka płyta”, klimatyczne „Płynne szczęście” oraz przewrotne „Kryzys Wieku Naszego”. Pod względem produkcyjnym krążek stoi na najwyższej półce. Daria dokonuje próby zaserwowania czegoś oryginalnego, odrobinę mniej komercyjnego i bardziej wymagającego, nie gubiąc przy tym naturalnej dla siebie autentyczności. Słabych momentów właściwie tu nie ma. Również tekstowo. Wokalistka po raz kolejny udowodniła, że potrafi pisać bardzo dobre, trafne, czasami z przymrużeniem oka teksty. Każda z 16 piosenek (wersja deluxe) ma przysłowiowe „to coś”, każda intryguje, oczarowuje i zachęca słuchacza, aby szedł dalej, eksplorował i zatapiał się w zebranych na longplayu słowach i dźwiękach.

No właśnie, dźwięki! Muzycznie, „Helsinki” to udana mieszanka alternatywy i pop-rocka. Usłyszymy tu sporo gitary oraz syntezatorów, które przywodzą na myśl przeboje sprzed trzydziestu lat. Wyraźnie słychać też inspiracje Nosowską, Melą Koteluk, a nawet Mery Spolsky („Kryzys Wieku Naszego”). Wszystko to zebrane w różnorodny, ale przy tym bardzo spójny album. Doskonałą puentą całego krążka jest kompozycja „Freddie”, która właściwie stanowi przekrój wspomnianych zalet materiału. Po wyciszeniu produkcyjnych fajerwerków, słuchacz pozostaje z dość skąpą w swej odsłonie, autentyczną i emocjonalną balladą, opartą na dźwiękach żywych instrumentów, idealnie współgrających z charakterystycznym wokalem młodej artystki.

Decydując się na zmiany, Daria i jej muzycy wykonali kawał dobrej roboty. Nie ma wątpliwości, że jest to płyta przełomowa w repertuarze tej zdolnej artystki, która zapewne jeszcze nieraz nas zaskoczy. Finalnie otrzymaliśmy autentyczną opowieść skompresowaną do kilkudziesięciu minut, w trakcie której artystka śmiało udowadnia, że nie bez przyczyny określana jest mianem jednej z najbardziej obiecujących postaci polskiej sceny muzycznej młodego pokolenia. To także, przynajmniej dla mnie, póki co najlepszy polski album 2019 roku i przyznam szczerze, że nie chcę, by się to zmieniło. Podobno kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Daria w takim razie może sięgnąć po całą butelkę i to takiego z najwyższej półki!

9/10

 

 

Daria Zawiałow ‚A Kysz!’: tej Pani nie należy wcale przeganiać [recenzja]

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here