Debiutancki album Cleo nagrany wspólnie z Donatanem spotkał się z dość ciepłym przyjęciem ze strony publiczności. Wydana w 2014 roku ‘Hiper/Chimera’ dryfując na fali eurowizyjnego sukcesu singla ‘My Słowianie’ rozeszła się w nakładzie przekraczającym 60 tys. egzemplarzy osiągając status podwójnej platyny. Solowy album naczelnej Słowianki Pana Donatana – ‘Bastet’ – ma stanowić moment, w którym nieco przaśna słowiańska spódnica zostanie spalona w kącie, a na jej zgliszczach narodzi się wabiąca dźwiękiem „kocia mama”. Tylko czy przez proces tej swoistej muzycznej przemiany Cleo w rzeczywistości przechodzi zwinnym, kocim ruchem?

Całość pierwszej solowej ery Cleo zdaje się być kompleksowo przemyślana i w pewnym zakresie wzorowana na zagranicznych kampaniach muzycznych: jest wyróżniający się koncept bogini Bastet, klipy z celebrytami napędzającymi kliknięcia i różnorodna mieszanka gatunków muzycznych. Elementami w zakresie, których braki są natomiast rażąco zauważalne to artystyczna dojrzałość i teksty, które nierzadko graniczą z absurdem. We wstępie do krążka (kompozycja ‘List’), stanowiącym ukłon w kierunku fanów, dostajemy solidną dawkę wyśpiewanych w dramatyczny sposób wyznań Cleo o mającej właśnie miejsce metamorfozie. Orientalny klimat wspierany w tle przez lwie ryki (!) naszkicowany został zaś w tytułowej kompozycji solowego albumu ex-Słowianki, której wcale nie tak daleko do uprzednich dokonań z Donatanem. Egzotyczne brzmienie kontynuuje wybrane na singiel ‘N-O-C’ będące jedyną kompozycją na ‘Bastet’ o jakimkolwiek komercyjnym potencjale.

Dość przyjemne dla ucha jest także zakrapiana czarnym brzmieniem w swoiście polskim wydaniu ‘Astrofizyka’, która ukazuje niewątpliwą dystynktywność głosu Cleo. Szablonowym, ale wciąż przyzwoitym, popowym numerem jest za to promujące krążek ‘Wolę Być’, którego chwytliwa linia melodyczna i zapadający w pamięć refren dość dobrze wypada na tle pozostałych pieśni z ‘Bastet’. Wybór tego kawałka na drugi singiel rekompensuje tani festiwal ckliwości i auto-tune, jaki został zaserwowany w wiodącym kampanię płyty utworze ‘Zabiorę Nas’. Utrzymane w podobnej stylistyce ‘Na Pół’ niczym nie zaskakuje i powiela przerobione wcześniej schematy właściwe dla tego rodzaju kompozycji, co może świadczyć o tym, że już niedługo kawałek ten będzie wyskakiwał z każdej polskiej rozgłośni radiowej. Momentem płyty mogłoby z pewnością być dość ciekawe i dramatyczne ‘Sami’ – cały urok kompozycji zatarty zostaje jednak przez zupełnie niepotrzebny beat w refrenie, powielany w niemalże każdym utworze na tej płycie.

Kiepskim żartem w wyjątkowo tandetnej otoczce jest jarmarczne ‘Mi-Sie’, którego w swojej dyskografii nie powstydziłby się prawdopodobnie sam Radek Liszewski. Abstrahując od linii melodycznej żywcem wziętej z Polo TV, uwagę przykuwa absurdalna warstwa tekstowa utworu, która prawdopodobnie świetnie odnalazłaby się w nowym wydaniu Smerfnych Hitów (‘Jeszcze tylko trochę, kocham tę robotę / Jeszcze tylko trochę, jutro będzie wolne i Mi-Się pójdą w las / O takie Mi-Się chce, które z domu wyciągają mnie’ lub ‘Mi-Się raz, Mi-Się dwa, idą wszyscy, idę ja, Mi-Się trzy, Mi-Się cztery, to są imprezowe żery’). Orszak tandety zgrabnie podtrzymuje ‘Kocia Mama’ (‘Tańcz jak Kocia Mama, ona buja nas, buja nas, EE’), która sprawdzi się na niejednej podmiejskiej dyskotece, zwieńczony zaś zostaje kompozycją ‘Przepis Idealny’, której tekst przekracza wszelkie granice absurdu dorównując nieodżałowanej piosence o jajecznicy Pani Janosz. Hucznie zapowiadana boginii Bastet okazuje się bowiem zwykłą śmiertelniczką posiadającą przepis na perfekcyjnego Pana, którego… doprawia i smaży. Tak jest, dokładnie. I cytując fragment tego poematu następnie „jaja dwa wrzuci na ruszt, bo bez nich ani rusz”.

Nowa płyta Cleo wywołuje mieszane uczucia i pozostawia dość poważny niedosyt: ‘Bastet’ to bowiem krążek wokalistki o niezaprzeczalnym talencie, która masowo serwuje dźwięki i teksty na granicy muzycznego absurdu. Nie wiadomo zatem, co tak naprawdę Asia chce tym materiałem przekazać – reklama w charakterze muzycznej bogini dźwięków ma się nijak do przaśnego wytworu w postaci ‘Bastet’, którego data muzycznego spożycia nie przekracza kolejnych 3 miesięcy. Imponujące w pewnych momentach płyty wokale zostają skutecznie przykryte piosenkami o Mi-Siach, jajach i innych kiczowatowych wyrobach, a przyzwoite cząstki ‘Bastet’ z łatwością gubią się w gąszczu wszystkich niejadalnych elementów, jakie serwuje Cleo.

[3.0/10.0]

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here