befunky-collage-2

CAMILA CABELLO ‚Camila’: zaskakująco spokojny odcień ognistej ‚Havany’ [RECENZJA]

Solowy debiut 20-letniej Camili Cabello od dawna wywoływał spore emocje. Kwaśne rozstanie z macierzystą grupą, pierwszy falstart z napisanym przez Się ‚Crying in the Club’ oraz triumfalne drugie podejście z wciągającą ‚Havaną’ – w trakcie ostatnich 12 miesięcy w zawodowej sferze życia 20-latki działo się wyjątkowo dużo. A jak w tym całym rozgardiaszu odnajduje się jej pierwszy własny album? Spokojnie, ‚Camila’ nie zawodzi. 


cc-4-137065563


Kiedy w grudniu 2016 roku Camila Cabello na dobre odłączyła się od Fifth Harmony oczy wszystkich zwrócone zostały na 20-letnią Kubankę wychowaną w Miami. Pewne było to, że to właśnie w tej 20-latce reprezentanci wytwórni dziewczyn zauważyli spory solowy potencjał, który mógł sprawić, że kariera Cabello przerodzi się w coś znacznie bardziej długotrwałego niż kilkusezonowa grupowa prezentacja skrojonych przez specjalistów kompozycji. Zaskakujący w tym wszystkim jest natomiast kierunek, jaki Camila obrała na swoim debiutanckim krążku: poza singlową ‚Havaną’ nie ma oczywistych radiowych przebojów czekających na swoje miejsce na światowych playlistach, jest za to pewna surowość, wrażliwość i wysuwające się na pierwszy plan charakterystyczne wokale autorki longplaya.

Pierwszy krok w solowej dyskografii 20-letniej Cabello niewątpliwie pozbawiony jest strzelających produkcyjnych ogni, pierwszoligowych kolaboracji i ślepej gonitwy za tym, co aktualnie w muzycznej trawie piszczy. Wspomniany lead-singiel z projektu ‚Camila’, nagrany wspólnie z Young Thugiem, w zasadzie oparty jest na trzech dość banalnych dźwiękach i równie prostym aranżu. Wystarcza to jednak do tego, aby ‚Havana’ już przy swoim pierwszym uderzeniu wyrobiła sobie ciepłe miejsce w sercach większości słuchaczy. Wśród highlightów tego albumu można spokojnie wymienić wydziergane urokliwym falsetem ‚Never Be The Same’ (za produkcję odpowiada znany ze współpracy z Lorde i Drake’m Frank Dukes) oraz seksownie wciągające ‚She Loves Control’. To właśnie w tych momentach Cabello brzmi nienagannie, w głównej mierze za sprawą sensualnych dźwięków zgrabnie przeplatających się z widzianą oczami młodej osoby opowieścią o dwubiegunowej relacji damsko-męskiej (‚Something must’ve gone wrong in my brain /Got your chemicals all in my veins / Feeling all the highs, feeling all the pain‚).


camila-cabello-new-singles-new-album-2018


Bardziej drapieżna odsłona byłej wokalistki Fifth Harmony to jedynie odsetek tego, co można usłyszeć i doświadczyć na jej fonograficznym solowym debiucie. Wszakże aż roi się tu od ballad zbudowanych na prostych akustycznych dźwiękach, stonowanych wokalach i ścieżek ubogich w jakiekolwiek większe produkcyjne czary-mary. To dobre posunięcie. Pomimo tego, że w większości ballad na próżno czekać na efekt wow, to w dalszym ciągu są one dla ucha dość przyjemne, wprowadzają przy tym na 37-minutowy album dokładnie to, czego zabrakło w dyskografii Fifth Harmony – element autentyczności. Wyróżnia się melancholijne ‚Something’s Gotta Give’, wybrzmiewające w dźwiękach pianina ‚Consequences’, a także refleksyjne ‚Real Friends’, któremu dość blisko do napisanego przez Eda Sheerana ‚Love Yourself’. 


luvpop_700x200

KLIKNIJ i SPRAWDŹ WIĘCEJ!


Można zakładać, że singlowa ‚Havana’ to największy – i najbardziej hitowy – moment pierwszego krążka Camili Cabello. Błędem byłoby jednak przekreślenie potencjału wspomnianego ‚She Loves Control’,  a także niepoddanie się wibracji prawie-zamykającego album ‚Into It’. I choć utwór ten w zadziwiająco wielu miejscach przypomina ‚Sober’ Lorde (kawałek pochodzący z wydanego w czerwcu ubiegłego roku doskonałego albumu ‚Melodrama’), to zdaje się, że to właśnie w takiej odświeżającej i odrobinę zmysłowej odsłonie Cabello ma szanse na największy sukces komercyjny. Z pewnością w przedostaniu się do podświadomości opinii publicznej nie pomogą 20-latce kompozycje pokroju ‚Inside Out’ i ‚In The Dark’, które pomimo całej swojej poprawności dość szybko nikną gdzieś w oparach znacznie ciekawszych kawałków.

Kamień z serca, debiut Camili Cabello można zaliczyć do udanych. Solowy longplay byłej gwiazdy Fifth Harmony nie razi natłokiem prostych i szybkich rozwiązań, zaskakuje zaś szczerością materiału oraz tym, że w trakcie 37 minut można niejednokrotnie odczuć, że w popowej fabryce wytwarzającej krążek przy maszynie stała sama Cabello, a nie tuzin przypadkowych producentów sklejających pozostałości po innych. Oczywiście, ‚Camili’ daleko do debiutu doskonałego – dużo w tym wszystkim poprawności i urokliwych błędów młodości. 20-latka wyróżnia się jednak wystarczająco na tle swoich koleżanek z branży, aby z dużym przekonaniem rzec, że to właśnie do niej będą należały kolejne lata w popowym świecie. Wszakże taka dawka charyzmy i muzycznej świadomości musi w przyszłości zaowocować solidną pozycją na muzycznym Olimpie.

(6.5/10)


cc-3-137065562


 

Luvpop
Inni sprawdzili też:

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *