Mimo, że uroczej Jasmine van den Bogaerde dopiero za miesiąc stuknie 20-stka, wokalistka ta na swoim koncie ma już trzy albumy. ‘Birdy’ zostało wydane w 2011 roku, a kolejny krążek – ‘Fire Within’ – niecałe dwa lata później. Imponujące, prawda? Najnowszy album Jasmine, szerszej publiczności dobrze znanej jako Birdy, nosi dość banalny tytuł i stanowi swoisty test dorosłości dla zdolnej Brytyjki. Czy artystyczna zawartość ‘Beautiful Lies’ jest bowiem krokiem w muzyczną dojrzałość czy deptaniem w tym samym miejscu?

Opierając się wyłącznie na dźwiękach singla promującego album – ‘Keeping Your Head Up’, można byłoby spokojnie uznać, że Birdy ewoluowała. Kawałek ten stanowiąc połączenie charakterystycznego wokalu wokalistki i towarzyszącego mu ekstatycznego beatu niewątpliwie doskonale wpisuje się w nurt obecnej sceny muzycznej i zachęca do przesłuchania ‘Beautiful Lies’. Tym razem nie jest szaro, smutno i ponuro, a wręcz przeciwnie – dźwięki tego utworu dają potężnego kopa energetycznego. Nie zawodzi też wybrany na drugi singiel utwór ‘Wild Horses’. Pełen osobistego czaru Birdy i chwytający za serce kawałek to porządna dawka popu w prawdziwie smacznym wydaniu. Zresztą i to nie powinno to budzić jakichkolwiek wątpliwości, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, iż w utwór ten swój wkład miał TMS – stojący za sukcesem m.in. ‘Me, myself & I’ G-Eazy, ‘Don’t Be so Hard on Yourself’ Jess Glynne i ‘Wings’ Little Mix.

Jak ma się do tego reszta ‘Beautiful Lies’? Niestety nijak. ‘Keeping Your Head Up’ i ‘Wild Horses’ to jedyne zaskakujące i “przełomowe” momenty tego albumu. Reszta jest taka jak dotychczas – jest nostalgicznie, przytulnie, nieco smutno i …mało ciekawie. W natłoku podobnie brzmiących ballad ciężko znaleźć jakąś prawdziwą perełkę. Oczywiście, wszystko jest smacznie zaserwowane i muzycznie zjadliwe, ale brak w tej stagnacji malutkiej iskry, która postawiłaby ‘Beautiful Lies’ na równe nogi.

Przepiękne dźwięki ‘Silhouette’ i ‘Deep End’ topią się bowiem w gąszczu jednostajnych i niczym niewyróżniających się melodii, a zamykające płytę, urocze ‘Beautiful Lies’ nie będzie w stanie wybudzić słuchacza ze snu, w który prawdopodobnie już dawno zapadł. Przyzwoite ‘Words’ jako samoistny byt też byłoby w stanie się obronić i zaciekawić, ale w bezpośrednim zestawieniu z pięcioma podobnymi kawałkami całkowicie traci swój czar.

Birdy niewątpliwie trzeba oddać to, że jej trzeci album brzmi autentycznie, a to w muzyce zawsze się ceni. Problem tej płyty stanowi jednak to, że choć prawie każdy dźwięk jest i staranny i poprawny, to jednocześnie jest na niej potężny deficyt artystycznej odwagi. Brakuje mi chociażby zabawy melodią, którą za każdym razem w nowy i zaskakujący sposób serwuje nam Florence, czy też emocjonalnego ładunku w głosie, jaki słychać na płytach Adele. Na ‘Beautiful Lies’ próżno szukać dźwiękowych psot i urozmaiceń, a po wysłuchaniu całości krążka można się nabawić pięknej depresji w przyzwoitym wydaniu. Udzielając odpowiedzi na postawione wcześniej pytanie, z lekkim westchnieniem trzeba stwierdzić, że Birdy nadal depcze w tym samym miejscu niewątpliwie szlifując serca swoich stałych, muzycznych odbiorców.

[4.5/10]

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here