Po latach grania drugich skrzypiec dla 28-letniej Bebe Rexhy nadszedł w końcu czas, w którym może zaprezentować światu to, co w duszy jej gra. Na debiutanckim longplay’u „Expectations” pochodząca z Nowego Jorku amerykańska wokalistka z albańskimi korzeniami miksuje ciemny odcień popu z chwytliwymi melodiami i… wychodzi jej to całkiem dobrze.


Rexha podczas czterdziestu trzech minut „Expectations” eksploatuje różnokształtne podgatunki mniej lub bardziej wpadającej w ucho muzyki popularnej. Jest tu moment tętniącego życiem elektro-popu w postaci wybranego już na singiel „I Got You”, gdzie tempo uderzeń oscyluje niemalże wokół setki na minutę; jest też ognisto-krwiste „Self Control”, w którym Bebe wije się pośród żywych brzmień jawnie flirtujących z latynoskim klimatem. To właśnie te dwa kawałki, obok „I’m a Mess”, mają w sobie zaaplikowaną największą dawkę murowanej przebojowości, która zresztą stawia Rexhę jako jedną z najciekawszych autorek zgłębiających popowe meandry. No właśnie, wspomniane „I’m a Mess” to doskonały przykład tego, z jak z wielką lekkością 28-latka serwuje pop wprost skrojony na fale rozgłośni radiowych. Piosenka nie dość, że ma wpadające w ucho zwrotki, to w dodatku dostarcza podwójne uderzenie przy genialnej części wprowadzającej do refrenu oraz przy samym refrenie. Jednym słowem brzmi tak atrakcyjnie, że od pierwszego odsłuchu odnosi się wrażenie, że w tym przypadku musimy mieć do czynienia z przebojem radiowym.

Pozostała część debiutu, ku zaskoczeniu, ma mniej oczywiste pod tym względem brzmienie. Rozpoczynające „Ferrari” brzdęki gitar stopniowo prowadzą do wybuchowego refrenu, który doskonale będzie wybrzmiewał podczas koncertowych perypetii Bebe („I’m a Ferrari pulled off on Mulholland Drive / Over the city, the lights are so pretty from up here / Living in the fast lane is getting kind of lonely„). Toksyczna relacja, którą omawia „Steady” (gościnnie Tory Lanez) staje się pociągająca dzięki pogrążonej w ciemności mrocznej produkcji o solidnych trapowych uderzeniach w refrenie. Inna kolaboracja z „Expectations” nie wypada już tak dobrze – można odnieść wrażenie, że gościnny występ rapera Quavo w „2 Souls on Fire” miał jedynie na celu powiększenie szans 28-latki na przebicie się z kolejnym utworem w amerykańskich rozgłośniach radiowych. Obecność 27-letniego członka Migos jest tu bowiem całkowicie zbędna, zaś samej kompozycji w całej swej lekkości brakuje czegoś, co nadało jej odrobinę wartości odróżniającej na tle innych utworów granych w radiach za oceanem.

Dużo lepiej się prezentuje interesujące „Shining Star”, pełna wciągającej atmosfery nastrojowa opowieść o złej dziewczynie i dobrym chłopcu (a nie na odwrót, co za niespodzianka!) zbudowana na charakterystycznym refrenie, który – jak to w przypadku piosenek Rexhy bywa – pozostaje Twoim dobrym znajomym już po pierwszej wymianie spojrzeń. Uwagę przykuwa również bardziej ponure w swym brzmieniu „Mine”, a także przedrozstaniowe „Knees” („If I’m not all you need then just set me free / I’m down on my knees”) i eksploatujące temat smutku na ulicach LA „Sad” (lepiej płakać w złotym Lambo). Co istotne, wszystkie te kompozycje bardzo dobrze ze sobą współgrają tworząc spójny i koherentny materiał. Gdzieś na skraju tego wszystkiego pozostają dwa wolniejsze numery – „Pillow” i „Grace” – które pomimo swojej wiarygodności pozostawiają pewien niedosyt, w szczególności biorąc pod uwagę poziom i bagaż emocjonalny ukryty chociażby w balladzie „Gone”, którą Rexha wypuściła kilka lat temu.

Debiut Bebe Rexhy mamy już za sobą. Po trzech studyjnych ep-kach i wielu próbach przebicia się do muzycznej A-klasy amerykańska piosenkarka ląduje na cztery łapy z materiałem, na który jej fani z wypiekami na twarzy czekali od lat. „Expectations” to wydawnictwo solidne, przemyślane i z pewnością przygotowane nie „na hura”. 28-latka poświęciła odrobinę więcej czasu, aby odnaleźć swoje własne brzmienie, co finalnie wyszło jej na dobre. Rexha na „Expectations” wyprodukowała bowiem swój własny muzyczny stempel, który przypieczętowany na falach rozgłośni radiowych nie będzie pozostawiał wątpliwości, że należy do prawdziwej bad bitch w tej popowej grze.

7/10

 

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here