O League of Legends słyszał chyba każdy. Wielu z nas na samych „informacjach” jednak nie stanęło i postanowiło sprawdzić na własnej skórze, czym wirtualny świat postanowiło podbić studio Riot Games. Zrobiłem to też ja i oczarowany światem Runeterry już od ponad 10 lat dalej chłonę informację i nowości jakimi obdarowuję nas ta jedna z najpopularniejszych gier na świecie. Nie zdziwi więc fakt, że jak dziecko ucieszyłem się na wieść nakręcenia własnego serialu przez amerykańskie studio. I tak oto na podstawie lore League of Legends powstało „Arcane” – dzieło, które oczarowało cały świat.

Słowem wstępu – czym jest Arcane?

Arcane, to serial animowany wyprodukowany przez Riot Games we współpracy z Fortiche Productions. Te dwie firmy dały już się nam poznać przy okazji teledysków lub animacji związanych bezpośrednio ze światem League of Legends. Teraz jednak postanowiły one, że łącząc siły stworzą pierwszą produkcję serialową. Arcane jest przedstawieniem (i lekkim rozszerzeniem) historii dwóch sióstr ze świata Piltover i Zaun – różowowłosej Vi i niebieskowłosej Jinx (Powder). Serial ukazuje nam życiorysy obu bohaterek, a także pozwala zagłębić się w otaczający ich świat i poznać motywy zachowań i zmian, jakie w ich życiu nastąpiły. Nie licząc jednak samego nakreślenia nam siostrzanej egzystencji – serial przybliży nam życie obu miast, zastosowanie wielu wynalazków, które wynalezione zostały w jego granicach, ale także zapozna nas nieco z postaciami na pierwszy rzut oka pobocznymi (ale niemniej ciekawymi) takimi jak – Jayce, Victor, Heimerdinger, czy też Singed.

Arcane (akt 1) – dorosnąć za wszelką cenę

Już od pierwszych sekund serialu – naszym oczom ukazuję się przepiękne i malownicze miasto Piltover, które rozwija się z minuty na minutę. Przeprowadzani jesteśmy przez jego zaułki, by po chwili na ekranie zagościć czwórkę przyjaciół, która towarzyszy nam podczas trwania pierwszego aktu – Vi, Powder, Mylo i Claggora. To właśnie oni okradając gabinet słynnego naukowca z Piltover – pozwalają nam nieco zapoznać się z aspektami magicznymi hextechu, zasadami panującymi w mieście i prawem, które ogranicza każdego z mieszkańców obu cywilizacji.

To również oni zejdą z nami do niżej położonego Zaun – miasta wyrzutków, które ukazywane jest jako „slumsy” Piltover. W nim poznamy najbliższą dla sióstr postać – Vandera, który jak się okazuje dowodzi podmiejskim życiem. Sama relacja podmiejskiej kompanii będzie jedną ze stron serialu, ponieważ po drugiej wykreują nam się takie postaci jak młody Jayce i Victor, którzy podejmą się próby wtłoczenia elementów magicznych do świata Piltover, profesor Heimerdinger, który zasiada w wielkiej radzie przewodzącej rozwojowi miasta, czy też szalony Silco – szaleńca, którego postać jeszcze nie raz namiesza w trakcie trwania całego Arcane.

You’ve got a good heart. Don’t ever lose it, no matter how the world tries to break you!

Oceniając akt pierwszy powiedzieć można jedno – majstersztyk. Pierwsze trzy odcinki wspięły się na niebotyczne wyżyny pod względem animacji, przybliżenia nam postaci, ale także samej płynności całego serialu, który w bardzo zręczny sposób przeprowadził nas przez relację sióstr, ich początkowy rozwój, ukazał nam zalety, ale również wady obu głównych, serialowych miast, wykreował nam pewnie poglądy na temat każdej postaci, która zagościła choćby na sekundę na ekranie, ale stworzył też coś, co bardzo długo zostało w mojej pamięci, a mianowicie – jego własne zakończenie.

Ostatnie minuty pierwszego aktu stały się niesamowitym cliffhangerem, który pozostawił nas w bardzo niezręcznej sytuacji – z jednej strony aż chciało się zobaczyć, co kryję się za rogiem i co przyniesie nam zanurzenie się w kolejne epizody, ale z drugiej samo zakończenie odcinka, które w ciemnych barwach ukazało nam spowitą żalem Vi, która w sekundę straciła (prawie) wszystkich swoich bliskich zestawiając jej postać z ucieszoną Powder, która niczego nie spodziewając się wiwatowała w najlepsze – było po prostu uczuciem nie do opisania. Można było sobie zdać wtedy sprawę, że dalsze już solowe drogi obu sióstr poprowadzą je przez życie w zupełnie inny sposób i ukształtują ich osobowości w kompletnie innych formatach. Tak oto z dziecinnej Powder narodziła się szalona i podbudowana rozpaczą Jinx, a z twardej Vi – kobieta, którą mimo jej mocnego charakteru spowiły wyrzuty, które dręczyły jej sumienie.

Arcane (akt 2) – wybuchowa siła znowu razem

Przy okazji aktu drugiego najbardziej bałem się tego, że poziom środkowej części nie będzie aż tak widowiskowy, jak pierwsza część – no bo wiadomo – w serialach bardzo często jesteśmy świadkami takich zabiegów, że ich otwarcia i zakończenia, to niesamowite wspinaczki na sam szczyt, które nierzadko okazują się być niesamowitymi i widowiskowymi zabiegami, ale niestety – droga od jednego do drugiego końca wydaje się momentami być bardzo monotonna i wręcz nudna. W tym przypadku trzeba jednak podkreślić to, że drugi akt nie odstaję ani na moment od pierwszego, a co więcej – stawia wyraźny krok w każdym możliwym aspekcie fabularnym.

Już na początku przedstawione nam postaci są już dorosłe – z niewinnych i zagubionych dzieci stają się one kluczowymi pionkami w serialowej grze, która wplata nam coraz to nowsze wątki, ale nie wybiela (pod względem psychologicznym) poprzednich – każdy z ukazanych nam bohaterów w dalszym ciągu dźwiga brzemię przeszłości.

To właśnie środkowa część serialu odpowiedzialna jest za ukazanie nam młodości Victora, rozwinięcia relacji pomiędzy Jaycem, a zasiadającą w radzie Medardą, czy też za niesamowicie nakreślającą się relację pomiędzy uwolnioną z więzienia Vi i charakterystyczną szeryf z rodu Kirammanów – Caitlyn. TAK, nareszcie – Caitlyn. Postać (na której pojawienie się – nie licząc oczywiście sióstr – czekałem najbardziej), która w końcu dostała na ekranie swoje kilka sekund i wykorzystała je w bardzo ciekawy sposób. Bohaterka bowiem dzięki obraniu własnej drogi zawodowej stała się niesamowicie uzdolnioną strażniczką, która dzięki swoim umiejętnościom na nowo rozpaliła (i to dosłownie) i zarysowała nam postać nieco przygasłej po wydarzeniach z pierwszej części serialu Vi.

It’s Jinx now. Powder fell down a well.

Jednak mimo tych przepięknych zabiegów, którymi obdarował nas akt drugi, takimi jak wewnętrzne wydarzenia rady Piltover, pogoń Silco za ranioną Vi, czy też liczne sceny walki z wybuchami i dymem w tle – w tej części każdy z nas czekał chyba tak naprawdę tylko na jedno – na ponowne połączenie się sióstr. Ostatni – 6 odcinek – odpowiedzialny był za kolejny emocjonalny rollercoaster. Stojąca na wieży Jinx po wyrwaniu się z rąk Silco ostatkami sił hextechowego kryształu stara się wezwać swoją siostrą. I to właśnie na tej wieży w ostatniej sekundzie zdarza się coś co po raz kolejny wprawia nas w osłupienie i sprawia, że łzy aż same napływają nam do oczu.

Po jednej stronie wieży staję wymęczona i raniona Vi, która dalej trawiona wyrzutami sumienia stara się usprawiedliwić swoje zniknięcie i ze wszystkich sił próbuje obudzić w Jinx jej dawne odbicie niewinnej Powder, a po drugiej stronie natomiast staję przestraszona i doprowadzona na skraj szaleństwa Jinx, która w bardzo dotkliwy i wymowny sposób przeprasza swoją siostrę i uprzedza ją, że jej dawnej osoby już nie ma – Powder zginęła, a na jej miejsce pojawiło się jej nowe ja.

I to właśnie w tej emocjonalnej scenerii, która na moment zatrzymuje serialowy czas – rozpętuję się walka, pomiędzy siostrami, a grupą Ogników. Podczas potyczki Vi zostaje nagle ogłuszona i uprowadzona i na plecach jednego z Ogników znika w odmętach Zaun. W ten oto sposób twórcy postanawiają zakończyć akt 2 i po raz kolejny zostawiają nas z ogromną dawką emocji i przemyśleń.

Arcane – akt 3

I tak oto Riot Games dowiozło nam cały ładunek 3 aktów Arcane, a mówiąc szczerze nie tylko dowiozło – wysadziło serialowy rynek.

Czekając na trzeci akt Arcane siedziałem cały czas jak na szpilkach. Gdzieś z tylu głowy cały czas miałem lekkie obawy co do tego, czy serial utrzyma tempo i nie skończy przykładowo tak jak (ekhem) Gra o Tron. Ale mówiąc szczerze – przerósł on moje najśmielsze oczekiwana.

Mówiąc szczerze nawet nie wiem od czego zacząć, ponieważ całość serialu jest po prostu arcydziełem – wady są po prostu nieliczne i nawet jeśli chciałbym wspomnieć o jakichś z nich, to i tak wiem, że będzie to wytykanie czegoś tak naprawdę na siłę (no może oprócz lekko przyspieszonego wątku VI i Jayce w kopalniach Zaun) – tak naprawdę ilość zalet wręcz zjada wszystkie niedoskonałości i nawet nie pozwala chociażby przez chwilę o nich myśleć.

Ostatni akt Arcane jest mocnym podbudowaniem fabuły przed zbliżającym się kolejnym (potwierdzonym już) sezonem. Mimo dość mocnego nakreślenia tego zabiegu nie zmienia to jednak faktu, że wątki, które mamy na ekranie już teraz dalej rozwijane są z niesamowicie wciągającą metodyką. Finałowe 3 odcinki są tak naprawdę zwieńczeniem rozwijającej się stale choroby psychicznej Jinx, której rozbity jak szło umysł postanawia nie opierać się już więcej ogarniającej ją ciemności i po odrzuceniu jej dziecięcej strony Powder – poddaje się jej traumie. Na wspomnienia tutaj zasłużył także Silco – postać, która moim zdaniem jest najlepiej rozpisanym czarnym charakterem ostatnich lat. Mimo złych zamiarów wobec świata, jego relacja z Jinx jest niesamowitą wędrówką, która finalnie doprowadza nas do punktu, w którym straty owej relacji naprawdę i szczerze zaczynamy żałować – mimo jej dziwnego zarysu, była ona naprawdę istotnym dopełnianiem się dwóch wyrzutków, którzy znaleźli w sobie oparcie i zrozumienie.

Oczywiście nie były to jedyne rewelacje tego aktu, wspomnieć tu należy także o epicko skonstruowanej potyczce między Jinx, a Ekko, która pod względem muzycznym i animacyjnym jest kolejnymi wyżynami, na które w tym serialu wspięło się Riot Games, bardzo wymownej i wciągającej relacji radnej Medardy z jej matką, która stara się za wszelką cenę odwieźć Mel od prób zawiązania pokoju, ale także relacji pomiędzy VI i Caitlyn, która nie jest w końcu czymś zrobionym pod publikę – jest to bardzo fajna mieszanka, którą dostajemy się po zetknięciu się dwóch różnych charakterów, ale co więcej nie jest ona ani trochę wulgarna i wprowadzana do serialu na siłę.

Muzyka, character development, efekty specjalne, wizualizacje – wszystko zgrywa nam się po prostu tylko z jedną możliwą ocena- 10/10. Arcane, to serialowy ideał, produkcja, która po prostu zwala widza z nóg i nie pozwala oderwać się od niej choćby na chwilę. Na serialowym rynku nigdy nie było tak udanej produkcji nawiązującej do gier komputerowych i na pewno długo nic nie przeskoczy tak wysoko zawieszonej poprzeczki.

Jakie wrażenia pozostawia po sobie serial Arcane?

Jeśli chodzi o podsumowanie całości serialu, to jest on po prostu zachwycający. Wątki, ale też przeróżne aspekty animacji przeplatają się ze sobą i zabierają nas w niesamowicie emocjonalną podróż, która potrafi wzruszyć, zaskoczyć, ale niekiedy też rozgrzać z wściekłości. Co do fabuły – nie nazwiemy jej odkrywczą, bo pomimo jej sprawnego przedstawienia, jest ona po prostu czymś, co już kiedyś można było spotkać w wielu innych produkcjach (konflikt sióstr, młody naukowiec, wojny domowe).

Moim zdaniem jednak na największe uznanie zasługują – przedstawione nam w serialu postaci. Zadziwiające jest to, jak dobrze Riot Games potrafi przedstawić bohaterów – nie są to osoby czarno-białe, są to bohaterowie, których każdy z nas odbierze inaczej i którego każdy z nas oceni według własnych moralnych przekonań. Aktorzy głosowi, którzy tchnęli życie w każde, nawet najciszej wypowiedziane słowo i w nieziemski sposób odegrali emocje przedstawiane nam na ekranie. Muzyka – która pojawia się w serialu w momentach, w których spycha widza do samej krawędzi emocjonalnego urwiska, ale też przede wszystkim – część animacyjna produkcji, która moim zdaniem jest najlepszą animacją w historii kinematografii i dzięki swojej kolorystyce, płynności, widowiskowości i w niemal chirurgiczny sposób oddanej emocjonalności serialu – na bardzo długi okres zawiesi poprzeczkę bardzo wysoko i z łatwością przeskoczy poprzednie produkcje.

Studio Riot Games już nie raz potrafiło nas zaskoczyć swoimi dziełami. Wszyscy możemy się jednogłośnie zgodzić, że pierwszy wyprodukowany przez nich serial osiągnął niebotyczny sukces. Zaprzeczając też pogłoskom – Arcane, to historia dla wszystkich. Jest to przede wszystkim opowieść o destruktywnej relacji, zatraconej tożsamości, przeróżnych traumach, politycznym świecie i o trawionej nim magią – serial więc spodoba się każdemu, kto lubi ową tematykę, połączoną z dawką motywów fantasy i okraszoną przepięknymi obrazkami. Jest to więc tak naprawdę przedstawienie godne uwagi każdego, kto zasiądzie do tego przepięknego spektaklu – a jedno mogę obiecać na pewno – nie wyjdzie się z niego rozczarowanym.

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here