I‚m okay with not being perfect, cause that’s perfect to me’ śpiewa w jednym ze swoich numerów debiutująca krążkiem „Speak Your Mind” Anne-Marie. 27-letnia wokalistka w swoich tekstach oraz publicznych wypowiedziach kreuje dość spójny image bezpośredniej i rezolutnej dziewczyny z brytyjskiego sąsiedztwa. Tylko czy trzykrotna mistrzyni świata w karate z Essex jest w stanie zawirować światowym przemysłem muzycznym? Jest na dobrej drodze. 


Anne-Marie ma wizerunek dziewczyny, której ciężko nie okazać chociażby najmniejszego wyrazu sympatii. To wszakże chodzący wulkan energii wywołujący uśmiech na twarzy już przy pierwszym, muzycznym bądź rzeczywistym, spotkaniu. Znana z udziału w kolaboracjach z chociażby Clean Bandit i Rudimental dziewczyna z brytyjskiego Essex urzeka swoją naturalnością oraz rozbrajającą szczerością, którą łatwo odnaleźć w tekstach stworzonych na potrzeby debiutanckiego longplaya „Speak Your Mind” („Sometimes I wake up late and don’t even brush my teeth / Just wanna stuff my face with leftover mac and cheese” – kto z Was tego nigdy nie zrobił niech pierwszy rzuci kamieniem). Fonograficzny debiut 27-latki brzmi dokładnie tak, jak można było się tego spodziewać po odsłuchaniu towarzyszących premierze wydanych wcześniej singli. Melodie są mocno-popowo z brytyjskim zabarwieniem, przekaz autentyczny i swojski, a piosenki mają wpadające w ucho refreny i hooki. Jest przewidywalnie dobrze, bez uczucia zawodu.

Na pierwszy plan „Speak Your Mind” wysuwają się rzecz jasna dotychczasowe single i perełki – niepotrzebnie – ukryte na wersji deluxe krążka. Totalnie bujający pocałunek śmierci dla niewiernego chłopaka w postaci „Ciao Adios”, elektro-popowa produkcja niezawodnego Steve’a Maca w „Alarm” oraz aktualny przebój Brytyjki & Marshmello, czyli antemiczne „Friends” sprawiają, że start Anne-Marie to start apetyczny i konkretny. Każda ze wspomnianych kompozycji posiada nienaganną produkcję, całą garść chwytliwych momentów zapadających w pamięć, a także tekst, z którym można się utożsamić z tak zwanego automatu. „Alarm” to bowiem moment powzięcia informacji o niewiernym partnerze, „Ciao Adios” to szykowne muzycznie wysunięcie środkowego palca w jego kierunku, zaś przy „Friends” już wewnętrznie sami doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że przy kolejnych próbach podboju pozostaniemy w sferze friendzone. Brzmi znajomo.

To jednak nie koniec chwytliwych bujających numerów, które można odnaleźć na „Speak Your Mind”. Wśród leaderów w tej kategorii brylują o dziwo kompozycje, które finalnie znalazły się na wersji deluxe krążka. Mowa oczywiście o tętniącym życiem „Breathing Fire” i odrobinę generycznym, ale dorzucającym węgiel do pieca „Used to Love You”, które z powodzeniem odnalazłyby się na europejskich listach przebojów, nieco zabrudzonych ostatnimi czasy szarą przeciętnością. Gdzieś pomiędzy tą dwójką znajduje się doskonałe ‚Peak’, które jest absolutnym wokalnym numerem 1 na tym krążku. Autentyczność wyrażona w słowach i emocje zawarte w charakterystycznej barwie głosu Anne-Marie wynoszą ten prosty numer oparty na kojących dźwiękach pianina na zupełnie inny poziom, po raz kolejny przy tym udowodniając prawdziwość starego porzekadła, że mniej znaczy więcej.

Na „Speak Your Mind” odnajdziemy też wyraz pozytywnej samoakceptacji, jaki zawarto w spokojnym „Perfect”. Choć i lirycznie i melodycznie kompozycja nie odkrywa tak właściwie niczego nowego, to Anne-Marie z dużą dawką wdzięku przechodzi przez niemalże cztery minuty bezpiecznego manewrowania w tematach, po które w dużo lepszym wydaniu  sięgnęły wcześniej m.in. Christina Aguilera i Jessie J. Uroczych, lecz przeciętnych, kawałków na debiutanckim albumie Nicholson zawieruszyło się – niestety – całkiem sporo. Nie przekonuje „Heavy”, które pomimo wpadającego w ucho refrenu jest kompozycją dość szarawą, na tle współtowarzyszek kiepsko wypada również wtórne „Trigger”, przy którym nie tak trudno odnieść wrażenie, że coś podobnego o uszy obiło się wcześniej już jakieś trzy tysiące razy. Nie przekonuje arcynudne „Some People” oraz generyczne „2002”, które jest lekkim (choć przyjemnym) rozczarowaniem, jeśli weźmie się pod uwagę, że powstało w wyniku współpracy wokalistki z iście gwiazdorską obsadą (nie każdy może ogarnąć Eda Sheerana i Julię Michaels przy tym samym numerze). Nie jest to koszmarnie złe, nie jest też nieciekawie – bardziej wchodzi tu w grę worek z napisem non-event. Produkcyjnie wszystko jest na najwyższym poziomie – wypolerowane, wypucowane i wygładzone do granic możliwości, o kreatywności samych kompozycji można byłoby jednak długo dyskutować.

W otwierającym albumie „Cry” intryguje ciekawa konstrukcja kompozycji polegająca na przydługim intro i całkowitym przeniesieniu ciężaru piosenki na jej dalszą część. Utwór sprawdza się jako otwieracz „Speak Your Mind” i wychodzi obronną ręką jako utwór albumowy właśnie dzięki swojej strukturalnej nieoczywistości i tekstowi narzucającemu pewien odważny kierunek, który potem zresztą na tym krążku dominuje – girl power y’all („You’ll never find another, Another piece of luxury like me, You’re such a mother******, You couldn’t even make, make, make my tea„). Motyw ten z łatwością można odnaleźć w dalszych numerach, które grzeszą, oj grzeszą, swoją przebojowością. Dzięki flirtującemu z EDM „Bad Girlfriend” oraz szalenie chwytliwemu „Can I Get Your Number” można odetchnąć z ulgą i szczerze wykrzyczeć całemu światu, że Anne-Marie wydając „Friends” i „Ciao Adios” wcale nierozważnie nie wystrzelała wszystkich hitów ze swojego debiutanckiego krążka. Każdy z tych dwóch numerów to bowiem istna petarda, którą tego lata chciałoby się odpalać na swoich głośnikach każdego poranka.

Dziewczyna z Essex swój fonograficzny debiut ma za sobą i może go spokojnie zaliczyć do udanych. „Speak Your Mind” świetnie sprawdzi się na rynku brytyjskim, gdzie rozgłośnie radiowe oraz tamtejsza publika pożerają kąski w stylu „2002”, „Friends” oraz „Can I Get Your Number” na potęgę. Na debiucie 27-latki nie ma totalnie skopanych momentów, jest za to kilka takich, które najzwyczajniej w świecie nie dosięgają do poprzeczki ustawionej przez resztę kawałków. Produkcyjnie jest niemalże nienagannie, w części kompozycji brakuje jednak przysłowiowego pazura oraz charyzmy Nicholson, której przecież ta ma pod dostatek. Anne-Marie stawia na muzyczne bezpieczeństwo, nie dociskając w wielu miejscach przy tym gazu. A szkoda, bo z potencjałem tej Pani trzeba byłoby usiąść obok i szepnąć do ucha: „Anka, grzej do przodu i się nie oglądaj”.

6.5/10

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here