Rok 2021 jest dla Ani Wyszkoni rokiem wyjątkowym. Choć ciężko w to uwierzyć, polska wokalistka obchodzi 25-lecie kariery artystycznej. Z tej okazji w sieci zadebiutował singiel „Skrable” zapowiadający pierwszą kompilację hitów artystki. W rozmowie z LUVPOP.pl Ania Wyszkoni opowiedziała o nowych projektach, jak również sięgnęła pamięcią do samych początków swojej muzycznej drogi.

Aniu, minął tydzień od premiery twojego singla „Skrable”. Jak się czujesz, jakie emocje ci towarzyszą, kiedy odbiorcy napisali już komentarze pod klipem, kiedy wiesz, z jakim odbiorem spotkała się ta piosenka?

Już jestem spokojna, ale to był bardzo stresujący moment. Chyba przez pandemię miałam wrażenie, że trochę wyszłam z wprawy, skupiłam się na innych rzeczach w moim życiu i nagle przyszedł moment, kiedy musiałam zaprezentować nową piosenkę i kompletnie nie wiedziałam, co się wydarzy. Tym bardziej, że jak to ja, staram się zawsze zaskakiwać, więc ta piosenka też jest trochę inna niż te poprzednie, które prezentowałam. Okazało się, że lekkość tego utworu i jego świeżość zostały bardzo dobrze przyjęte. Ja już też ochłonęłam, mogę spojrzeć na to wszystko na spokojnie. (śmiech)

No właśnie! Przyznam, że byłem w szoku, gdy na Instagramie napisałaś, że żadna inna premiera w trwającej 25-lat karierze nie stresowała cię tak bardzo, co premiera „Skrabli”. Czyli to wcale nie jest tak, że im dłużej w show-biznesie, tym łatwiej?

Zupełnie nie. Czasy bardzo mocno się zmieniają. 25 lat na scenie wcale nie daje mi paszportu do tego, że wszystko będzie działo się już samo. Czas bardzo szybko pędzi, a konkurencja jest ogromna. Młodzi artyści mają bardzo duże możliwości, żeby prezentować nowe utwory. Zmienia się też to, co się w muzyce dzieje, w samych brzmieniach. Bardzo bacznie to obserwuję, staram się nadążyć, zachowując przy tym swoją własną tożsamość. To jest niezwykle ważne, żeby nie zagubić siebie, ale jednocześnie być na bieżąco. Staram się to wszystko łączyć i tworzyć utwory, które są bliskie mojemu sercu, ale jednocześnie też nowoczesne, a przy tym zaskakiwać swoich słuchaczy.

„Skrable” to jest dokładnie to, o czym mówisz, czyli coś totalnie twojego, ale jednak nawiązującego do trendów, jakie panują w muzyce. Nie da się ukryć, że z tej piosenki bije vibe lat 80. Śpiewasz w niej o t-shircie z Bajmem, gdzie wiadomo, że Beata Kozidrak to największa ikona tamtej epoki. Jak odnalazłaś się w klimatach, które pewnie pamiętasz z czasów, gdy byłaś malutką dziewczynką?

Wiesz, to są brzmienia bardzo mi bliskie, bo ja już wtedy wiedziałam, że chcę być zawsze związana ze sceną, z muzyką, więc byłam też bardzo mocno skoncentrowana na tym, co się w muzyce działo. Nie ukrywam, że w latach 80. moją idolką była Sandra, a te brzmienia dzisiaj wracają nieco unowocześnione. Może Sandra brzmi dziś retro i nawet nieco tandetnie, ale takie były to czasy. Lubię sięgać do tego, co było, bo lata 80. kojarzą mi się ze świetnymi melodiami, z muzyką mojego dzieciństwa, więc jest to też trochę taka podróż sentymentalna, ale przede wszystkim bardzo mnie kręci to, że moda, tak jak w ciuchach, tak i w muzyce, zatacza kręgi. Wracamy do tego, żeby w piosenkach były melodie. Był taki moment w muzyce, kiedy miałam wrażenie, że trochę to zatraciliśmy i wszyscy robili modne bity, a ludzie jednak ciągle potrzebują dobrych melodii, piosenek, które można sobie po prostu zaśpiewać. Mam wrażenie, że wartość tekstowa znowu nabiera większego znaczenia. Dla mnie to zawsze było bardzo ważne, żeby śpiewać o czymś, a miałam wrażenie, że dużo się działo tak po prostu, byleby się działo. Dzisiaj wraca jakaś taka wrażliwość w muzyce.

Pozwolę sobie na „prywatę”, ale gdy słuchałem tego kawałka po raz pierwszy, poczułem niejako wzruszenie. Wyczuwalna w nim jest właśnie taka tęsknota, podróż sentymentalna do tych mniej multimedialnych czasów. Śpiewasz o wylogowaniu się, o zrobieniu czegoś szalonego. Rzeczywiście płynie z niego takie przesłanie?

Dla mnie ta piosenka jest piosenką o wolności, o swobodzie, o tym, żeby czasem zapomnieć o codzienności, o tym, żeby wylogować się na chwilę z sieci i zrobić coś po prostu dla siebie. Jestem z tego pokolenia, dla którego social media są czymś nowym, nie czymś tak naturalnym. Musiałam się wszystkiego nauczyć. Wydaje mi się, że coraz lepiej sobie z tym radzę, aczkolwiek nie lubię relacjonować całego swojego życia na Instagramie. Są sprawy, które zawsze będą taką moją prywatną tajemnicą i nie chciałabym obwieszczać ich całemu światu. Myślę, że ta piosenka ma coś takiego w sobie, że od pierwszych dźwięków, od pierwszych słów, masz ochotę się z tego wszystkiego wyrwać. Wsiąść w samochód i uciec byle gdzie. Gdy śpiewałam ten utwór w studiu, zamykałam oczy i wyobrażałam sobie, że jadę przez pustkowie, jestem odcięta od świata i mam szansę usłyszeć swoje myśli, porozmawiać sama ze sobą.

Namiastkę udało się otrzymać w teledysku.

(śmiech) W teledysku chodziło mi o to, żeby pokazać moją kolejną przemianę w życiu, ale przede wszystkim swobodę, wolność. Chciałam, żeby był wyczuwalny duży luz, duży dystans. Naprawdę dobrze się bawiłam. Mimo że kręciliśmy go bardzo długo i na ostatnim etapie byłam już dość mocno zmęczona, to nie okazywałam tego i do ostatnich minut byłam totalnie skupiona i wyluzowana.

Czy to był w takim razie najbardziej wymęczający wideoklip? Pamiętam, że „Zanim to powiem” kręciliście w środku nocy.

Generalnie czerpię bardzo dużą przyjemność z kręcenia klipów, więc nie traktuję tego jako przykrego obowiązku, nie stresuje mnie to. Raczej staram się na planie dobrze bawić. Przechodziłam przez przeróżne plany zdjęciowe. Teledysk do piosenki „W całość ułożysz mnie” kręciliśmy na przykład przez całą noc – od 20:00 do 8:00 rano i też było to bardzo ciekawe doświadczenie. Czy trudne? Nie wiem. Jestem zadaniowa. Gdy mam do wykonania jakieś zadanie, jestem skoncentrowana i robię to, co do mnie należy.

Wspomniałaś o swojej przemianie, o pandemii. Wiem, że ty ten okres wykorzystałaś bardzo twórczo. Zostałaś architektem, prowadziłaś „Design Dream”, nagrywałaś nowe piosenki, na tyle, na ile było to możliwe koncertowałaś. W tym roku od premiery twojej ostatniej płyty minęły 4 lata. Nagrywając ją, byłaś na innym etapie życia. „Jestem tu nowa” opowiada o twojej chorobie, o walce z nią, o tym, że z Ani Wyszkoni stałaś się Anną Wyszkoni. Jaka zatem będzie płyta, którą promują „Skrable”? Została już w całości nagrana?

„Skrable” to właściwie utwór, który promuje płytę, będącą moim podsumowaniem. 25 lat na scenie to taki moment, który skłania do podsumowań. Przyszedł czas, żeby wydać płytę typu „The Best Of” zawierającą piosenki najbardziej znane, najbardziej lubiane. Choć nie chcę tak nazywać tego albumu. Będzie on miał tytuł „Nieznośna lekkość hitu”. Oczywiście konsekwentnie pracuję też nad nowym materiałem. Są już kolejne piosenki, które ukażą się na premierowym albumie. Myślę, że odstęp czasowy między „The Best Of” a kolejnym krążkiem nie będzie dłuższy niż rok. Jaka to będzie płyta? Bardzo lubię eksperymentować, bawić się muzyką. Teraz robię to jeszcze intensywniej, bo pracuję z różnymi producentami. Każdy ma inne spojrzenie, każdy inspiruje mnie w innym kierunku. To jest bardzo cenne doświadczenie. Sama lubię, gdy płyta jest zróżnicowana. Ważny jest też ładunek emocjonalny, ale na pewno będzie on inny niż na płycie „Jestem tu nowa”, gdzie obciążenie, które miałam z tyłu głowy, było bardzo duże. Dzisiaj mam w sobie dużo luzu, potrzebuję energii, świeżości i chcę to pokazać w dźwiękach.

Kiedy możemy się zatem spodziewać płyty „The Best Of”?

Album „Nieznośna lekkość hitu” ukaże się w październiku. W tym roku obchodzę 25-lecie, choć przez pandemię moja jubileuszowa trasa przeciągnie się również na przyszły rok. Mam nadzieję, że będę miała więcej okazji, żeby spotkać się z publicznością.

To prawda. Ostatnio byłem na koncertach Agnieszki Chylińskiej i Kasi Kowalskiej, które śmiały się, że dzięki pandemii mogą obchodzić 25-lecie już kilka lat. Trzeba widzieć pozytywy tej sytuacji!

(śmiech) Ja prawdopodobnie będę w takiej samej sytuacji!

Powiedziałaś też o nowych producentach. Nie jest tajemnicą dla osób, które bacznie obserwują twoją karierę, że ostatnio nieco flirtujesz z rapem. Najpierw gala Popkillery i delikatna sugestia dotycząca współpracy z VNM-em, potem udostępnienie na story kawałka Janusza Walczuka, który w numerze „Łakomy kąsek” rapuje o tobie, z emoji sekretu. Coś jest na rzeczy?

Sekret ma to do siebie, że jest sekretem do samego końca. (śmiech) Tak długo, jak będę mogła, będę utrzymywała to w tajemnicy. Jestem bardzo otwarta na współprace również z takim światem muzycznym. Jest to dla mnie bardzo ciekawe, bo lubię się bawić dźwiękami, nie chcę się ograniczać, a już w szczególności w sztuce, kiedy muzyka pozwala na tak wiele. Poznałam się z Januszem Walczukiem, to jest wspaniały, bardzo mądry, młody człowiek z ogromnym polotem i niespotykanym, bardzo dojrzałym spojrzeniem na świat i rynek muzyczny. Uważam, że wiele jeszcze przede mną. 25 lat na scenie powoduje, że muszą patrzeć na to, co robią młodzi, ale jednocześnie mam też swoje doświadczenie, swoją określoną ścieżkę, z której, mam nadzieję, ci młodzi mogą również zaczerpnąć coś dla siebie.

Czyli nie mówisz nie i jest szansa na to, że za jakiś czas dostaniemy duet w stylu Daria Zawiałow i Quebonafide?

Tak, jest szansa… Powiedzmy. (śmiech)

Dużo mówimy o tym 25-leciu. Czy planujesz jakieś niespodzianki związane z tak ważną rocznicą? Wiemy już, że będzie płyta…

Czekam na trasę koncertową z prawdziwego zdarzenia. Bardzo chciałabym ją zrealizować, bo w tej chwili tych koncertów jest dużo mniej i nie mam tylu okazji, żeby to wszystko dopracować i zrobić tak, jak chciałam. Niespodzianki będą na płycie, bo chcę zrobić to wydawnictwo bardzo konkretnie. Może to cecha zanikająca, ale liczy się dla mnie sposób wydania, opakowanie, książeczka, papier. Dzisiejsze możliwości są naprawdę duże, więc będzie kilka gadżetów, o których teraz jeszcze nie będę mówić, ale wiem, że moja publiczność będzie zaskoczona i mam nadzieję, że zadowolona.

Na pewno wszyscy zastanawiają się, czy na płycie znajdą się piosenki stworzone ze Łzami. Mimo różnych nieprzyjemnych sytuacji z chłopakami z zespołu zawsze powtarzasz, że ten okres ma dla ciebie bardzo ważne znaczenie i dzięki niemu jesteś tu, gdzie jesteś.

Wiesz, w tym roku podsumowuję 25 lat kariery artystycznej, a nie 12. To są lata spędzone z grupą Łzy, to są nasze wspólne przeboje, więc myślę, że dużym zawodem dla moich słuchaczy byłoby pominięcie tej części mojej drogi artystycznej. Na płycie znajdą się te utwory, które miały ogromne znaczenie dla mnie i dla moich fanów.

Pokusisz się o nagranie na nowo tych piosenek, jak chociażby ostatnio Taylor Swift, czy dostaniemy studyjne wersje doskonale znanych wszystkim hitów?

Wychodzę z założenia, że „The Best Of” to zbiór utworów w tych wersjach, jakie są znane, więc będę się opierać na oryginalnych wersjach, ale nie będzie to stricte zebranie wszystkiego, co już jest znane. Mam też plany nagraniowe, których efekty usłyszycie na tym krążku.

Twoje 25-lecie świętowane jest też na twoich kanałach społecznościowych. Jakiś czas temu na Instagramie pojawiła się seria filmików, w której opowiadałaś o tworzeniu każdego ze swoich albumów. Powiedziałaś wtedy, że bardzo wstydzisz się okładki „Pan i Pani” i masz w planach wydanie tej płyty w nowej wersji. Czy to też jeden z elementów celebracji 25-lecia czy raczej nie powinniśmy się póki co nastawiać?

To są rzeczy nie do końca zależne tylko ode mnie. Gdyby to zależało tylko ode mnie, chętnie pokazałabym tę płytę z nową okładką, tym bardziej, że nigdzie można jej już kupić, a wiem, że ciągle cieszy się powodzeniem i ludzie chcieliby mieć to wydawnictwo. Jako że jestem fanką winyli, bardzo bym chciała, żeby ta płyta ukazała się też na winylu. To są sprawy stricte organizacyjne, którymi nie zajmuję się sama, więc nawet nie wiem na jakim są etapie. Co do tej okładki, to byłam wtedy na takim etapie, że bardzo ciężko było mi zaufać ludziom, którzy mówili „Nie, ta będzie lepsza!”. Uparłam się, ale bardzo szybko tego pożałowałam. Wyciągnęłam też wnioski, bo od tamtego momentu nie upieram się, tylko słucham innych ludzi, staram się zaufać profesjonalistom nawet, jeśli mam inne zdanie. Dostałam nauczkę, zdecydowanie. (śmiech)

Ale tak patrzę sobie na tę okładkę i chyba do końca nie wiem… Co jest w niej nie w porządku?

Wiesz co, za dużo było w tej okładce „starej Ani”. Pamiętaj, że mówimy o pierwszym wydaniu tej płyty, które dziś pamiętają już tylko najwięksi fani. Rozstałam się z zespołem Łzy, to był całkowicie nowy etap na mojej drodze, a chyba jeszcze nie miałam tyle pewności i bałam się zrobić zdecydowany krok. Jedną nogą zostałam jeszcze z tyłu. Bardzo to wyczuwam w tej okładce i dzisiaj mi to przeszkadza. Ktoś, kto nie zna mnie, ani emocjonalnego podłoża tych decyzji, nie do końca widzi, jak zła była ta okładka. A jeśli widzi, że była, to mam nadzieję, że nie zastanawia się nad tym jakoś szczególnie. (śmiech)

Rozumiem. W końcu znamy powód! A powiedz mi, czy ty po 25 latach na scenie czujesz się ikoną polskiej muzyki?

Nie, absolutnie. Mam wręcz wrażenie, że jeszcze bardzo dużo pracy przede mną, tym bardziej, że czasy się zmieniły, muszę się uczyć nowych rzeczy. To jest bardzo ciekawe, bo kiedy zaczynałam, podpatrywałam swoich starszych kolegów oraz koleżanki i uczyłam się od nich. Dzisiaj jestem w takim momencie, że muszę się uczyć od tych młodych, bo oni wiedzą wiele rzeczy, w których ja nie czuję się dobrze. To są np. social media, internet, streamingi, które zdominowały rynek muzyczny. Staram się jakoś nadążyć i traktuję to jako bardzo ciekawy okres w moim życiu, kiedy po 25 latach ciągle mogę powiedzieć, że jestem na początku, mogę się jeszcze uczyć, dawać coś nowego od siebie.

Jeśli chodzi o media społecznościowe, to ostatnio dołączyłaś do społeczności użytkowników Tik Toka. W tym na pewno pomaga ci córka.

(śmiech) Jeśli chodzi o Tik Toka, to owszem, moja córka mogłaby mieszkać na Tik Toku, więc muszę tego bardzo pilnować, bo oczywiście widzę też pewnego rodzaju niebezpieczeństwa w social mediach, jeśli chodzi o dzieci. Gdy człowiek za bardzo się zapędzi, zaczyna zapominać o świecie rzeczywistym, a to już mi się nie podoba. To, że jestem na Tik Toku i to, że staram się intensywniej tam działać nie wynika z mojej nagłej przemiany i chęci bycia młodzieżą, tylko z tego, że jest to swego rodzaju potrzeba rynku. Praktycznie jeszcze nic nie wiem o Tik Toku. Jedynie tyle, że są tam ogromne możliwości, a ja na razie zatrzymałam się na etapie filmików, które nagrywa się w przyspieszonym tempie, a potem są zwolnione. Gdyby ktoś miał jakieś propozycje dla mnie, to zapraszam, chętnie się czegoś nauczę. (śmiech)

Social media social mediami, a jak wygląda to w kwestii muzyki. Doradzasz się dzieci? Pytasz o brzmienie danej piosenki czy raczej w tym przypadku oddzielasz sferę zawodową od prywatnej?

Naturalnie pytam o opinie, natomiast wiem, że jeśli chodzi o mojego syna, to ma on zupełnie inne fascynacje muzyczne i moja muzyka, delikatnie mówiąc, nie jest jego ulubioną. Jeśli chodzi natomiast o córkę, ona instynktownie mówi, czy jej się coś podoba czy nie, ale nie jest tak, że kieruję się bardzo tymi opiniami. To jest inne pokolenie, a ja gram i występuję dla moich rówieśników, więc staram się zachować zdrowy rozsądek i prezentować tylko te rzeczy, do których jestem przekonana, a publiczność później to weryfikuje. Jeśli się podoba, to super. Jeśli nie, to podnoszę koronę z podłogi i idę dalej.

Jakiś czas temu napisałaś na swoim Instagramie, że zostałaś wyrzucona z Opola. Chodziło o niezakwalifikowanie do koncertu Premier czy o coś innego?

Nie, nie zgłaszam się już do konkursów, natomiast jest to sprawa bardzo przykra, bo miałam wystąpić w Opolu z moim jubileuszowym recitalem, był już dopięty repertuar z reżyserem i nagle komuś prawdopodobnie przypomniały się moje poglądy polityczne i zostałam z programu tego Opola po prostu wycięta. To smutne, bo życie artystyczne powinno być ponad polityką, ale realia są w tej chwili zupełnie inne. Nie buntuję się. Tęsknię za Opolem, kocham opolską publiczność, zawsze byłam tam ciepło przyjmowana i tego mi po prostu brakuje. To właśnie w Opolu zdobyłam najwięcej nagród, otrzymałam pierwsze SuperJedynki jeszcze ze Łzami, potem solo za przebój roku „Wiem, że jesteś tam”. Bardzo dobrze zostało przyjęte „Czy ten Pan i Pani”, kiedy po raz pierwszy wystąpiłam solowo. To wszystko działo się w Opolu. Pamiętam, że gdy byłam małą dziewczynką, marzyłam o tym, żeby występować właśnie w Opolu. Zawsze byłam emocjonalnie związana z tym miejscem i z opolską publicznością. Ale nie rozpaczam, może właśnie tak miało być, skoro polityka tak mocno przeniknęła do świata kultury. Na pewno będzie jeszcze okazja wystąpić w opolskim amfiteatrze.

Dokładnie. Wierzę, że przyjdzie czas, kiedy to wydarzenie będzie ponownie wydarzeniem tylko muzycznym. Na koniec chciałbym jeszcze porozmawiać o koncertach. Aktualnie jesteś w dwóch trasach: „Czułość, proszę” i tej z okazji 25-lecia. Czym się różnią?

One się trochę miksują. Trasa „Czułość proszę” jest przełożona z 2020 roku, kiedy zostaliśmy zaatakowani przez pandemię, a nowe koncerty są już anonsowane jako trasa jubileuszowa. Zawsze staram się na swoich koncertach sięgać po repertuar, który jest dla mnie ważny i może trochę mniej znany dla publiczności, ale mieszam go z utworami, które są takim „must have”, więc muzycznie te trasy są do siebie podobne, natomiast bardzo różnią się, jeśli chodzi o oprawę. Bardzo dbam o to, żeby co jakiś czas wprowadzać nowe elementy, scenografię, wizualizacje, multimedia. Nie chciałabym się znudzić publiczności ani samej sobie. (śmiech)

Usłyszymy „Agnieszkę”?

„Agnieszka” będzie. Na tej trasie podsumowującej musi być. To jest ważna część mojej historii muzycznej, więc z przyjemnością po nią sięgam, podobnie jak przy okazji mojego 20-lecia.

No właśnie! Kiedy byłaś w trasie 20-lecia, chłopaki z Łez, bazując na wywiadzie sprzed wielu, wielu lat, zarzucili ci, że śpiewasz utwory, z których, jak powiedziałaś, wyrosłaś. Nie rozumieli chyba tego, że „Agnieszka” i „Puste słowa” były częścią tego jubileuszu. W końcu to pierwszy i ostatni singiel, jakie razem stworzyliście. Ludzie mocno cię wtedy wsparli. To chyba podbudowujące?

Staram się tego nie komentować, bo uważam, że to były działania bardzo emocjonalne, może nie do końca przemyślane. Nigdy nie powiedziałam, że nie będę śpiewać piosenek Łez, bo nawet odchodząc z grupy, wiedziałam, że co pewien czas, okazjonalnie, będę po ten repertuar sięgać. Wyrosłam z piosenek Łez, tak samo jak dziś powiedziałabym, że wyrosłam z „Czy ten Pan i Pani”, ale to nie znaczy, że zrezygnuję z ich śpiewania. Ludzie cały czas lubią te piosenki i przychodzą na nie. Traktuję wypowiedź o tym, że wyrosłam z piosenek Łez kompletnie inaczej niż zrozumieli ją moi byli koledzy. Myślę, że topór wojenny został już zakopany, nie żywimy do siebie wzajemnie urazy, dla każdego z nas jest miejsce na scenie i tylko od nas zależy jak te szanse wykorzystujemy.

Dobrze, zatem zostawmy to, co było. Czego mogę ci życzyć z okazji 25-lecia i wydania nowego singla?

Ojej! Szczęścia i powodzenia, bo to bardzo ważne. Szczęście sprzyjające nam w życiu jest istotne. Zawsze mówię też, że zdrowia, bo żeby wszystko realizować w pełni sił, trzeba być zdrowym. Może to brzmi staro, ale to są wartości dla mnie bardzo ważne. Chciałabym zrealizować plan z moją trasą koncertową, a do tego potrzebna będzie inna sytuacja społeczna i koniec pandemii. Czy się uda? Mam nadzieję. Jeśli nie, znajdę sobie inne zajęcia. (śmiech)

Będzie 25-lecie przez kolejne trzy lata?

Nie będę narzekać! Mogę dojechać 25-leciem do 30-lecia, i tak dalej… (śmiech)

Na koniec… Wiem, że czekałaś na płytę Lorde. Przesłuchana? Jak oceniasz?

Oczywiście, że tak! Już kilka razy. Jest zaskakująca. Bardzo się cieszę, że to artystka, która stale się zmienia, ewoluuje. Teraz proponuje nam coś bardziej akustycznego. W każdej piosence pojawia się gitara akustyczna, czego kiedyś nie było. Do tej pory Lorde była bardziej elektroniczna. Czuć, że dojrzewa. Uwielbiam ją, byłam bardzo ciekawa tego albumu. Fajnie, że po tym czasie zastoju pojawia się mnóstwo dobrej muzyki. Ostatnio The Killers, teraz Lorde, nowa wspaniała piosenka Billy Idola… Mam czego słuchać!

Fani Ani Wyszkoni też mają. Dziękuję za rozmowę!

Rozmawiał: Maksymilian Kluziewicz

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here