Chwila wydania szóstego krążka w dorobku z pewnością nie należy do najłatwiejszych momentów w dyskografii artysty. Teoretycznie twórca taki ma już bowiem na swoim koncie co najmniej jeden udany album stanowiący w ogniu oczekiwań społecznych wyznacznik dla każdego nowego muzycznego dziecka. Po upływie ponad 15-nastu lat od fonograficznego debiutu Alicia Keys właśnie ukazuje światu swoją najnowszą opowieść o dźwiękach Nowego Jorku – album ‚Here‚. Ci wszyscy, którzy od lat czekają na nowy rozdział ‚The Diary of Alicia Keys‚ lub kolejne ‚Songs In A Minor‚ muszą jeszcze wstrzymać na trochę oddech. Skupmy się na tym co jest tu i teraz.

Przejrzystość emocji. Dość make-up’u. Koniec z desperackim poszukiwaniem akceptacji środowiska. W oczach Alicii zawartość ‚Here’ to nic innego jak swoistego rodzaju manifest skierowany do własnego otoczenia, które w pewnym momencie starało się zamknąć piosenkarkę w przysłowiowym pudełku. ‚The Gospel‚ to niewątpliwie mocne otwarcie krążka: ciężka w warstwie tekstowej kompozycja nabiera wyjątkowego kolorytu graniczącego z jadowitością wokalną dzięki instrumentalizacji głoskowej. Poziom ten utrzymuje ‚Pawn It All‚, które stanowi udany flirt nowo-orleańskiego jazzu z elementami gospel.  Atmosferę lekko-marzycielską wprowadza za to kończące standardową wersję ‚Here‚ ‚Holy War‚.

Momentem szóstego krążka Alicii bez cienia wątpliwości jest ‚Illusion Of Bliss’. Swoista skąpość melodii i jej prostota nabierają niebywałej mocy wraz z każdym słowem wyśpiewanym przez Alicię. Chrapliwy i pełen soulu głos Keys brzmi lepiej niż kiedykolwiek, a autentyczność zaserwowanych emocji sprawia, że to jedna z lepszych kompozycji w całej dyskografii artystki. Obojętnym nie pozostawia także stworzone przez Emeli Sande ‚Kill Your Mama‚ – siła tego utworu tkwi w jego akustycznej szczerości i prostolijności. Na ‚Here‚ dobrze wypada wybrane na drugi singiel ‚Blended Family (What You Do For Love)‚: choć ciężko utwór nagrany wspólnie z A$AP Rocky podejrzewać o jakikolwiek komercyjny potencjał to po przesłuchaniu całości płyty wybór ten zdaje się być nieco bardziej zrozumiały.

Szósty album Alicii Keys zawiera również co najmniej kilka strzałów nietrafionych: zmierzające-do-nikąd, niepotrzebnie okraszone męskimi wokalami ‚She Don’t Really Care / 1 Luv‚, zbyt jednostajne dźwiękowo ‚Where Do We Begin Now‚ i pretensjonalne intermedia między poszczególnymi kompozycjami sprawiają, że tempo narzucone przez początek ‚Here‚ znacznie słabnie. Mniej inpirujące ‚Work On It‚ i ‚Girl Can’t Be Herself‚ z pewnością sprawdzą się jako albumowe numery tej ery, lecz nie mogą zostać uznane za wkroczenie przez Alicię na wyżyny oryginalności. Z lekkim żalem należy także spojrzeć na pozostawienie dwóch przyzwoitych kompozycji poza wersją standardową płyty: o ile w przypadku ‚In Common‚ decyzję można argumentować brakiem spójności utworu z resztą krążka to w przypadku fascynującego ‚Hallelujah‚ werdykt ten nie zasługuje na aprobatę.

Pierwszy od czterech lat album Alicii Keys z pewnością nie zawodzi. W pierwszej części swej nowej opowieści wokalistka zdaje się rzeczywiście zmierzać w kierunku emocjonalnej dojrzałości i niepohamowanej szczerości (‚Illusion of Bliss‚, ‚Kill Your Mama‚, ‚The Gospel‚, ‚Blended Family‚). Druga połówka ‚Here‚ stanowi powielenie ostanich muzycznych dokonań Keys: zbyt dużo w nich bezpiecznych rejonów i uprzednio przerobionych oraz zabarwionych popem wycieczek. Słuchacz na tym wydawnictwie otrzyma autentyczną, choć nie do końca tak ryzykowną jak mogłoby się wydawać po pierwszych kilkunastu minutach, opowieść o dziewczynie z Nowego Jorku. Na kolejny albumowy majstersztyk ‚od A do Z’ w wykonaniu Alicii przyjdzie nam jednak jeszcze chwilę poczekać.

(7/10)

ladygagaclear

rebeccagotowe

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here